Choć sprawa jest sprzed lat, świetnie nawiązuje do losu porzucanych i zaniedbywanych zwierząt, co jest, jak się okazuje, problemem na całym świecie. Sędzia Sądu Miejskiego w Painesville, Michael A. Cicconetti, 17 listopada 2005 roku wydał wyrok 17 listopada na Michelle M. Murray, 25 – latkę, która zamiast pomóc kociętom, brutalnie się ich pozbyła. 19 września strażnicy parkowi znaleźli porzucone kocięta w dwóch parkach w Mentor w stanie Ohio. Wiele z nich miało infekcje górnych dróg oddechowych, a dziewięć później zmarło. Udało się je powiązać z Murray, ponieważ miały na sobie obroże identyfikacyjne.
- Jak by ci się podobało, gdybyś została porzucona w parku miejskim późną nocą, spędziła noc słuchając kojotów… , słuchając szopów wokół siebie, a potem siedziała tam na zimnie, nie wiedząc, czy zjesz następny posiłek, nie wiedząc, kiedy zostaniesz uratowana?” – zapytał Cicconetti oskarżonej.
Murray, matka trójki dzieci i dwójki pasierbów, powiedziała, iż kocięta zostały zostawione na jej progu przez nieznajome osoby, a lokalne Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami odmówiło pomocy. Towarzystwo jednak nie potwierdziło jej słów.
Sędzia Cicconetti dał Murray wybór kary między 90 dniami więzienia za porzucenie zwierzęcia domowego, 15 dniami aresztu domowego, darowizną w wysokości 3,2 tys. dolarów na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, darowizną w wysokości 500 dolarów dla strażników parku, którzy znaleźli kocięta, oraz jedną nocą spędzoną samotnie w lesie.
Murray wybrała tę ostatnią opcję. Zgłosiła się do lokalnego aresztu, gdzie strażnik parku zabrał ją w odległe miejsce. Początkowo Cicconetti zapowiedział, iż Murray nie będzie miała jedzenia i będzie miała tylko ubrania, które miała na sobie – tyle, ile zechce – aby się ogrzać. Jednak ze względu na spadające temperatury sędzia zapowiedział, iż może pozwolić jej rozpalić ognisko.
To nie pierwszy nietypowy wyrok tego sędziego. Cicconetti powiedział, iż pamięta tylko dwie osoby, które zostały skazane na kary alternatywne i ponownie popełniły przestępstwo.
Anna Popko, przedstawicielka Stowarzyszenia Psy z Bronic szukają domów, uważa, iż gdyby podobne kary mogły być stosowane, to prawdopodobnie ukróciłyby choć trochę skalę okrucieństwa wobec zwierząt w Polsce.
- Myślę, iż gdyby ktoś na własnej skórze poczuł to, co zrobił zwierzęciu, nigdy więcej nie trzymałby psa na łańcuchu czy ciągnął za samochodem – mówi. - Ale to co możliwe jest w USA, w Europie raczej jest nie do przyjęcia.
Stowarzyszenie jest niewielkie, szuka docelowych domów psom w trudnej sytuacji. Bazuje wyłącznie na domach tymczasowych, zapewnia podopiecznym pełna opiekę weterynaryjną.
- Widzimy, co się dzieje, na wsiach przez cały czas topi się kocięta, szczenięta, trzyma psy na krótkich łańcuchach w nieocieplanych budach – mówi Anna Popko. - Coraz głośniej jest o tym, bo w dobie mediów społecznościowych takie informacje gwałtownie trafiają do obiegu.
Wyjątkowo mroźna zima obnażyła tragiczną sytuację wielu zwierząt w Polsce. W akcję pomocy zaangażowała się Doda, której wystąpienie w sejmie, jak mówią obrońcy praw zwierząt, przejdzie do historii.
- Im więcej znanych ludzi włączy się w walkę o godne życie zwierząt, tym lepiej – mówi Anna Popko. - My w stowarzyszeniu widzimy, iż takie brutalne traktowanie psów czy kotów często w Polsce przechodzi z pokolenia na pokolenie. Trzymam kciuki za akcję Dody i mam nadzieję, iż zapal nie pryśnie wraz z ustaniem mrozów.
źródło

2 godzin temu






