Dziś rano długo patrzyłam na swoje odbicie w lustrze, malując usta szminką Wiśniowa konfitura. Pamiętam, jak Tomek powiedział kiedyś, iż ten kolor bardzo mi pasuje. W moim wieku nie czeka się już na cuda… a jednak. Niespodziewanie los mnie zaskoczył. Stało się to zupełnie zwyczajnie na przystanku autobusowym! Ustąpił mi miejsce, podziękowałam, zaczęliśmy rozmawiać. Oto trzy miesiące temu A to przecież tyle, ile trwa całe nowe życie.
Filemon, i jak wyglądam? zagadnęłam do kota, który leżał na parapecie, leniwie obserwując sikorki za oknem. Ładna jestem?
Mój Filemon tylko zamiauczał, jakby rozumiał, i spojrzał na mnie z wyraźną aprobatą. Od pięciu lat jest ze mną. Przyprowadziłam do domu to maleńkie, przerażone kociątko w dniu, gdy pochowałam Janusza. Powiedziałam wtedy: Teraz będziemy smucić się razem. Ale wyszło inaczej nauczyłam się z Filemonem żyć.
Mądry z niego kocur. Czuje, gdy jest mi źle przychodzi, mruczy, przytula się. Gdy czuję się dobrze, biega po całym mieszkaniu, jakby razem ze mną cieszył się drobiazgami. Każdego ranka budzi mnie łagodnie pacnięciem łapy po policzku.
Zadzwonił telefon.
Krysiu, już jadę! usłyszałam w głosie Tomka prawdziwe szczęście. Dziś wszystko domówimy na dobre!
Dobrze zaśmiałam się. Czekam!
Dziś miał przywieźć klucze do swojego mieszkania. Postanowiliśmy zamieszkać razem! W jego dwupokojowym przy Bałtyku. Tam jaśniej, przestronniej i powietrze czystsze. Już wyobrażałam sobie wspólne śniadania na balkonie z widokiem na zatokę, Tomka czytającego gazetę
Filemonku powiedziałam do kota przeprowadzamy się! Spodobają ci się nowe okna, mnóstwo ptaków do obserwowania.
Filemon przeciągnął się, zeskoczył z parapetu i przyszedł się przytulić do moich nóg.
No pewnie, iż ciebie zabieram. Bez ciebie ani rusz.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
Przyszedł Tomek uśmiechnięty, elegancki, w świetnym garniturze, w jednej ręce bukiet, w drugiej torba.
Moja piękna! pocałował mnie w policzek. Gotowa na nowe życie?
Gotowa! odpowiedziałam z iskrą w oku. Wchodź, postawię wodę na herbatę.
Usiedliśmy przy kuchennym stole. Tomek wyjął pęk kluczy i położył na stole z powagą, jakby wręczał mi najcenniejszy skarb.
Proszę, klucze do naszego wspólnego gniazdka.
W tym momencie Filemon pojawił się na progu kuchni, spojrzał na Tomka, podszedł, powąchał buty gościa.
Znów ten zwierz… skrzywił się Tomek. Krysia, muszę z tobą poważnie porozmawiać.
O czym? poczułam jakąś ostrożność w jego głosie.
Wiesz… mieszkanie nowe, świeżo po remoncie. A koty… no wiesz, wszędzie sierść, zapach. I szczerze mówiąc, mam na nie alergię.
Zamarłam ze szklanką w dłoni.
Czyli?
Czyli nie chcę mieszkać z kotem. Powiedział to spokojnie, bez emocji, jakby mówił o starej szafce. Sama zdecyduj, co z nim zrobić.
Słowa padły jak kubeł lodowatej wody.
Filemon usiadł przy moich nogach i patrzył na mnie swoimi bursztynowymi oczami. Potem spojrzał na Tomka. Patrzył z takim zrozumieniem…
Tomek został jeszcze chwilę, po czym wyszedł, zostawiwszy klucze. Ja siedziałam z niedopitą herbatą, gapiąc się na te przeklęte klucze na stole.
Filemon wskoczył mi na kolana i zaczął cicho mruczeć.
Co ja mam zrobić, Filemonku? szepnęłam, gładząc go po aksamitnej sierści. Co mam zrobić?
W głowie dźwięczało Sama zdecyduj….
Jak to zdecyduj? Filemon jest ze mną już pięć lat. Był moją rodzina, pociechą, sensem po śmierci Janusza. Pamiętam, jak przyniosłam go do domu taki mały, piszczący, jak karmiłam z pipetki, dbałam, pielęgnowałam. Jak po raz pierwszy zamruczał w moich ramionach. Tyle wspólnych lat poranne śniadania we dwoje, wieczory przy telewizji, a gdy chorowałam nie odstępował mnie na krok. Gdy byłam smutna przynosił swoją ukochaną zabawkę, jakby mówił: Pobaw się, popraw sobie humor.
Filemon podniósł głowę, spojrzał w moje oczy. Było w tym coś bardzo ludzkiego.
Chodziłam po kuchni od ściany do ściany, wzięłam telefon, by zadzwonić do Grażyny, mojej najbliższej przyjaciółki, ale zrezygnowałam. Bo co powie? Krysiu, kotu przecież znajdziesz dom, a z Tomkiem życie nowe zaczniesz….
Czy faktycznie można?
Podeszłam do okna. Widok na podwórko, na które właśnie posypały się pierwsze płatki śniegu. Grudzień. Już niedługo Nowy Rok. Jak ja marzyłam, żeby w tym roku nie być sama
Dobrze, pójdę do weterynarza postanowiłam. Może ktoś przygarnie. Znajdę mu kochający dom.
A jednocześnie czułam w środku opór.
Nazajutrz zajrzałam do sąsiadki, pani Stasi, która zawsze dokarmiała podwórkowe koty.
Pani Stasiu, nie zna pani kogoś, kto szuka kota? Dobrego, mądrego
Filemona chcesz oddać? zdumiała się Stasia. Co się stało?
Przeprowadzam się, a tam nie wolno z kotem.
Pani Stasia spojrzała na mnie długo:
Krysiu, nie żartuj. Przecież Filemon to dla ciebie jak rodzina! Pamiętam, jak go mamusiłaś, jak był maleńki.
Czasem życie tak się układa westchnęłam.
Jakie życie?! Żaden powód nie jest ważniejszy od prawdziwego przyjaciela. Pokręciła głową. Nie znam nikogo i znać nie chcę. To by było zdradą, Krysia.
Słowo zdrada zabolało jak igła. gwałtownie się pożegnałam.
Filemon czekał pod drzwiami. Jak zwykle. Przyszedł się przytulić. Poczułam, iż on naprawdę wszystko rozumie.
Wybacz mi, Filemonku szepnęłam, biorąc go na ręce. Wybacz.
Wieczorem zadzwonił Tomek:
No i co, załatwiłaś sprawę z kotem?
Jeszcze nie. Szukam komu go oddać.
Krysiu jego głos stał się chłodniejszy ustalmy, bez sentymentów, chcesz być ze mną czy nie? Jestem poważnym mężczyzną, potrzebuję dojrzałej kobiety, nie osoby, która dla jakiegoś kota rezygnuje z własnego szczęścia.
Daj mi jeszcze trochę czasu.
Nie mamy go za wiele. Chcę, żebyś na Nowy Rok już była ze mną.
Po rozmowie długo siedziałam w ciszy. Filemon położył się blisko, co chwilę spoglądał na mnie.
Ma rację powiedziałam do kota. Jesteś tylko zwierzęciem. A Tomek to człowiek, mężczyzna. Gdzie ja znajdę drugiego takiego?
Ale te słowa brzmiały fałszywie, choćby we własnych uszach.
Trzeciego dnia zadzwoniła Grażyna:
Krysiu, jakaś taka jesteś nie swoją. Co się stało?
Opowiedziałam wszystko. O ultimatum, poszukiwaniach nowego domu dla Filemona, o swojej bezradności.
Zaczekaj, on ci tak po prostu powiedział: Wybieraj, ja albo kot?
adekwatnie tak.
I wiesz, co będzie dalej?
Co?
Dalej ci powie, iż nie lubi, gdy nosisz dżinsy. Albo żebyś nie spotykała się z tą czy inną przyjaciółką. Krysiu, jeżeli facet od początku stawia warunki
Ale ja nie chcę zostać zupełnie sama! niemal krzyknęłam.
A teraz to ty jesteś sama? A Filemon się nie liczy?
Zamilkłam.
Po rozmowie Filemon od razu wdrapał mi się na kolana.
Powiedz mi szczerze, Filemon spytałam co by było, gdybym cię oddała? Bardzo byś tęsknił?
Zamruczał tylko swoje.
A ja? Czy mogłabym być szczęśliwa, wiedząc, iż cię zdradziłam?
Filemon spojrzał mi prosto w oczy, tyle tam było zaufania i miłości.
Boże wyszeptałam co ja robię?
Nagle zadzwonił Tomek.
Krysia, jutro sobota, podjadę po ciebie. Mam nadzieję, iż kot już załatwiony?
Spojrzałam na Filemona. Leżał zwinięty w kłębek, mruczał ufnie.
Tomku, muszę jeszcze pomyśleć.
Nad czym?! Przez kota zaprzepaścisz życie? Krysia, ty słyszysz siebie?
Może mógłbyś spróbować się przyzwyczaić? Filemon jest czysty i spokojny.
Przecież mówiłem, mam alergię! I w ogóle, Krysia, ja widzę, iż nie jesteś gotowa na poważny związek. Przemyśl to do jutra. Ostatni raz.
Sygnał w słuchawce. Cisza. Tylko mruczenie Filemona.
No i widzisz, ostatni raz. Ładnie to ujął.
Dopiero wtedy poczułam strach. Nie przed samotnością. Przed tym, iż naprawdę byłam gotowa zdradzić najwierniejszego przyjaciela dla kogoś, kto stawia mi ultimatum.
Sobota była ponura. Spałam źle, przewracałam się z boku na bok, a tuż nad ranem przyśnił mi się dziwny sen. Szłam długim korytarzem, pod końcem stali Tomek i Filemon. Musiałam zdecydować, do kogo pójść. Obudziłam się z ciężkim sercem i Filemonem u nóg.
Dzień dobry, kocurku wyszeptałam, wtulając się w miękką sierść.
Wstałam, postawiłam wodę na herbatę, nasypałam karmę do miski, wymieniłam wodę. Jak zwykle, tylko ręce dziwnie drżały.
Co ja mam zrobić, Filemonku? No, co?
Filemon tylko spojrzał, intensywnie, z takim zrozumieniem, jakby był dla mnie lustrem.
Może Tomkowi chodzi o coś ważnego? Może faktycznie nie jestem gotowa na poważny związek? Może wciąż kurczowo trzymam się przeszłości?
Ale to już nie były moje słowa.
Koło jedenastej zadzwoniła Grażyna:
Krysiu, i jak tam? Podjęłaś decyzję?
Nie wiem, serce mówi jedno, rozum drugie.
A co mówi serce?
Spojrzałam na Filemona myjącego się na parapecie.
Serce mówi iż nie mogę go zdradzić.
Właśnie! praktycznie krzyknęła Grażyna. o ile mężczyzna każe wybierać między sobą a prawdziwym przyjacielem, to czy to w ogóle jest odpowiedni facet?
Po tej rozmowie wzięłam Filemona na ręce.
Wiesz co Grażyna ma rację. Przecież ja nie jestem sama. Jestem z tobą. I dobrze mi.
Filemon tylko jeszcze głośniej zamruczał.
A może ten Tomek to po prostu nie mój człowiek? Może ten adekwatny pokocha i mnie, i ciebie?
Dochodziła druga, zadzwonił domofon. Serce podeszło mi do gardła.
Tomek na progu bez słowa powitania, surowy, z małą torbą.
Gotowa? Spakowałaś rzeczy?
Wejdź. Musimy porozmawiać.
O czym? wszedł do przedpokoju, spojrzał do kuchni. Gdzie kot? Mam nadzieję, iż oddany?
W tym momencie Filemon wysunął się z kuchni, usiadł, patrzył z powagi.
Krysia, prosiłem cię, rozwiąż sprawę!
Rozwiązałam powiedziałam cicho.
I?
I nie potrafię go zostawić.
Tomek stał przez chwilę w bezruchu, po czym podszedł bliżej.
Nie potrafisz? On też jest dla ciebie ważniejszy ode mnie?
Tak. To mój przyjaciel. Jesteśmy razem pięć lat.
A ja? Kim ja dla ciebie jestem?
Spojrzałam mu w oczy. Zobaczyłam człowieka, któremu zależy, żeby świat był według jego zasad, a moje przywiązania były tylko balastem.
Jesteś mi bliski, ale Filemon nigdy nie stawiał mi warunków.
Ty mnie porównujesz z kotem?!
Nie. Ale on kocha bezwarunkowo.
Krysia, rozumiesz, co robisz? Dla zwierzęcia burzysz nam życie?
Nie burzę. Po prostu wybieram to, co najważniejsze.
Filemon podszedł do mnie, przytulił się do nóg. Schyliłam się, wzięłam go na ręce.
Wiesz co powiedział Tomek, w głosie miał stalową nutę przemyśl jeszcze raz. Z takim podejściem niczego nie osiągniesz. Żal mi cię.
To nie jest jakiś kot. To Filemon. Mój Filemon.
Co jest w nim takiego szczególnego?! To tylko zwierzę!
W tej sekundzie wiedziałam. I już nie miałam żadnych wątpliwości.
Tomek, to prawda. Nie jest szczególny. Poza tym, iż nigdy nie kazał mi wybierać między sobą a kimś innym.
Był zaskoczony, zły i pewnie trochę zraniony.
To tak wygląda? Wybierasz kota?
Zatrzasnął za sobą drzwi.
Zostałam sama. W ciszy.
Przeszłam do kuchni, usiadłam przy stole. Filemon położył mi się na kolanach.
No i widzisz powiedziałam znowu jesteśmy tylko we dwoje.
Filemon spojrzał w oczy i przetarł pyszczkiem rękę. Nagle poczułam ulgę. Tak, ulgę! Jakby zrzucić z ramion ciężar.
Wiesz, Filemonku? Chyba dobrze zrobiłyśmy.
Długo nie czułam się tak spokojnie. Wreszcie.
Minął marzec. Za oknem już jasno, dziewczyny śpiewają, topnieje śnieg. Podlewam fiołki na parapecie przez zimę wyhodowałam prawdziwą oranżerię.
Filemon, zobacz, jakie piękne! pokazałam mu nowy kwiat.
Filemon obwąchał doniczkę i z aprobatą zamiauczał.
Trzy miesiące od tamtej historii. Na początku było trudno, ale nie z powodu samotności. Raczej przez własne myśli. Może pomyliłam się? Może Tomka już innego nie będzie?
Potem coś się zmieniło. Dom ożył. Zaczęłam znów udzielać lekcji muzyki mam dwóch uczniów: małą Marysię i nastolatka, Olka. Słychać śmiech, rozmowy, życie powoli wraca.
Pani Krystyno, co to za kotek? zapytała Marysia, pierwszy raz go widząc.
To Filemon. Mój przyjaciel.
Mogę go pogłaskać?
Pewnie.
Filemon pozwolił i choćby zamruczał, dając znać, iż polubił dziewczynkę.
Ostatnio wydarzyło się coś niezwykłego. Spotkałam na klatce pana Adama z piątego piętra emeryt, wdowiec, sympatyczny człowiek.
Ma pani pięknego kota powiedział, widząc Filemona w oknie.
Dziękuję. Lubi pan zwierzęta?
Bardzo. Miałem kiedyś owczarka, Norę. Odeszła dwa lata temu. Samotność daje się we znaki
Rozmawialiśmy długo. Adam okazał się erudytą, człowiekiem z sercem na dłoni.
A Filemon nie przeszkadza gościom? zapytał żartem.
On doskonale wyczuwa ludzi. Złych nie lubi.
Adam roześmiał się.
Mam nadzieję, iż mnie zaakceptuje.
Zaakceptował od razu.
Patrzyłam właśnie, jak Filemon wygrzewa się na słońcu, i uśmiechałam się. Życie wracało na swoje miejsce. Może nie tak, jak planowałam, ale szczęśliwie.
Zaparzyłam herbatę, usiadłam w fotelu. Filemon natychmiast wskoczył na kolana.
Dziękuję, kochany wyszeptałam, głaszcząc go delikatnie. Dzięki tobie wiem już, iż prawdziwa miłość nigdy nie wymaga zdrady.
Filemon zamruczał cicho. I już się nie bałam samotności. Bo z tymi, którzy kochają cię ot tak, po prostu nigdy naprawdę nie jesteś sama.

7 godzin temu




