Ktoś po prostu wyrzucił psa z samochodu. Tak zwyczajnie. Zdajemy sobie sprawę, iż choćby wyrzucanie śmieci w miejscach publicznych, a tym bardziej z auta, do przydrożnych rowów, jest niezgodne z prawem. A jednak...
Zwierzak jeszcze chwilę biegł za samochodem, którym kierował człowiek, będący całym jego światem, któremu ufał. Świadek, który widział moment wyrzucania zwierzaka z samochodu, zadzwonił do przytuliska w Poniecu.
- Zanim pod wskazane miejsce dotarli panowie, którzy są odpowiedzialni na terenie gminy za wyłapywanie bezdomnych, ten piesek już zdążył się przemieścić - mówi opiekunka przytuliska w Poniecu.
Pies z jasną sierścią, zadbany, szukał właściciela, błąkając się przy drodze z Ponieca do Pawłowic, wbiegał pod poruszające się szosą pojazdy.
- Trafił na dwie panie, które jechały tą drogą, zatrzymały się i zadzwoniły na policję, nieświadome, iż przytulisko już dostało sygnał o porzuconym zwierzaku. Po zgłoszeniu na wskazane miejsce przy drodze, która biegła w lesie, dojechał policjant. Wziął psa do samochodu i przywiózł go do przytuliska - uzupełnia.
Na początku wszystko wskazywało na to, iż pies uciekł właścicielowi. Można było tak wnioskować, gdyż ufał ludziom, był czysty, nie był wychudzony. Niestety, funkcjonariuszom przed świętami Bożego Narodzenia nie udało się ustalić, kto jest jego właścicielem.
- Czeka bezpieczny w Przytulisku w Poniecu - napisano 24 grudnia na fanpage’u KPP w Gostyniu.
W przytulisku ma dobrą opiekę, na nowo uczy się, iż człowiek nie zawsze znika bez słowa. Jednak pracujący tam wolontariusze podkreślają, iż porzucenie zwierzęcia to nie „brak innej możliwości”. To decyzja, a te mają konsekwencje - również prawne. Zaraz po świętach wolontariusze podjęli formalne kroki prawne, zgłosili sprawę słubom, złożyli zeznania na policji, z wnioskiem o ukaranie sprawcy. Funkcjonariusze przesłuchali świadka.
- Liczymy na skierowanie sprawy do sądu z urzędu - przyznali.







