Nigdy nie zapraszałem nikogo, nie dzieliłem się plonem ani narzędziami w naszej wsi uznawano mnie za dziwaka. Tak więc, kiedy przyszedł czas przejścia na przedemeryturę, znużyło mnie miejskie zgiełki. Marzyłem o ciszy, o samotności wśród łąk, o uprawie warzyw, owoców i jagód oraz o herbacie z ziół i naturalnym miodzie. Dlatego przed odejściem z pracy kupiłem dom na wsi, w pobliżu Krakowa.
Na wiosnę zasadziłem kwiaty, postawiłem małe figurki ogrodowe krasnoludki, wiewiórki i lampiony. Sąsiedzi zerkali na mnie ciekawskim wzrokiem. Pewnego dnia nie wytrzymała już sąsiadka, Zofia Wiśniewska, i podeszła do mojego ogródka, gdy sadziłem siewki.
Zarzuciła, iż zapomniała posadzić petunie i sugerowała, iż powinienem podzielić się ze mną swoimi sadzonkami. Dlaczego miałbym oddać siewki kobiecie, której nie znam? Petunie nie są łatwe w uprawie, są kapryśne, a ja miałem zaledwie dziesięć sztuk. Udawałem, iż nie rozumiem jej uwag.
Półtora tygodnia później zobaczyłem, jak inna sąsiadka, Jadwiga Nowak, rozmawia przez płot z kobietą, która co jakiś czas spoglądała w moją stronę. Miałem wrażenie, iż dyskutują o mnie.
Jednego letniego popołudnia wchodząc do ogródka, usłyszałem nagłe wołanie. Na moim płocie stanęła kobieta z małą torbą, krzycząc, iż przechodziła obok domu i zauważyła dojrzałe jabłka w moim sadzie. Sama nie ma własnych owoców. Zdziwiłem się, iż może wchodzić bez zaproszenia i pytać o plony. Czy to w porządku, iż nie zjadam ich sam, a zachowuję dla córki?
Kiedy stałem w sklepie i kupowałem cukierki, za mną w kolejce pojawiła się kobieta z pobliskiej ulicy, pytając, dla kogo są słodycze i czy nie zaproszę ich na herbatę. Co ją obchodzi, iż kupuję słodycze? Dlaczego miałbym zapraszać nieznajomą, która nie jest przyjaciółką, krewną ani współpracownicą?
Tydzień temu sąsiadka podeszła do mnie z małą łopatką, patrząc, co i kiedy kupiłem, i zmusiła mnie do nieuprzejmej odpowiedzi.
W mieście takich sytuacji nie ma nikt nie nęka cię wścibskimi pytaniami, nie prosi o wizytę, nie zagląda w twój ogród ani nie chce pożyczyć narzędzia. Jeden z mieszkańców, pan Antoni Mazur, wyznał mi jednak w prywatnej rozmowie, iż wielu wieśniaków uważa mnie za ekscentryka. Niech tak mówią.
Ich zdanie mnie nie obchodzi. Kupiłem tu dom, by cieszyć się prywatnością, nie po to, by zaprzyjaźniać się z kobietami z wioski czy wplątywać w plotki. jeżeli tak to postrzegają, niech zostawią mnie w spokoju i nie wtrącają się w mój ogród i duszę.

2 tygodni temu



