– Nikt ich nie wyrzucał – odpowiadaliśmy obu mamom – sami z jakiegoś powodu nie chcieli zostać! Niech przyjeżdżają! Będziemy się cieszyć – Siedź cicho! Nas nie ma w domu! – powiedział spokojnie Piotr. – Ale przecież dzwonią! – przejęła się Wala, podnosząc się z kanapy. – I dobrze – odparł Piotr. – A jeżeli to ktoś ważny? Albo w jakiejś sprawie? – zapytała Wala. – Sobota, dwunasta – Piotr spojrzał na zegarek. – Nikogo nie zapraszałaś, ja nikogo się nie spodziewam! Wniosek? – Tylko zerknę przez Judasza! – szepnęła Wala. – Siedź! – głos Piotra był twardy jak stal. – Nas nie ma! Ktokolwiek tam jest, niech idzie do domu! – A ty wiesz, kto tam stoi? – zdziwiła się Wala. – Przypuszczam, więc lepiej się schować i nie rzucać w oczy za oknem! – poradził Piotr. – jeżeli to ci, o których myślę, nie poddadzą się łatwo! – stwierdziła Wala. – Zależy, ile będziemy im drzwi nie otwierać – odrzekł Piotr spokojnie. – Prędzej czy później pójdą. W każdym razie nocować na klatce nie będą. A my z tobą nigdzie się nie spieszymy. Więc siadaj, weź słuchawki, telefon i oglądaj film. – Piotrze, mama dzwoni – powiedziała Wala, pokazując ekran telefonu. – Wynika z tego, iż za drzwiami twoja ciotka i jej nieporadny syn – podsumował Piotr. – Skąd ty to wiesz? – zdziwiła się Wala. – Gdyby to był mój kuzyn – a Piotr wymówił „kuzyn” z pogardą – dzwoniłaby moja mama! – Nie rozważasz innych opcji? – zapytała Wala. – Sąsiedzi? Nie chcę rozmawiać. Znajomi? Po dwóch dzwonkach już by się poddali. Ludzie kulturalni raczej by zadzwonili wcześniej i zapytali, czy mogą wpaść. A nie tłuc się w drzwi pół godziny! Tak bezczelnie i uparcie próbują tylko nasi natrętni krewni! – Piotrze, to moja ciocia – westchnęła Wala. – Mama pisze, gdzie nas niesie. Ciotka Natalia zatrzyma się u nas na kilka dni, sprawy w mieście! – Napisz, iż hotelów jest w Warszawie pełno – uśmiechnął się Piotr. – Piotrze! – skarciła go Wala. – Ja tak nie mogę napisać! – Wiem – Piotr zamyślił się. – Napisz, iż nas nie ma w domu, bo z powodu karaluchów pryskali i musimy mieszkać w hostelu! – Dobre! – Wala napisała i wysłała wiadomość. – Piotrze, ona chce, żebyśmy wynajęli dwa pokoje: dla niej i Kacpra – zaniemówiła Wala. – Napisz, iż nie mamy pieniędzy. Dodać, iż sami śpimy w wieloosobowym pokoju z piętnastoma obcokrajowcami – Piotr był z siebie zadowolony. – Mama pyta, kiedy wracamy – Wala zerknęła na męża. – Napisz, iż za tydzień – machnął ręką Piotr. W końcu dzwonek ucichł. Małżonkowie odetchnęli z ulgą. – Piotrze, mama napisała, iż ciotka przyjedzie za tydzień – wymamrotała Wala. – A wtedy znowu nas nie będzie w domu – oznajmił Piotr. – Piotr, wiesz dobrze, iż to nie rozwiąże problemu? Nie będziemy tak wiecznie uciekać!? A jak przyjadą w tygodniu? Albo będą czekać po pracy pod drzwiami? Moja ciotka, twój kuzyn – do wszystkiego zdolni! – No tak… – zmarkotniał Piotr. – Po co nam ta trzypokojowa, do cholery? – Przecież braliśmy dla naszej przyszłej dużej rodziny – dodała Wala. – Dziecko trzeba nam! – zdecydowanie powiedział Piotr. – Najlepiej od razu dwójkę! – A co ja jestem przeciw? – zaprotestowała Wala. – Wiesz, iż się badaliśmy! Nie wychodzi! – Musimy zredukować stres, wtedy się uda – stwierdził poważnie Piotr. – Przecież przez nich się tylko denerwujemy! Wypchnąć ich wszystkich skąd wyłażą! Przez nich nic nie wychodzi! Wala tu się z Piotrem nie spierała. Przed ślubem przeszli drogie badania genetyczne. Wszystko ok, także z płodnością. Ale zaraz po weselu trzeba było odłożyć plany na dzieci, by odłożyć na mieszkanie. Na spadek nie było co liczyć. Przed małżeństwem oboje mieszkali z mamami w jednopokojowych mieszkaniach. Pięć lat ciężkiej pracy i oszczędzania pozwoliło kupić większe lokum z rynku wtórnego, włożyli w remont i meble, ale byli bardzo szczęśliwi. Nie zdążyli dobrze świętować przeprowadzki, a już na progu stała ciotka Wali z synem. Żeby młodzi nie protestowali, przyszła z teściową. – No wstydzić się nie trzeba, miejsca jest dość! Nie to, co z Walą w jednej klitce się męczyłyśmy! – W sam raz, do cioci pokoik, Kacprowi drugi! – skwitowała ciotka Natalia. – U nas w salonie się nie śpi – stwierdził Piotr. – To pokój wypoczynkowy! – Ja tu pracować nie zamierzam! – zaśmiała się ciocia. – Walu, wytłumacz mężowi, iż mi z synem niewygodnie, bo on chrapie! I stół by wypadało nakryć! – My się was nie spodziewaliśmy – zająknęła się Wala. – I lodówka pusta – dodał Piotr. – Już dobrze – ciocia wykazała się łaskawością. – Piotr, do sklepu! Walka, do kuchni! – No ruszać się! – prikazała teściowa. – Tak to się gości przyjmuje? – Może ktoś tu pomylił role… – wykrzyknął Piotr, ale Wala odciągnęła go do innego pokoju. Gdy Piotr uwolnił rękę żony od jej ust, spytał: – Walka, czy tu nikt nie przesadził? Zaraz ich wyrzucę do waszej mamy! W sensie, razem z twoją matką! Goście przyjechali, niech się zachowują, jak goście! A to…? – Piotrze, ona prosta kobieta! Ze wsi! U nich tak wypada! – Wieś znam, chamstwa nie toleruję! A to właśnie ono! – Kochany, nie kłóćmy się z mamą i ciotką! Bo potem mi życie zatrują! A ciebie znienawidzą! Tego chcesz? – Wszystko mi jedno, za kogo mnie mają! jeżeli mnie tak traktują, nie zamierzam ich więcej oglądać! – Piotrze, błagam! Mama mnie wtedy przeklnie! A mam tylko ją! I ten argument zadziałał. Piotr zacisnął zęby i poszedł do sklepu. Ciotka Natalia gościła nie trzy dni, jak chciała, ale dwa tygodnie. Piotr na drugi dzień już popijał melisę. Wyjazd ciotki i jej syna małżeństwo świętowało z miotłą i mopem. Trzy dni sprzątali mieszkanie. Potem z kolei zjawił się kuzyn Piotra z rodziną. – Bracie, na chwilę! Sprawy załatwić i z powrotem! – Nie ogarniesz sam?! – zapytał Piotr. – Mam rodzinę! Nie zostawię ich w miasteczku! Pomyśl! – zaśmiał się Darek. – Jak znajdę kłopoty, żona będzie kontrolować! – Dlatego dzieci przywiozłeś? – Piotr spojrzał z ironią. – A z kim bym je zostawił? – Darek klepnął go po plecach. – Im to zabawa, a ja rozkręcę miasto! – Darek! – pisnęła Sylwia. – Ja ci rozkręcę, iż potem nie będziesz miał czym siłować! Po półtorej godziny Wala padła z bólem głowy. Dzieci biegały i krzyczały, Sylwia bez przerwy wrzeszczała do Darka. Darek rwał się w miasto, Sylwia wrzeszczała jeszcze głośniej. – Piotrze, jesteś jedynakiem u mamy, prawda? – Wala wcisnęła się w poduszkę. – Kuzyn po mamie – burknął Piotr. – Mówię na niego „kuzyn”. – Wszystko mi jedno, czy kuzyn, czy nie – można jakoś dać do zrozumienia, by się wynieśli? – Wiesz, z chęcią bym to zrobił, ale jak z twoją ciotką… Mama potem mi z głowy zrobi bigos! Jak tylko udało im się ogarnąć jednych, za chwilę pojawiali się kolejni. Ciotka Wali i syn ciągle mieli coś do załatwienia w mieście. Kuzyn Darek z rodziną regularnie zachodzili „na sprawy”. Nie zapominały też o nich ich mamy – teściowa męczyła zięcia, teściowa – synową. Ciągły stres podgryzał zdrowie psychiczne i fizyczne młodego małżeństwa. O dzieciach marzyć nie było jak – jak, gdzie, kiedy? – Może zamienimy mieszkanie? – zaproponowała Wala. – Na psychiatryk? – zażartował Piotr. – Długo nie trzeba będzie czekać, dostaniemy! – Nie… – Wala się uśmiechnęła. – Takie samo mieszkanie, inna dzielnica! Przeprowadzamy się, nikomu nie powiemy dokąd! – Oni i tak się dowiedzą… – Piotr wzruszył ramionami. – Nowi lokatorzy wygadają… Odnajdą nas, potem rozszarpią! – Może zdążymy zrobić dziecko? – z nadzieją rzuciła Wala. – Trzeba nie tylko zrobić, ale donosić i urodzić… Może to da im do myślenia… – Albo się wyprowadzimy… – jęknęła Wala. – Do znajomych? Może się schowamy! – Waldek z Kasią? – zapytał Piotr. – Tak, mają pokój! – Ale tam jest Tera – uśmiechnął się Piotr. – Zapomniałaś? – Z psem chętniej zamieszkam niż z rodziną! – Wala bezsiły opuściła głowę. – Poczekaj! – krzyknął Piotr, chwytając telefon. – Waldek, pożycz psa! – Kumplu! Jesteś moim zbawcą! Wybieramy się z Kasią na urlop, ale nie mamy z kim zostawić Terki! Obcych nie lubi, was zna i szanuje! Karmę przywiozę, legowisko, zabawki, miski! Jeszcze dorzucę! – Przywoź! – ucieszył się Piotr. Wracając do Wali, promieniał jak wiosenne słońce: – Dzwoń do mamy, niech ciotka jutro przyjedzie! Ja dzwonię do Darka, żeby w tygodniu wpadał! – Jesteś pewny? – upewniała się Wala. – Przyjmujemy ich z radością! – zapowiedział Piotr. – Kto jest sobie winny, iż nie podoba im się nasz „lokator”? Kuzynowi Darkowi i jego rodzinie wystarczył jeden „hau”, by wybrać hotel. ale ciotka Natalia postanowiła walczyć o prawo gościny. – Zamknijcie tego stwora gdzieś! – żądała, chowając się za plecami syna. – Ciociu Natalko, żarty sobie robisz? – uśmiechnął się Piotr. – Czterdzieści pięć kilo samych mięśni! To nie ratlerek, to owczarek niemiecki! Nie ma takich drzwi, których by nie sforsowała! – Czemu na mnie się szczerzy? – ciotka zadrżała. – Obcych nie lubi – wzruszyła ramionami Wala. – Oddajcie ją! Nie mogę mieszkać z takim zwierzakiem! – Jak to oddać? – Piotr się zirytował. – Ten słodki psiak jest teraz nasz! Nie mamy dzieci, a kochać kogoś trzeba! A ją bardzo kochamy! – I nigdzie jej nie oddamy! – dodała Wala. Obie matki dzwoniły potem, czemu zostali odmówieni w gościnie rodzinie. – Nikt ich nie wyrzucał – odpowiadaliśmy każdej – sami z jakiegoś powodu nie chcieli zostać! Niech przyjeżdżają! Zawsze się ucieszymy! – A pies? – Mamo, ale nikomu nie odmawiamy! Ale i mamy straciły ochotę na wizyty. Po miesiącu Tera wróciła do właścicieli, choć chętnie by wróciła do pierwszego telefonu. Ale nie było potrzeby – Wala spodziewała się bliźniaków.

polregion.pl 1 dzień temu

Nikt ich nie wyrzucał, odpowiadali zarówno jednej, jak i drugiej, po prostu sami nie chcieli zostać! Niech przyjeżdżają! Ucieszymy się.

Siedź, nas nie ma w domu! powiedział spokojnie Piotr.

Ale przecież dzwonią! Wioletta zamarła, podnosząc się z kanapy.

Niech dzwonią, odparł Piotr.

A jeżeli to ktoś ważny? Sprawa pilna? zapytała Wioletta.

Sobota, dwunasta w południe, Piotr odpowiedział, wzruszając ramionami. Nikogo nie zapraszałaś, ja nikogo nie oczekuję. Jaki z tego wniosek?

Chociaż spojrzę przez wizjer wyszeptała Wioletta.

Siedź! w głosie Piotra pojawiła się stal. Nas nie ma w domu! Nikt niech nie wydziera się pod drzwiami, niech idzie z powrotem!

A ty wiesz, kto tam stoi? dopytała Wioletta.

Domyślam się. Dlatego mówię, żebyś przestała kręcić się przy oknie!

jeżeli to, o czym myślę, to oni się tak łatwo nie poddadzą powiedziała Wioletta, wzruszając ramionami ze zrezygnowaniem.

Wszystko zależy od tego, jak długo nie będziemy otwierać odparł Piotr spokojnie. W końcu pójdą.

W każdym razie, nie będą spać na klatce. My nie musimy nigdzie się ruszać. Siadaj, słuchawki, telefon, seans filmowy.

Piotrze, dzwoni mama, Wioletta pokazała ekran telefonu.

To na pewno twoja ciocia z tym jej nieogarniętym synem, podsumował Piotr.

Skąd wiesz? zdziwiła się Wioletta.

Gdyby to był mój kuzyn, Piotr naigrawał się, przeciągając u, dzwoniłaby moja mama.

Nie rozważasz innych opcji? zapytała Wioletta.

Jak sąsiedzi, nie mam ochoty z nimi gadać. Jak znajomi czy przyjaciele, to po kilku dzwonkach poszliby już dalej. A jakby byli przyzwoici, zadzwoniliby wcześniej i zapytali, czy możemy ich przyjąć. Tak natarczywie i bezwstydnie tłuc się do nas, to tylko nasi nieznośni krewni.

Piotrze, to moja ciocia powiedziała Wioletta z westchnieniem męczeńskim. Mama wysłała mi SMS. Pyta, gdzie nas nosi. Ciocia Natalia zostaje u nas na kilka dni, ma sprawy w Warszawie.

Napisz jej, iż w mieście są setki hoteli, Piotr uśmiechnął się drwiąco.

Piotr! Nie mogę tego napisać! oburzyła się Wioletta.

Wiem. Piotr chwilę pomyślał. Napisz, iż nas nie ma, iż musieliśmy zamieszkać w hotelu, bo w mieszkaniu było odkażanie od karaluchów!

Genialne! Wioletta napisała SMS-a i wysłała go.

Piotrze, chce żebyśmy wynajęli dwa pokoje dla niej i Kacpra, wykrztusiła Wioletta.

Napisz, iż nie mamy kasy. Powiedz, iż sami spaliśmy na dwóch łóżkach w hostelu, razem z piętnastoma obcokrajowcami Piotr uśmiechnął się szeroko.

Mama pyta, kiedy wracamy, Wioletta spojrzała niepewnie na Piotra.

Za tydzień, otrząsnął się Piotr.

Dzwonienie do drzwi ucichło. Para westchnęła z ulgą.

Piotrze, mama napisała, iż ciocia przyjedzie za tydzień, powiedziała Wioletta z rezygnacją w głosie.

A nas znowu nie będzie w domu, mruknął Piotr.

Piotrze, ale to nie rozwiązuje problemu… Przecież nie możemy do końca życia uciekać! A jak w tygodniu wpadną? Albo będą czekać pod drzwiami po pracy? Zarówno moja ciotka, jak i twój kuzyn, są do tego zdolni!

No tak, Piotr spojrzał w zamyśleniu. A ten diabeł mnie podkusił, żeby kupić trzypokojowe

Dla naszej przyszłej rodziny, przecież miało być! przypomniała Wioletta.

Dzieci trzeba! powiedział poważnie Piotr. Najlepiej od razu dwoje!

Myślisz, iż się sprzeciwiam? Musimy się przebadać! Nie wychodzi!

Nerwy odstawić, i będzie dobrze. Przecież się na przemian przez nich stresujemy! Wszyscy by do siebie! Przez ich wizyty nic z tego!

Wioletta nie protestowała. Wiedziała, iż Piotr ma rację.

Kiedy planowali ślub, przeszli kosztowne badania zgodność, genetyka, płodność.

Wszystko było cudowne! Ale zaraz po ślubie musieli odłożyć decyzję o dziecku, żeby pracować na mieszkanie.

Na spadek nie było co liczyć. Przed ślubem oboje mieszkali z matkami w kawalerkach. Musieli polegać tylko na sobie.

Pięć lat harówki, skąpstwa, oszczędzania. I w końcu to wymarzone mieszkanie!

Stare budownictwo, rynek wtórny, remonty porządne, meble nowe. Jakie to było szczęście!

Jeszcze choćby dobrze nie odświętowali parapetówki, kiedy na progu pojawiła się ciocia Wioletty, i to z synem do kompletu. A żeby świeżym gospodarzom nie przyszło do głowy się wściec, obrał ich z pomocą teściowej.

No, was tu nie ograniczają, miejsca sporo! Nie to, co my z Wiolettą w jednym pokoju się cisnęłyśmy!

W sam raz entuzjazmowała się ciocia Natalia. Kacper osobno, dla mnie osobna sypialnia!

Nie śpimy w salonie, Piotr odparł stanowczo. To pokój gościnny.

Pracować tu nie zamierzam! zaśmiała się ciocia Natalia. Wioletta, tłumacz mężowi, iż nam niewygodnie syn chrapie! Zresztą, goście w domu, a wy choćby stołu nie nakryliście!

Nie czekaliśmy was wybąkała Wioletta.

I lodówka pusta Piotr dorzucił.

Dobra, niech wam będzie ciocia Natalia okazała łaskę. Piotr, skocz do sklepu, Wioletta na kuchnię!

No co tak stoicie? warknęła teściowa. Tak to gości się przyjmuje!

Wy chyba rozum ze łba zawołał Piotr, ale Wioletta wciągnęła go do pokoju.

Jak tylko Piotr uwolnił się spod ręki żony, spytał:

Wioletta, ktoś tu coś pomylił? Zaraz ich wywiozę do twojej matki! Razem z nią! Jak goście, to niech się zachowują! A to co?

Piotr, ona prosta kobieta! Ze wsi! Tak u nich się przyjęło próbowała łagodzić Wioletta.

Wieś znam, prostactwa nie uznaję! To zwykłe chamstwo!

Kochany, nie kłóć się z mamą ani ciotką! Inaczej wymęczą mnie jeszcze bardziej! A dla ciebie będą wrogami, chcesz tego?

Nie obchodzi mnie, jak mnie traktują! Jak mam ich ignorować, to nie będę ich widzieć nigdy! Niech choćby znikną, nie płaczę!

Piotr, kochanie! Pomyśl o mnie! jeżeli wyrzucimy teraz Natalię, mama mnie przeklnie! A ja mam tylko ją!

Działało. Piotr zacisnął zęby i poszedł do sklepu.

Ciocia Natalia zamiast trzech dni zabawiła dwa tygodnie. Piotr już drugiego dnia odkrył, iż walerianka jest niezbędna.

Wyjazd cioci Natalii i Kacpra małżonkowie uczcili z euforią i mopem w ręku. Trzy dni pucowali mieszkanie.

A potem powtórka, tylko od Piotrowej strony.

Bracie, wpadałem na chwilę! Dariusz rozciął Piotra objęciem. Załatwić sprawy, potem wracamy!

Nie możesz pojedynczo coś załatwić? Piotr zapytał.

No coś Ty! Mam rodzinę! Sam do Warszawy, a ich na wsi zostawić? Pomyśl! jeżeli znajdę przygodę, żona mnie pilnować będzie!

I dzieci przytargałeś? Piotr wywrócił oczami.

A z kim bym je zostawił? Dariusz klepnął brata po plecach. Dla nich to rozrywka! Dawaj, jak za młodu, rozruszamy miasto!

Dariusz! wydarła się Sylwia. Zaraz rozruszam, iż ci się odechce ruszać!

Po półtorej godziny od ich przyjazdu, Wioletta leżała z bólem głowy.

Dzieci biegały po mieszkaniu wrzeszcząc. Sylwia krzyczała ciągle, inaczej nie umiała rozmawiać. Dariusz rwał się na wieczorne szaleństwa, od czego Sylwia wrzeszczała jeszcze więcej.

Piotrze, podobno jesteś jedynakiem schowała głowę w poduszkę Wioletta.

To kuzyn od strony matki, burknął Piotr. Kuzyn, ot co.

Nieważne jak go nazywasz, może poprosisz, żeby sobie poszedł?

Chętnie Piotr położył rękę na sercu ale mama wyjmie mi mózg łyżeczką i zmusi do połknięcia!

Podniosą się po jednym wizycie, a na progu zaraz nowe goście! Ciocia Natalia raz po raz znajduje sprawy w Warszawie, Dariusz z rodziną wpada załatwiać. A mamy przypominają o wnukach. Teściowa wyżera mózg zięciowi, teściowa synowej.

Ciągłe napięcie rozbijało duszę i psychikę młodej rodziny.

O dzieciach nie było mowy zdrowie coraz gorsze, nie było jak

Może zamienimy mieszkanie? zaproponowała Wioletta.

Na miękkie pokoje!? zaśmiał się Piotr. Zaraz i tak nas tam zawiozą!

Nie! delikatnie się uśmiechnęła Wioletta. Zamieńmy nasze na podobne w innym rejonie! Ludzie się zamieniają, my znikniemy i nie powiemy gdzie!

Odwlekanie wzruszył ramionami Piotr i tak się dowiedzą, nowi lokatorzy im się wygadają. Nas znajdą Powieszą za to!

Może przynajmniej zdążymy zrobić dziecko? z nadzieją rzuciła Wioletta.

Trzeba nie tylko zrobić, ale urodzić. To dopiero argument pokręcił głową Piotr.

Może trzeba się wyprowadzić? Do przyjaciół? Choć na chwilę się schować!

Mówisz o Bartku i Karolinie? spytał Piotr.

Dokładnie przytaknęła Wioletta. U nich jest wolny pokój!

Ale tam mieszka Tera Piotr się uśmiechnął. Zapomniałaś?

Wolę już z owczarką niż z naszymi rodzinami! Wioletta opadła bez sił.

Czekaj! Piotr chwycił za telefon.
Bartek, pożycz psa!

Stary! Jesteś wybawicielem! Lecimy z Karoliną do Sopotu, a z dziewczyną nie ma kto zostać! Obcych nie akceptuje, a was lubi! krzyczał Bartek w słuchawce. Dowiozę karmę, koc, zabawki, miski! Zamawiam dam stówę!

Przywoź! powiedział radośnie Piotr.

Wrócił do żony uśmiechnięty, jak poranne słońce:

Dzwoń do mamy, niech ciocia jutro wpada. Ja do Dariusza, może w tygodniu przyjedzie!

Pewny jesteś? zapytała Wioletta.

Przyjmiemy ich z sercem! mówił Piotr wzruszonym tonem jeżeli im nasz lokator nie odpowiada

Kuzyn Dariusz z rodziną zwiał po jednym hau hotel był lepszy.

Ciocia Natalia próbowała walczyć o swoje, ale Zamknijcie tego potwora gdzieś! szepnęła schowana za plecami syna.

Pani Natalio, żartuje pani? Piotr uśmiechnął się. Czterdzieści pięć kilo czystych mięśni! To nie ratlerek, to owczarek niemiecki! Każde drzwi wyważy.

Dlaczego na mnie się szczerzy? głos cioci lekko drżał.

Nie znosi obcych wzruszyła ramionami Wioletta.

Pozbądźcie się jej! Nie wytrzymam z takim potworem!

Jak to pozbądźcie się? oburzył się Piotr. Ten kochany piesek jest nasz! Dzieci nie mamy, ktoś nas kochać musi! A ją bardzo kochamy!

Nigdy jej nie oddamy! dodała Wioletta.

Potem obie matki dzwoniły, czemu nie chcą gościć rodzinę.

Nikt nikogo nie wyrzucał odpowiadali sami nie chcieli zostać! Niech przyjeżdżają! Z radością!

A pies?

Mamo, ale my nikomu nie odmawiamy!

Ale nagle i mamom się przestało spieszyć.

Po miesiącu Tera wróciła do Bartka i Karoliny, gotowa wrócić na pierwsze zawołanie.

Nie była już potrzebna. Wioletta spodziewała się bliźniaków.

Idź do oryginalnego materiału