NA WSZELKI WYPADEK
Wiola spojrzała na płaczącą koleżankę, wzruszyła ramionami i wróciła do stukania w klawiaturę.
Ty to bez serca jesteś, Wiola usłyszała za plecami głos Olgi, szefowej.
Ja? Skąd ten pomysł?
Bo jak u ciebie wszystko się układa prywatnie, to nie znaczy, iż inni mają tyle szczęścia.
Widzisz przecież, jak się Kasia rozpłakała. No mogłabyś chociaż ją pocieszyć, może coś poradzić, doświadczeniem się podzielić. Skoro już jesteś taka ogarnięta.
Ja? Kasi radzić? Oj, chyba tylko jej mamusia byłaby zadowolona. Raz spróbowałam, jak jeszcze przychodziła do pracy w okularach przeciwsłonecznych niby słońce świeciło, a bardziej chodziło, żeby siniaków nie było widać. Było to jakieś pięć lat temu, kiedy jej ukochany odszedł trzeci z kolei. Wtedy próbowałam wesprzeć, coś doradzić, ale zostałam tą złą, co się wtrąca. Potem mi koleżanki wytłumaczyły, iż Kasia i tak wszystko najlepiej wie.
Że to ja przeszkodziłam jej w szczęściu.
Wtedy biegała do wróżki, chciała faceta spętać klątwą, dziś jest nowoczesna terapeuta za terapeutą, trauma za traumą.
Nie dociera do niej, iż żyje według tego samego scenariusza, zmienia tylko aktorów.
Więc sorry, ale ja płaczu, chusteczek i lamentów oszczędzę.
Ale wiesz, Wiola, nieładnie tak fuknęła Olga.
Na obiedzie mówiło się tylko o Kasi i jej ostatnim „księciu”, co to okazał się klasycznym draniem.
Wiola spokojnie zjadała naleśniki, nalała sobie kawy i zwinęła się na kanapę w kąciku, żeby przejrzeć co tam na Facebooku.
Wioleta przysiadła się roześmiana, krągła Terenia. Serio? Ani trochę żal ci Kasi?
Tereska, litości, czego wy ode mnie chcecie?
Oj, nie zawracaj jej głowy, prychnęła Irena przechodząc ona to zawsze, ma swojego upragnionego Wojtka, żyje jak pączek w maśle. Nie wie, co to samotność z dzieckiem na głowie i alimenty wywalczone przez lata.
Trza było nie rodzić, jak nie wiadomo nawet, kto ojcem dorzuciła babcia Halina, najstarsza wśród nas, nasza firmowa mędrczyni. Wiola ma rację, ile Kasi razy już radziliście? Każdemu facetowi życie uprzykrza, a potem płacze w poduszkę.
Kobiety otoczyły Kasię, każda miała mądrą radę.
No bo przecież Kasia silna i niezależna pokazała się z najlepszej strony, mama wiejska natychmiast ściągnięta do pomocy z dzieckiem.
Kasia by wrócić do formy zrobiła grzywkę, brwi henną dorobione, rzęsy sztuczne, w nosie prawie kolczyk cały dział ją od tego odwiódł.
I zaczęło się.
Dasz radę, Kaśka! On jeszcze pożałuje, zobaczysz!
Phi, choćby nie zapłacze mruknęła Wiola pod nosem, niby do siebie. Ale już ją usłyszały rozbawione dziewczyny, które chciały wiedzieć: jak to nie?
No nie, nie będzie płakał i żałował. A Kaśka za chwilę znajdzie kolejnego idealnego.
Łatwo ci gadać, bo masz swojego świętego Wojtka…
O, tak, Wojtek najlepszy pod słońcem: nie bije, nie pije, za babami nie biega, mnie kocha.
Jasne, nie biega, wszyscy oni tacy sami.
Patrzcie, Wiola! Jeszcze ci Wojtka odbijemy!
No jasne, śmiało próbujcie parsknęła Wiola.
A może sprawdzimy? Jedźmy do Wioli na chatę, zobaczymy czy jej Wojtek taki wierny!
Dobra!
Jadę! Babcia Halinka, jedziesz z nami?
Ja? Dziewczyny, Michał na mnie czeka! Ale wy lećcie uśmiechnęła się szeroko Halinka.
I tak, cała kobieca drużyna wparowała do mieszkania Wioli. Śmiechy, wygłupy, w kuchni zamieszanie.
Okej, dziewczyny, szykujemy coś na szybko, jak rozumiem Wojtek jest chwilowo nieobecny, zaraz wróci, a my nakryjemy mu do stołu!
Darujcie sobie, on i tak wybredny, dużo nie je.
W końcu, jak emocje opadły, większość rozjechała się do swoich domów tylko Kasia, Olga i Terenia zostały.
Herbata, pogawędki, ale atmosfera jakaś taka… niepewna wiadomo, każda czekała, aż zobaczy tego mitycznego Wojtka.
Wtem zadzwonił dzwonek.
Wojtuś, mój Wojtuśku! Wiola wybiegła do przedpokoju.
Dziewczyny jakby ktoś je spiorunował. A do pokoju wszedł… wysoki, przystojny chłopak.
No proszę, myślą sobie, to nie mąż, to syn!
Poznajcie, mój syn, Denisek.
A Wojtek? wydukała Terenia.
Psiakrew, przecież Wojtek to mój kot. Denisek, jak tam Wojtek? Dochodzi do siebie?
Już dobrze, mamo, za parę dni śmiga, tylko niech nie liże szwów!
Dziewczyny poczerwieniały ze śmiechu, a Wiola poprowadziła je do sypialni, gdzie na kocu spał ryży, okazały kocur.
Moja perełka. Po kastracji przestał znaczyć firanki! zaśmiała się Wiola.
Ale… ty nie masz męża?
No gdzie tam! To wy sobie dopowiadałyście, ja tylko mówiłam, iż mam super faceta w domu. A iż na czterech łapach czy to ważne?
Potem krótkie podsumowanie życia:
Pierwszy mąż wielka miłość z liceum, nie skończyłam studiów, gwałtownie pojawił się Denisek. Trzy lata, rozstanie. Rodzice wsparli, wykaraskałam się.
Drugi raz koło trzydziestki, facet porządny, układało się choćby nieźle, tylko z moim synem mu się nie układało więc podziękowałam.
Trzeci raz już ostrożniej, a on na drugim spotkaniu dał mi limo, bo był zazdrosny. Dziękuję bardzo, pa!
No i zostałyśmy same z synem. Teraz, gdy Denisek się ożenił, zaczęło mi być samotno przygarnęłam Wojtka ze schroniska.
Teraz mam z kim rozmawiać, coś pooglądać w telewizji, na spacer do parku iść. Nikt mi głowy nie zawraca, nikt nie ględzi.
Denisek czasem pyta, czemu nie zamieszkałam z żadnym z tych panów ale po co? Życie jest za krótkie, żeby na siłę robić sobie rodzinę z reklamy. Wszyscy mają własny styl, ja swój.
Dziewczyny wyszły zadumane, najbardziej zamyślona Kasia.
Ale nie dłużej niż miesiąc bo już plotkowano, iż śle nowe serduszka i róże, i znów kwitnie miłość.
Wiola z babcią Halinką patrzyły na to z boku i tylko się uśmiechały.
Jak tam twój Michał, babciu?
Dobrze, kochanie, łapka zagojona, dzieci się śmieją, iż mam Michała wystawiać na konkursy. E tam, i bez tego szczęśliwy. Kasia znowu zakochana, zauważyłaś?
Oj, Halinko, niektórzy hodują zwierzątka, inni facetów…
Każdy ma, do czego ma rękę. Może tym razem jej się uda?
Może…
O czym szepczecie? Kasia podeszła z uśmiechem.
O tobie, Kasiu, iż trzymamy kciuki!
Dziewczyny, serio ja wiem, jak to wygląda. Ale nie umiem być sama…
Nam przecież nic do tego.
Wiola szła już na parking, a z tyłu dogoniła ją Kasia.
Weź, Wiola, doradzisz mi coś o kotach? Którego lepiej wziąć kota czy kotkę?
Idź już, idź, ktoś na ciebie czeka… A jakby co wiesz, gdzie mnie znaleźć! parsknęła śmiechem Wiola.
To ja tak… na wszelki wypadek!

6 godzin temu








