Przy ul. Opolskiej od wczesnych godzin porannych pojawiają się dziesiątki sprzedawców i setki kupujących. To jedno z tych miejsc, gdzie nowoczesność miesza się z tradycją, a niedzielny rytuał zakupowy wciąż wygląda tu tak, jak przed laty. Dla wielu mieszkańców to stały punkt weekendu.
Targ od dawna słynie z ogromnej różnorodności. Można tu kupić niemal wszystko: świeże owoce i warzywa od lokalnych rolników, domowe przetwory, sadzonki, zioła, a także szeroki wybór staroci, antyków i przedmiotów z „drugiego obiegu”, które wystawiają handlarze przyjeżdżający tu z całego regionu. To właśnie ta mieszanka tradycyjnego handlu i swoistego pchlego targu sprawia, iż na Sielankę zjeżdżają mieszkańcy nie tylko Świerczewa, ale i całego Poznania.
Przez lata targowisko było również kojarzone ze sprzedażą żywych zwierząt — od ptactwa hodowlanego po drobne zwierzęta gospodarskie. To element, który budził największe kontrowersje i wielokrotnie był tematem interwencji organizacji prozwierzęcych oraz służb miejskich. Kontrole prowadzone w ostatnich latach wyraźnie ograniczyły część praktyk, a według miejskich komunikatów handel zwierzętami jest dziś na targu rzadkością. przez cały czas jednak, jak podkreślają bywalcy, zdarzają się pojedyncze stoiska z żywym drobiem.
Atmosfera niedzielnej Sielanki pozostaje niezmienna: gwar rozmów, zapach świeżych warzyw, okrzyki sprzedawców, trzaskanie skrzynek i niepowtarzalny klimat, którego trudno szukać w poznańskich galeriach handlowych. To właśnie połączenie swojskości, chaosu i lokalnego kolorytu sprawia, iż targowisko od tylu lat broni swojej pozycji — mimo zmieniających się przepisów i oczekiwań mieszkańców.
Dla jednych to obowiązkowy punkt zakupowy, dla innych kultowe miejsce, które warto odwiedzić choć raz. Niezmiennie jednak — Sielanka żyje tylko w niedzielę. I właśnie to nadaje jej charakter, którego próżno szukać gdzie indziej.


1 godzina temu




