Pamiętam jeszcze, jak w biurze rachunkowym Finanse przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie powitała nas nowa pracownica. Twoje obowiązki obejmują też sprzątanie biura rzekła z nutą szyderstwa pani Grażyna Nowak, sekretarka, patrząc z góry na Jagodę Kowalską, świeżo upieczoną absolwentkę. A co, jesteś księgową? jeżeli ci się nie podoba, odejdź i weź ze sobą umowę o pracę! dodała, uśmiechając się szeroko. Jesteś nowa, więc wytrwaj.
Jagoda nieśmiało zapytała: A jak często mam sprzątać? Sekretarka odpowiedziała, iż wszystko jej wyjaśni, i poprowadziła do miejsca pracy, przedstawiając współpracowników.
W ogromnym holu podzielonym na małe stanowiska siedziało dziesięć kobiet. Dziewczyny, to Jagoda, nowa oznajmiła Grażyna. A to nasze dziewczyny! wszystkie spojrzały na Jagodę, a w powietrzu zawirowała cisza. Jagoda, by nie wyglądać na przestraszoną, uśmiechnęła się i przywitała.
Jedna z nich mruknęła: No wreszcie jakaś nowa, bo od jakiegoś czasu nic nie sprzątało się w tym biurze.
Druga dodała: To wspaniale, ale ona będzie siedzieć przy mnie i będę musiała słuchać cudzych stuknięć klawiatury i ewentualnych płaczu.
Trzecia westchnęła: Dobrze, iż w końcu wyjdziesz ze swojej strefy komfortu.
Czwarta podkreśliła: Do tej pory słuchałyśmy tylko twoich rozpadnięć i krzyków, a teraz będziesz na naszym miejscu.
Grażyna uśmiechnęła się i wskazała Jagodzie miejsce w rogu. Na komputerze znajdziesz folder Instrukcje i zadania. Czytasz, uczysz się, zapamiętujesz. Twoją mentorką będzie Wanda Białek, czerwona bestia, do której możesz się zwrócić w razie pytań. Czy rozumiesz?
Jagoda skinęła głową, a Grażyna wyszła. Kobiety wróciły do ekranów, a Wanda przyjrzała się nowej koleżance. Przypominasz mi moją młodszą siostrę zaśmiała się z satysfakcją. Nie popełniaj głupich błędów, a będziemy się dobrze dogadywać. Do zobaczenia przy przerwie, a teraz do roboty.
Jagoda usiadła przy małym biurku, na którym stały tacki z papierami, szklanka z długopisami i markerami, monitor, podkładka i myszka. Na podłodze stał kosz na śmieci i doniczka z ogromnym, suchym, kurzym aloesem, którego liście były już pożółkłe. Jagoda przypomniała sobie babcię, która w ogrodzie hodowała aloes i wyciskała z jego mięsistych liści sok.
Apteczka w doniczce szepnęła pod nosem ale dlaczego nikt o niej nie dba? pomyślała, patrząc na roślinę, która powoli więdła.
W biurze panował zgiełk: stukot klawiatur, dźwięk kalkulatorów, szelest długopisów, a od czasu do czasu ciche westchnienia, gdy liczby nie zgadzały się. Jagoda nie czuła się w tym miejscu pewnie dopiero co skończyła studia, nie miała doświadczenia, a jednocześnie pensja w wysokości dwóch tysięcy złotych miesięcznie była kusząca.
Kiedy nadszedł czas przerwy, Wanda podeszła i przez czterdzieści minut odpowiadała na wszystkie pytania nowicjuszki. Wystarczy, proszę, mój mózg zaraz wyparuje westchnęła Jagoda. Dajmy sobie trochę odpoczynku powiedziała Wanda, odciągając się na fotel.
To aloes, prawda? zapytała Jagoda.
Tak, aloes potwierdziła Wanda. To dar naszej wielkiej i nieugiętej patronki liczb, tabel i bilansu, Viry Palny. Była wiodącą specjalistką, a jej nazwisko budziło respekt wśród podatników. Kiedy odszedła na emeryturę, podarowano nam tę roślinę jako pamiątkę. Niech rośnie, podlewajcie ją nakazała, ale jednocześnie dodała, iż nikt nie musi się nią przejmować.
Jagoda patrzyła na zwisły, zgniły łodyg, przypominając sobie, iż roślina ma już dziesięć lat, a może i więcej.
Przez prawie miesiąc pracowała ponad godziny, przychodziła wcześniej, by sprzątać podłogę w gabinecie, od świtu do wieczora myła wejście i biuro dyrektora. To wszystko pochłaniało czas i siły, ale wynagrodzenie w złotówkach było tak wysokie, iż nie mogła sobie pozwolić na rezygnację. Mimo zmęczenia Jagoda marzyła, iż gdy udowodni swoje umiejętności, obowiązki sprzątania zostaną jej odebrane.
Jesienią zachorowała głowa pulsowała, gardło bolało. Nie zdążyła wpaść do apteki przed rozpoczęciem pracy, a zadania na ekranie migotały na czerwono. Spojrzała na aloes, rozłamała miękki liść i położyła go w ustach. Po powolnym przeżuciu poczuła ulgę, a po pół godziny znów była w stanie kontynuować obowiązki.
Naprawdę? Wszystko zrobiłaś? zapytała nieufnie Wanda, przeglądając dokumenty. Nie ma błędów, wszystko się zgadza. Brawo, nowa!
Wanda wrzuciła kolejne zadania i wróciła na swoje miejsce. Jagoda nie zauważyła, iż dodatkowa praca przytłacza ją coraz bardziej. Zawołała Wandę, by sprawdziła wyniki.
Jak to tak gwałtownie zsumowałaś te tabele? zapytała.
Bo użyłam kilku trików, które poznałam samodzielnie odpowiedziała Wanda, lekko zaskoczona.
Wanda, przekonana, iż Jagoda wpadnie w tarapaty, przyznała jej jeszcze trudniejsze zlecenie. Jagoda zabrała się do pracy, a gardło znów zaczęło boleć, więc kolejny liść aloesu pomógł jej przetrwać.
Gotowe, sprawdź rzekła, podchodząc pod koniec dnia. Wszystkie koleżanki wstały ze swoich krzeseł, patrząc na wyniki, które przewyższyły oczekiwania.
Jak to zrobiłaś? wykrzyknęła Wanda.
Po prostu myślę, iż jestem dobrą specjalistką, choć dopiero zaczynam odparła Jagoda.
W chwili, gdy dyskusja się rozgorzała, do biura wpadła Grażyna. Jutro przyjdzie Vira Palna, nasza była szefowa, ma sprawy z dyrektorem. Przygotujcie pytania, bo będzie nasza ostatnia szansa na rady.
Wszystkie spojrzały na Jagodę, a ona nie wiedziała, o co zapytać. W pamięci wirowały skomplikowane wzory, ale odpowiedzi przychodziły same.
Następnego ranka kobiety, na czele z Wandą, omawiały przygotowania do wizyty Viry Palny. Jagoda, jednocześnie rozwiązując pilne zadania, żuła liść aloesu, by dodać sobie sił. W końcu do biura wkroczyła wysoka, szczupła kobieta z nienagannym koksem i okularami na nosie Vira Palna. Spojrzała surowo na Jagodę, monitor i pomarszczony aloes.
Przepraszam, nie miałam czasu w pytania przyznała Jagoda. Było zbyt wiele pracy.
Nie zamierzam rozdzielać rad, jestem już na emeryturze odparła Vira. Nie ma potrzeby organizować warsztatu. Porozmawiajmy po prostu.
Podczas przerwy Vira usiadła przy stołówce, a Jagoda, podając kolejny liść aloesu, próbowała się przedstawić: Dzień dobry, proszę pani
Vira uśmiechnęła się, poprawiła okulary i zapytała, jak się jej pracuje. Jagoda przyznała, iż dopiero miesiąc pracuje i kocha rachunkowość, choć doświadczenia brakuje. Vira zażartowała, iż aloes to doping i iż jej dar został jej przekazany. Opowiedziała legendę o Stulecie lekarzu, który po wypiciu soku z wielkiego, mięsistego drzewa odzyskał siły.
Jagoda po chwili zauważyła, iż jej gardło przestało boleć, a praca szła gładko. Vira mrugnęła i powiedziała: Teraz już wiesz, iż trochę magii w rachunkowości się kryje.
Po spotkaniu Jagoda wróciła do biura, a jej codzienne zadania stawały się coraz trudniejsze, ale i bardziej satysfakcjonujące. Po miesiącu nie musiała już myć podłogi przydzielono jej najważniejszych klientów, a rozliczenia wykonywała w mgnieniu oka.
Cały dzień rysuję jedynie cyfry marzyła raz, gdy zaczęła znudzona monotonią. Gdzie w tym sens?
Po kilku kolejnych miesiącach Jagoda napisała własny wniosek o odejście. Po co zostawać, skoro masz już topowych klientów? zapytała Wanda, choć w sercu cieszyła się, iż przyjaciółka wyruszy w nowe miejsce. Jagoda odpowiedziała, iż przeprowadza się do innego regionu, co komplikuje dojazdy.
Wanda wykrzyknęła: To szaleństwo! Musisz wszystko od nowa budować! ale wciąż trzymała się za serce, wspominając wspólne lata.
Jagoda, choć nieco zmartwiona, podsunęła Wandzie liść aloesu: Spróbuj, od razu poczujesz ulgę.
Wanda przyjrzała się roślinie, po czym z niechęcią złamała kolejny mięsisty liść.
Tak kończy się moja opowieść o Jagodzie, Vire Palnej i ich aloesie o tym, jak w warszawskim biurze, pełnym cyfr i szpilkowych rozmów, jednocześnie rosło coś, co wciąż przypominało o starodawnych legendach i o sile, którą każdy z nas może w sobie odnaleźć.







