Moja szwagierka spędzała wakacje w luksusowym kurorcie, podczas gdy my ciężko pracowaliśmy nad remon…

2 tygodni temu

Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć historia z moją szwagierką to już prawdziwy kabaret. Słuchaj tego.

Jak postanowiliśmy remontować dom, szwagierka w tym czasie jeździła na wakacje do jakiegoś modnego uzdrowiska, a teraz nagle jej się przypomniało, iż chce mieszkać jak królowa, w pełnym komforcie.

Na początku sama jej zaproponowałam, żebyśmy się zrzuciły, ja i ona, na remont naszego starego domu. Ale ona oczywiście: Nie, nie, nie trzeba mi, poradzę sobie bez tego. No to z mężem sami się za to zabraliśmy. A teraz narzeka, iż jej część domu się rozpada i prosi, żeby mogła pomieszkać u nas, bo u niej zimno, wilgoć i nie da się żyć. No przecież sama sobie winna!

Dom był jeszcze po babci mojego męża, w okolicach Łodzi taka typowa, stara chałupa z czerwonej cegły, z dwoma wejściami, salonem, wspólnym podwórkiem i ogródkiem z tyłu. Każda część miała taki sam układ, więc mogliśmy mieszkać obok siebie, nie wchodząc sobie w drogę.

Jak babcia odeszła, mój mąż i jego siostra, czyli ta szwagierka, odziedziczyli dom na pół. Nasza teściowa od razu stwierdziła, iż nie zamierza się tam pchać ona przyzwyczajona do mieszkania w centrum Warszawy. Mówi swoim dzieciom: Róbcie, co chcecie.

Mój mąż, wspólnie z szwagrem, który choć cichy, to pomagał, odłożyli trochę kasy. Zrobili dach i podlali fundamenty, bo dom już wymagał poważnych prac. Potem chcieliśmy działać dalej, a szwagierka się wścieka: Nie będę ładować pieniędzy w taki kurnik!. Jej facet tylko kiwał głową i udawał, iż go nie ma.

Nasza decyzja jednak była taka: wyprowadzamy się z kawalerki i zamieszkamy w tym domu. Miejscowość pod Łodzią, do centrum 30 minut autem dla nas ekstra, marzyliśmy o własnym kawałku ziemi, a na nowy dom by nas w życiu nie było stać.

Dla szwagierki to była tylko letniskowa chata, idealna na wakacje i grille ze znajomymi tak nam zawsze mówiła: Nie liczcie na mnie. No i słowo się rzekło.

Przez cztery lata wyremontowaliśmy naszą połowę od fundamentów po dach, oczywiście na kredyt, ale co tam. Zrobiliśmy łazienkę, centralne ogrzewanie, całą instalację, nowe okna i wszystko odmalowane. Ciągle w ruchu praca po pracy, weekendy, święta, ale mieliśmy cel.

A ona? Latała po świecie, egzotyka, urlopy, nie dbała o nic. Zero zainteresowania domem. Jak zaszła w ciążę i urodziła synka, to jej się skończyły te wojaże i nagle magia przypomniała sobie o swoim włościu.

Siedzenie z dzieckiem w bloku ją wykończyło, to chciała do domku, gdzie mały mógłby całe dnie latać na dworze. My w tym czasie już się wprowadziliśmy na swoje, a nasze stare mieszkanie wynajęliśmy.

Myślę sobie: trudno, jej dom niech się wprowadza. Ale jej połowa przez te lata tak zgniła, iż aż strach. Bez ogrzewania, wilgoć, graty jak ona planowała tam mieszkać z maluchem?! Przeniosła się więc do nas na chwilę, najpierw na tydzień. Ech, musiałam się na to zgodzić.

Jej mały to istny huragan. Sama szwagierka też narzucała swoje reguły, w kuchni bałagan, hałas, zero przejmowania się innymi. Ja pracuję zdalnie nie dało się funkcjonować, więc przeniosłam się do koleżanki. Akurat wyjechała, więc miałam tam spokój, a ona się cieszyła, bo miał jej kto podlewać kwiatki.

Życie się zakręciło, bo po tygodniu u koleżanki moja mama wylądowała w szpitalu. Musiałam się nią zająć. O szwagierce zupełnie zapomniałam, byłam przekonana, iż już dawno wróciła do siebie.

A tu niespodzianka: wracam po miesiącu do domu, a ona u nas zameldowana na dobre! Zachowuje się jak królowa, jakby to wszystko było jej. Pytam delikatnie, kiedy zamierza się przenieść.

Ale dokąd mam iść? Mam dziecko, tu jest mi dobrze mówi.
To jutro podrzucimy cię do miasta odpowiadam.
Ale ja nie chcę wracać!
o ile przez cały ten czas choćby śmieci nie wyniosłaś, to wybacz to nie hotel.
Na jakiej podstawie mnie wyrzucasz? Przecież to też mój dom!
Twój dom jest za ścianą, tam się urządzaj rzuciłam.

Próbowała namówić swojego męża, by się za nią wstawił, ale on też miał dosyć tego zamieszania. Obraziła się i poszła. Za parę godzin wydzwania do mnie teściowa:

Jak mogłaś ją wyrzucić, to jej dom!
Może mieszkać za ścianą, tam rządzi wtrącił się mój mąż.
Ale jak tu z dzieckiem mieszkać? Nie ma centralnego, wychodek na zewnątrz, mogłaś się nią zająć…

Mój już nie wytrzymał, i wyrzucił z siebie całą prawdę przecież proponowaliśmy, żeby robić remont razem, byłoby szybciej, taniej, a ona nie chciała. Czemu teraz mamy cierpieć przez cudze decyzje?

W końcu zaproponowaliśmy szwagierce, żeby sprzedała swoją połowę mojej mamie. Wiesz, ile zażądała? Tyle, iż za te pieniądze moglibyśmy kupić całą nową willę pod Warszawą. No to odpuściliśmy.

Od tego czasu atmosfera gęsta. Teściowa stale urażona, a Alina bo tak ma szwagierka na imię ciągle fochy. Rzadko przyjeżdżają, ale jak już są, to zaraz imprezka, hałas, dzieci niszczą wszystko w ogródku, choćby rower i ławkę zdewastowali.

W końcu nie wytrzymaliśmy i zaczęliśmy stawiać solidny, wysoki płot. Zero kompromisów to przecież ona tego chciała, więc jej się to spełniło. Co tu dużo gadać życie.

Idź do oryginalnego materiału