Nowa kładka w Świnoujściu wzdłuż wydm to inwestycja, która z założenia ma poprawić komfort spacerów, uporządkować ruch turystyczny i chronić wrażliwy ekosystem nadmorski. W teorii wszystko się zgadza. W praktyce jednak pojawia się zasadnicze pytanie: czy z tej kładki będzie cokolwiek widać?
Dziś, spacerując istniejącą trasą przy wydmach, wielu turystów mówi wprost – morza nie widać. A Agatowska w tej sprawie nic nie może – jak donoszą propagandziści UM
Wysokie trawy, roślinność ochronna i narastający piasek skutecznie zasłaniają widok. To rodzi frustrację. Bo jeżeli ktoś idzie promenadą wzdłuż wydm, oczekuje przestrzeni, panoramy Bałtyku i otwartego horyzontu, a nie ściany zieleni.
10 milionów złotych i pytanie o sens
Miasto zapowiada kolejną inwestycję wartą ponad 10 milionów złotych. Kładka ma być kontynuacją istniejącej infrastruktury spacerowej i prowadzić w kierunku wschodnim, w stronę symbolu miasta, czyli Stawa Młyny.
Problem w tym, iż już dziś obowiązują ograniczenia wynikające z przepisów ochrony wydm i pasa nadmorskiego. Za utrzymanie terenów wydmowych odpowiada m.in. Urząd Morski w Szczecinie, który nie wyraża zgodę na ingerencję w roślinność chroniącą wydmy przed erozją.
Jeśli dziś nie można przyciąć traw ani uporządkować roślinności tak, aby odsłonić widok na morze, to czy jutro będzie to możliwe? Tego nikt nie jest w stanie zagwarantować.
Kładka tak, ale z widokiem
Nie ma wątpliwości, iż sama idea jest dobra. Drewniane kładki:
-
chronią wydmy przed rozdeptywaniem
-
porządkują ruch pieszy
-
podnoszą standard przestrzeni turystycznej
-
zwiększają bezpieczeństwo
Świnoujście jako uzdrowisko i nadmorski kurort potrzebuje nowoczesnej infrastruktury. To miasto żyje z turystyki. Każda inwestycja poprawiająca estetykę i komfort spacerów działa na korzyść wizerunku.
Ale kładka bez widoku na morze traci część swojego sensu.
Odpowiedzialność obecnych i poprzednich władz
Sprawa nie jest zero-jedynkowa. Problem z widocznością na wydmach nie pojawił się wczoraj. Poprzednie władze również nie znalazły skutecznego rozwiązania, które godziłoby ochronę środowiska z oczekiwaniami mieszkańców i turystów.
Obecnie rządzi prezydent Joanna Agatowska. Pada pytanie, czy miasto jest w stanie wypracować z administracją morską kompromis, który pozwoli na:
-
wyznaczenie punktów widokowych
-
kontrolowane przycinanie roślinności
-
podniesienie poziomu kładki w wybranych miejscach
-
stworzenie platform obserwacyjnych ponad linią traw
Bez takich działań może się okazać, iż inwestycja za miliony złotych stanie się kolejną trasą spacerową „w tunelu z trawy”.
Ekologia kontra turystyka
Wydmy są naturalną barierą chroniącą miasto przed sztormami i erozją. Roślinność ma najważniejsze znaczenie dla ich stabilności. To fakt, którego nie można ignorować.
Ale równie realne są oczekiwania ludzi, którzy przyjeżdżają do Świnoujścia dla przestrzeni, morza i krajobrazu.
Kluczowe jest więc pytanie nie „czy budować”, ale „jak budować”.
Co powinno się znaleźć w projekcie?
Jeśli nowa kładka ma być sukcesem, projekt powinien zawierać:
-
Jasne uzgodnienia z Urzędem Morskim przed rozpoczęciem prac
-
Gwarancję utrzymania punktów widokowych
-
Analizę wysokości konstrukcji w newralgicznych miejscach
-
Harmonogram pielęgnacji terenu
-
Transparentną informację dla mieszkańców
Bez tego ryzyko jest oczywiste: wydamy 10 milionów złotych, a za rok usłyszymy te same głosy rozczarowania.
Czy inwestycja jest potrzebna?
Tak. Świnoujście rozwija się dynamicznie. Nowe trasy spacerowe to element nowoczesnego kurortu. Ale inwestycja musi być przygotowana profesjonalnie i zarządzana konsekwentnie.
Nie chodzi o to, żeby budować dla samego budowania. Chodzi o jakość. O efekt końcowy. O to, żeby turysta mógł wejść na kładkę i zobaczyć Bałtyk, a nie tylko piasek i trawy.
Podsumowanie
Nowa kładka w Świnoujściu to dobry pomysł. Jednak bez realnych ustaleń dotyczących widoczności i zarządzania roślinnością może stać się inwestycją, która nie spełni oczekiwań.
Mieszkańcy i turyści nie oczekują cudów. Oczekują widoku na morze.
A tego dziś nikt nie potrafi zagwarantować.

7 godzin temu




