Mary Pawłowska debiutuje w „Wielkiej Warszawskiej”. Kim jest młoda aktorka? [WYWIAD]

7 godzin temu
Mary Pawłowska należy do grona młodych aktorek, które konsekwentnie budują swoją pozycję między teatrem a ekranem. Absolutna uważność na rolę, świadome decyzje zawodowe i zaplecze edukacyjne zdobywane na Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie składają się na jej precyzyjnie rozwijaną ścieżkę artystyczną. W ostatnich latach zwróciła uwagę widzów i branży rolami w serialach „Klangor” oraz „Czarna śmierć”, a także kreacją Leny Wysockiej w „Pati”. Punktem przełomowym okazał się jednak filmowy debiut w „Wielka Warszawska”, który przyniósł jej nominacje za profesjonalny debiut aktorski oraz drugoplanową rolę kobiecą na 50. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Produkcja, która trafia na duży ekran 23 stycznia, stała się pretekstem do rozmowy o pierwszym doświadczeniu filmowym, pracy na planie pełnometrażowej fabuły oraz o tym, jak młoda aktorka odnajduje się w momencie, gdy zainteresowanie branży spotyka się z rosnącymi oczekiwaniami widzów.


fot. @kama_staniszewska


„Profesorowie od pierwszego roku namawiali mnie do ryzykowania i przekraczania granic komfortu, ponieważ na co dzień jestem raczej nieśmiałą osobą.”


[Paula Jarosz, redaktor naczelna MIUMAG.pl] Jesteś debiutującą na wielkim ekranie, młodą choć nie początkująca aktorką. Jak i czym praca przy „Wielkiej Warszawskiej” różniła się od doświadczeń przy innych produkcjach, w których brałaś udział?


[Mary Pawłowska] Myślę, iż nie będzie zaskoczeniem, jeżeli odpowiem, iż najbardziej charakterystycznym i niecodziennym elementem na planie „Wielkiej Warszawskiej” byli wyjątkowi partnerzy ekranowi – mówię oczywiście o konikach. Praca ze zwierzętami wiąże się z koniecznością zachowania ciągłej czujności – nie jesteś w stanie przewidzieć, jak zareagują w sytuacji, w której poczują się zagrożone. A ponieważ konie są dość płochliwymi zwierzętami, zagrożeniem mogą być dla nich szeleszczące liście, łamiąca się pod kopytem gałąź czy fruwająca na wietrze reklamówka. Tutaj mieliśmy ten komfort, iż pracowaliśmy z końmi kaskaderskimi – były przyzwyczajone do bardzo różnych warunków. Byłam zaskoczona, kiedy kręciliśmy scenę, w której siedzimy z Tomkiem na padoku, a pomiędzy nami przechadza się filmowa Nadzieja – jedno z ujęć realizowane było z drona. Z Tomkiem mieliśmy lekki stres, bo nie wiedzieliśmy, jak koń zareaguje na dziwny obiekt, który wydaje głośne, trudne do zidentyfikowania dźwięki i lata nad jego głową, przez co zwierzę nie jest w stanie dokładnie go zobaczyć. Okazało się jednak, iż absolutnie nic sobie z tego nie robi – musiał tylko zerknąć przy pierwszym ujęciu, co to za przedmiot, a potem przestał zwracać na niego uwagę i beztrosko wyjadał smakołyki schowane pod naszym kocem.


Czy miałaś poczucie, iż ta rola wymagała od Ciebie innego rodzaju przygotowania niż wcześniejsze projekty teatralne czy serialowe?


Hmmm, wyróżniłabym chyba przede wszystkim umiejętność jazdy konnej. Wszyscy aktorzy, którzy jeździli w filmie konno, na kilka miesięcy przed zdjęciami rozpoczęli treningi przygotowujące do realizacji scen wyścigów. jeżeli chodzi o przygotowanie aktorskie, to pracując przy moim pierwszym w życiu projekcie, dostałam radę od mojego ekranowego partnera – Piotrka Trojana – żeby podczas tworzenia roli i przygotowywania się do planu założyć sobie zeszyt postaci. Muszę przyznać, iż bardzo mi to pomogło. Zarówno przy tym pierwszym projekcie (drugi sezon „Klangora”), jak i przy „Wielkiej Warszawskiej” wypisywałam tam na przykład wszystkie cechy, które kojarzyły mi się z moją postacią, rozpisywałam jej cele w konkretnych scenach ze scenariusza, określałam relacje z innymi bohaterami. Przyznam się, iż zrobiłam choćby playlistę dla Ewki!


Czy Szkoła Teatralna w dzisiejszej rzeczywistości dla aktora to atut, a może zmora?


Wydaje mi się, iż to bardzo indywidualna kwestia. Studiowanie w Akademii Teatralnej od zawsze było moim ogromnym marzeniem. A z marzeniami bywa tak, iż kiedy długo je sobie wyobrażasz, idealizujesz ich spełnienie – tworzysz w głowie utopijną wizję, która później może zderzyć się z rzeczywistością. U mnie było zupełnie odwrotnie – szkoła okazała się jeszcze piękniejsza, niż ją sobie wyobrażałam. Myślę też, iż bardzo jej potrzebowałam. Wiem, iż niektórych potrafi zamknąć, ale mnie bardzo otworzyła – profesorowie od pierwszego roku namawiali mnie do ryzykowania i przekraczania granic komfortu, ponieważ na co dzień jestem raczej nieśmiałą osobą. Teraz, kończąc szkołę i oglądając nagrania z pierwszego roku, widzę, jak bardzo się zmieniłam i jak wiele się nauczyłam.


Jakim doświadczeniem jest obserwowanie starszych kolegów po fachu na jednym planie? Czy miałaś czas, na to by podpatrzeć jakieś techniki, a może skupiałaś się tylko na swoich partiach?


Nie mogłam przegapić takiej okazji. Możliwość podpatrywania pracy ludzi z ogromnym doświadczeniem, utalentowanych aktorów, którzy są dla mnie autorytetami, była bezcenna. Tomek Ziętek, z którym grałam około 90 procent moich scen, pomagał mi zwracać uwagę na wiele technicznych aspektów – na przykład na to, jak łapać światło, żeby najlepiej wypaść i jednocześnie ułatwić pracę szwenkierowi i operatorowi, albo jak szukać pozycji, w których musimy się znaleźć podczas sceny. Bardzo dużo nauczyłam się przy tym projekcie.


fot. @nextfilm_pl


A z kim najbardziej chciałabyś teraz pracować?


Mam kilka takich marzeń o spotkaniach z konkretnymi osobami w pracy. Od rozpoczęcia szkoły marzę o tym, żeby spotykać się na planie czy w teatrze z kolegami i koleżankami z roku – przeżyliśmy razem cztery intensywne lata i są to dla mnie bardzo ważni ludzie. Mam też kilka osób, które są dla mnie ogromną inspiracją – uwielbiam filmy Jana Komasy i światy, które tworzy z taką wrażliwością. W teatrze natomiast ostatnio szczególnie urzeka mnie Kasia Minkowska.


Mimo, iż w pracy nad filmem — dni zdjęciowych nie ma wcale dużo, to projekt jest rozciągnięty na kilka tygodni. Czy to był dla Ciebie czas, kiedy musiałaś być w roli 24 godziny na dobę? Jak to wpłynęło na filmową „Ewę”?


Nie wiem, czy w ogóle jest możliwe bycie w postaci przez 24 godziny na dobę przez kilka tygodni. Praca na planie jest też o tyle specyficzna, iż bardzo rzadko mamy możliwość odwiedzenia przestrzeni, w której gramy scenę, przed samym dniem zdjęciowym, a próba w takim miejscu daje naprawdę dużo. Dla mnie jednak najważniejsze w przygotowaniu roli są wszystkie rozmowy, które realizowane są przed planem. Przy „Wielkiej Warszawskiej” mieliśmy próby czytane z reżyserem Bartkiem Ignaciukiem, rozmawialiśmy o relacjach między postaciami, kombinowaliśmy z tekstami – czasem coś dopisywaliśmy do scenariusza, innym razem wykreślaliśmy niektóre kwestie. Ten czas spędzony na rozmowach jest dla mnie gwarancją komfortu na planie. Wcześniej zadaję sobie mnóstwo pytań: jaki cel ma moja postać w danej scenie, jaki ma stosunek do pozostałych bohaterów, jaki jest jej stan emocjonalny i czy w trakcie sceny się zmienia. jeżeli wszystko jest przemyślane wcześniej, na planie pracuje się znacznie łatwiej.


A jak wspominasz swoje pierwsze doświadczenia na planach? Wspominasz je z sentymentem?


Ogromnym. Pamiętam, iż podczas mojego pierwszego dnia zdjęciowego w życiu, przy realizacji drugiego sezonu „Klangora”, byłam jednocześnie bardzo podekscytowana i potwornie zestresowana. Dużo rozmawiałam z kolegami z roku, którzy mieli już doświadczenie filmowe, o tym, jak mogę się przygotować. Okazało się, iż planu zdjęciowego nie da się w pełni nauczyć w teorii – trzeba tego po prostu doświadczyć. Podczas przerwy obiadowej zwierzyłam się tego dnia ze swoich obaw moim partnerom ekranowym – Marcinowi Zarzecznemu i Mateuszowi Maleckiemu. Powiedzieli mi, iż chyba nie ma lepszego miejsca na pierwszy dzień zdjęciowy niż plan takiego projektu i iż prawdopodobnie zapamiętam go do końca życia. I rzeczywiście – kiedy wróciłam do domu, zaraz po zamknięciu drzwi rozpłakałam się z wdzięczności za ten dzień, tych ludzi i te doświadczenia.


Jakiego wyzwania chciałabyś się teraz podjąć? Co jest Twoim kolejnym celem?


Ostatnio pojawiło się we mnie marzenie o zagraniu czarnego charakteru. Wydaje mi się, iż tworzenie takiej postaci musi być niezwykle ciekawym procesem. Nie wierzę w to, iż ludzie są z natury źli – krzywdzą innych, ponieważ sami zostali kiedyś skrzywdzeni; bywa to (czasem choćby nieświadoma) forma zemsty na losie. Dlatego mam poczucie, iż szukanie psychologii takiej postaci i odnalezienie momentu, w którym przeszła na „ciemną stronę mocy”, mogłoby być bardzo rozwijającą i fascynującą przygodą.


„Wielka Warszawska” premiera w kinach 23 stycznia 2025
Idź do oryginalnego materiału