Miłość z domieszką goryczy piołunu

2 tygodni temu

MIŁOŚĆ Z GORYCZĄ PIOŁUNU
Ich miłość pachniała nie różami i miodem, a suchą ziemią dróg i zgniecionym łodygą piołunu. We wsi mówiono: jeżeli się zejdą świat się przewróci, jeżeli się rozstaną las spłonie.
Rozalia była zielarką z trzeciego pokolenia. Znała szept każdej trawy i potrafiła leczyć rany, których nie dało się zaszyć. Jej dłonie zawsze były ciepłe i pachniały tymiankiem.
Rafał był obcy. Czarnoksiężnik, którego moc rodziła się nie z szeptu ziemi, a z rozkazów żywiołom. Jego magia była ostra jak nóż i lodowata jak woda w przeręblu.
Spotkali się podczas mglistego wieczoru, kiedy oboje szukali tego samego: korzeni czarownicy, który zakwita raz na dekadę.
Nie dotykaj głos Rozalii przeciął ciszę. To nie dla twoich chciwych rąk, czarnoksiężniku. Ziemia daje go dla leczenia, a nie dla twoich sztuczek.
Leczenie to tylko odsunięcie końca, zielarko zaśmiał się Rafał, nie patrząc na nią. Ja chcę zobaczyć istotę rzeczy.
Nie zostali sobie wrogami, ale i przyjaciółmi być nie mogli. Ciągnęło ich ku sobie na przekór rozsądkowi i logice. To była miłość-walka, wieczny konflikt między tworzyć a panować.
…Ona przynosiła mu dziki miód i nalewki na bezsenność, gdy jego magia zaczynała go od środka wypalać.
On zostawiał jej pod progiem rzadkie kamienie, w których pulsowało zamknięte światło gwiazd, by nie musiała się bać ciemnych, zimowych nocy.
Lecz gorycz piołunu zawsze była obok. Rozalia widziała, jak Rafał czerpie moc z pustki, co ją przerażało. Rafał złościł się na jej łagodność, sądząc, iż marnuje swój dar na niewdzięcznych ludzi.
…Pewnego dnia do wsi przyszła epidemia. Nie wybierała między dobrymi i złymi. Rozalia oddała ostatnie siły, przyjmując gorączkę do własnego ciała, a Rafał… Rafał po raz pierwszy się bał. Nie o świat, ale o nią.
By ją ocalić, musiał zrobić to, czego najbardziej nienawidził oddać swoją moc ziemi, by nakarmiła wycieńczoną zielarkę.
Gdy Rozalia otworzyła oczy, Rafał stał przy oknie. W jego włosach po raz pierwszy pojawiła się siwizna, a palce nie iskrzyły już ogniem.
Dlaczego? wyszeptała.
Piołun jest gorzki, Rozalia odpowiedział, nie odwracając się. Ale bez tej goryczy każda słodycz jest tylko pyłem. Wybrałem ciebie, nie wieczność.
…Zamieszkali razem na skraju lasu. Ona wciąż leczyła, on uczył się słuchać szepczących traw, które wcześniej zagłuszał swoją wolą. Ich miłość pozostała trudna, szorstka i cierpka, jak zapach piołunu o zmierzchu. Ale żadne z nich nie zamieniłoby tej goryczy na najsłodszy miód świata.
…Zamieszkali w starej chacie na samym końcu Gnijącej doliny miejscu, do którego nie zaglądali ani drwale, ani wioskowe plotkarki.
Rafał, utraciwszy zdolność przyzywania błyskawic, odkrył w sobie dar czucia metalu. Został kowalem. Ale nie zwykłym kuł noże, które nigdy się nie tępiły, oraz podkowy, przynoszące szczęście. Każde uderzenie młotem brzmiało echem dawnej złości, przekutej w tworzenie. I to stało się jego losem.
Rozalia założyła mały ogród, gdzie obok siebie rosły trujący tojad i lecznicza szałwia. Nie bała się już ciemności Rafała, bo wiedziała: najżyźniejsza gleba jest czarna.
Ich miłość nie stała się słodka. To było życie dwóch silnych osób, które ścierały się ze sobą jak dwa granitowe żarna.
Czasem Rafał z przyzwyczajenia próbował złamać sytuację siłą woli. Gdy susza groziła zniszczeniem ogrodu, godzinami siedział na progu, ściskając pięści aż do bieli kostek, próbując wycisnąć choć kroplę deszczu z pustki.
Przestań mówiła cicho Rozalia, kładąc mu rękę na ramieniu. Ziemia nie jest niewolnicą. Poproś ją, nie każ.
Nie potrafię prosić syknął w odpowiedzi.
Ale pod wieczór razem nosili wodę z odległego źródła i w tym było więcej magii niż w każdym czarze.
…Do ich chaty często przychodziły cienie. Czasem byli to dawni uczniowie Rafała, chcący z powrotem przyjąć mistrza do grona czarnoksiężników, czasem chorzy, których Rozalia sama nie była w stanie uleczyć.
Pewnego dnia pojawił się dawny wróg Rafała mag w czarnym całunie.
Wróg nie przyszedł zabijać, ale zabrać to, co Rafał winien magii. Zażądał głosu Rozalii w zamian za powrót mocy Rafała.
Rafał spojrzał na swoje zgrubiałe dłonie kowala, potem na Rozalię, która właśnie warzyła napar z piołunu. Nie prosiła o ratunek, patrzyła na niego z nieskończonym zaufaniem.
Moc kupiona za milczenie ukochanej osoby nie jest mocą, a niewolą powiedział Rafał.
Nie użył magii. Wziął swój ciężki kowalski młot i wyszedł za próg. Mówią, iż tej nocy las trząsł się nie od zaklęć, ale od zwykłego, ludzkiego gniewu mężczyzny broniącego swojego domu. Cień wycofał się.
…Starzeli się dostojnie. Włosy Rozalii zbielały jak kwiaty czeremchy, a broda Rafała poszarzała jak zimny popiół.
…Mówią, iż gdy nadszedł ich czas, nie umierali osobno. Po prostu odeszli w głąb lasu podczas kwitnienia piołunu. Teraz tam stoją dwa drzewa: potężny dąb, którego korzenie sięgają głęboko w rudę, i giętka wierzba, oplatająca jego pień.
A jeżeli wędrowiec zerwie liść z tej wierzby, poczuje na ustach tę samą gorycz gorycz prawdziwej, nieudawanej miłości, silniejszej od każdej magii…

Idź do oryginalnego materiału