Mróz -20°C i umierające zwierzęta, czy medialna nagonka? Interwencja policji i influencerki pod Zelowem

3 godzin temu

O prawach zwierząt w Polsce tak głośno, jak przez ostatnie tygodnie nie mówiło się od lat. W przestrzeni medialnej wciąż pojawiają się nowe sprawy nagłaśniające kolejne miejsca, w których czworonogi przetrzymywane są w fatalnych warunkach.

W piątek, 13 lutego, interwencję związaną właśnie ze zwierzętami w naszym powiecie podjęła influencerka „Laluna”, która zjawiła się na terenie jednego z hotelików dla zwierząt w gminie Zelów. Sytuacja gwałtownie eskalowała, na miejscu pojawili się policjanci, a także przedstawiciele Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ). Co wydarzyło się nieopodal Zelowa i jak odnoszą się do tego służby, a także przedstawiciel właściciela hoteliku?

„Laluna” interweniowała w gminie Zelów

Cała sytuacja rozpoczęła się od interwencji podjętej przez influencerkę „Lalunę”, która postanowiła rozpocząć walkę o prawa zwierząt. Kobieta otrzymała od internautów niepokojące informacje dotyczące zwierząt trafiających do domowego hoteliku dla zwierząt w gminie Zelów. Internetowa twórczyni nie pozostawiła zgłoszeń bez echa i pojawiła się w naszym powiecie przeprowadzając interwencję, której przebieg relacjonowała w mediach społecznościowych.

W zamieszczonych na jej profilach nagraniach padały poważne oskarżenia w stosunku do właściciela obiektu. Jak przekazywała, zwierzęta miały przebywać tam w fatalnych warunkach zdecydowanie odbiegających od wizji domowego hoteliku.

- Mamy historie ludzi, którzy do nas powysyłali dowody, oddając te pieski, do tego hoteliku, już ich nie odzyskiwali, albo odzyskiwali je w katastrofalnym stanie. Bardzo chore. Psy na mrozie były polewane wodą. Psy nie trafiają do hoteliku, nie trafiają do domu, trafiają z tyłu do jakichś kojców, gdzie jest troszkę słomy, kraty metalowe – relacjonowała Laluna.

Kobieta podczas interwencji rozmawiała również telefonicznie z osobą, która deklarowała, iż oddała swoje zwierzę właśnie do tego hoteliku. Jak przekonywała, pies w czasie pobytu w obiekcie miał odejść. Rozmówczyni „Laluny” kierowała kolejne oskarżenia w kierunku właściciela.

https://www.tiktok.com/@user/video/7606499831443410198

DIOZ o akcji policji i hoteliku w gminie Zelów

Do akcji na prośbę influencerki dołączyli również przedstawiciele DIOZ-u, którzy podczas interwencji przejęli jednego psa znajdującego się w hoteliku.

- Psy przetrzymywano w chlewie, w małych, brudnych boksach, bez bud, bez zabezpieczenia przed mrozem. W zimnie, w smrodzie, w warunkach urągających elementarnym standardom. Zwierzęta żyły w miejscu, w którym przy temperaturach sięgających choćby -20 stopni nie miały żadnej ochrony. Wiele z nich nie przeżyło. Część została odebrana w stanie krytycznym – relacjonowali w swoich mediach społecznościowych.

Działacze odnieśli się również do działań podjętych przez policję, które ich zdaniem nie były prowadzone w odpowiedni sposób.

- Na miejscu było kilkudziesięciu funkcjonariuszy Policji z Bełchatowa. Zamiast zabezpieczenia wszystkich zwierząt, umożliwiono właścicielowi wywiezienie większości psów z terenu działalności, by ukryć dowody ZNĘCANIA SIĘ NAD PSAMI i ich skrajnego zaniedbania! Osobom, które przyjechały odebrać swoje zwierzęta, utrudniano ich wydanie – pisali przedstawiciele DIOZ.

Policja o interwencji w gminie Zelów

Komunikat w tej sprawie wydała również policja. Komenda w Bełchatowie krótko zrelacjonowała przebieg interwencji.

- W dniu interwencji policjanci zostali skierowani na miejsce w celu zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim osobom uczestniczącym w zdarzeniu. Na terenie obiektu obecni byli aktywiści reprezentujący fundacje i stowarzyszenia zajmujące się ochroną zwierząt, którzy deklarowali zamiar odebrania psów przebywających w hotelu. Rola funkcjonariuszy ograniczała się do zabezpieczenia miejsca i niedopuszczenia do eskalacji konfliktu – informuje bełchatowska komenda.

Jak czytamy w komunikacie, podczas interwencji zwrócono się o wsparcie do lekarzy weterynarii, jednostka odmówiła jednak udziału w akcji. Działacze zabrali jednego psa, który według ich oceny był zaniedbany. Zwierzę trafiło pod opiekę DIOZ-u. Nie jest to jednak koniec historii, do mundurowych trafiło bowiem oficjalne zawiadomienie.

- Tego samego dnia funkcjonariusze Komisariatu Policji w Zelowie przyjęli zawiadomienie dotyczące podejrzenia znęcania się nad zwierzętami. W związku z powyższym prowadzone są czynności procesowe pod nadzorem prokuratury, które mają za zadanie wyjaśnić wszystkie okoliczności sprawy. W ramach tego postępowania będziemy zwracać się do innych instytucji o dokumentację z wykonanych czynności przede wszystkim weterynaryjnych. Dopiero zgromadzony materiał dowodowy, który zostanie poddany szczegółowej analizie, pozwoli nam na podejmowanie dalszych kroków – czytamy w komunikacie.

Jak sytuację wyjaśnia właściciel hoteliku?

Udało nam się skontaktować z właścicielem hoteliku, który poinformował, iż w tej sprawie reprezentuje go Fundacja Grand Agro. Jej przedstawicielka w mediach społecznościowych opublikowała obszerny komunikat dotyczący zarówno interwencji policji, jak i całej sytuacji, która zaszła w gminie Zelów.

- Według relacji świadków osoba publicznie występująca pod pseudonimem „Laluna” miała być inicjatorką działań, a jej zachowanie – wraz z towarzyszącą jej grupą osób o możliwym działaniu zorganizowanej grupy przestępczej – mogło przekroczyć granice prawa. Mimo to, w ocenie świadków, Policja nie podjęła proporcjonalnych i stanowczych czynności wobec tych osób. Z przekazów wynika również, iż na miejscu doszło do obywatelskiego ujęcia osoby podejrzewanej o możliwą kradzież zwierzęcia. Policja miała jednak nakazać jej zwolnienie bez podjęcia dalszych czynności wyjaśniających, a zwierzę zostało wywiezione mimo – jak twierdzą świadkowie – braku jednoznacznie wskazanej podstawy prawnej takiego działania – czytamy w oświadczeniu Fundacji Grand Agro.

Jak podkreślono, w trakcie interwencji na teren prywatny przez policję miały zostać wpuszczone osoby nieuprawnione, mogło też dojść do naruszenia miru domowego. Fundacja zauważa również, iż zaistniało ryzyko możliwej kradzieży zwierzęcia, a „Laluna” ujawniała dane umożliwiające identyfikację właściciela nieruchomości, publikując przekaz sugerujący popełnienie przez niego najcięższych przestępstw z pominięciem zasady domniemania niewinności. To jednak nie wszystko. W odpowiedzi do komunikatu policji fundacja, zwraca też uwagę na formułowanie „wyjątkowo poważnych oskarżeń, co mogło narazić go (właściciela - przyp. red.) na bezpośrednie zagrożenie życia i zdrowia, eskalację mowy nienawiści oraz nawoływanie do samosądu”.

- W naszej ocenie sytuacja ta rodzi poważne zagrożenie dla wszystkich obywatela posiadającego zwierzę. o ile bowiem dopuszczalne miałoby być wpuszczanie przez Policję osób trzecich na teren prywatnej nieruchomości oraz odbieranie zwierząt według uznania, bez jednoznacznej i przedstawionej właścicielowi podstawy prawnej, oznaczałoby to podważenie konstytucyjnych gwarancji ochrony prawa własności oraz nienaruszalności miru domowego – zaznacza fundacja.

Zarówno fundacja, jak i policja przekazały, iż zaledwie trzy dni przed interwencją działaczy Powiatowy Lekarz Weterynarii miał skontrolować hotelik. Jak informują służby, nie stwierdzono poważnych uchybień ani nieprawidłowości w zakresie stanu zdrowia i kondycji zwierząt, które miały być nakarmione.

Szczegóły dotyczące każdego z oświadczeń można znaleźć w postach osadzonych w treści artykułu. Sprawa jest rozwojowa i będzie dalej wyjaśniana.

Idź do oryginalnego materiału