Nie zamierzam umniejszać znaczenia pieniędzy, które trafiają do Łodzi. Każda złotówka na rozwój miasta cieszy. Tylko iż mieszkańcy nie żyją w komunikatach prasowych, na konferencjach ani na kolorowych wizualizacjach.
Miliony płyną, tramwaje się spóźniają, a drzewa umierają
Żyją w mieście, w którym remont potrafi ciągnąć się w nieskończoność, a komunikacja miejska przypomina ponury żart. I to wyjątkowo kosztowny. Bo podczas gdy w Warszawie za 4,40 zł można podróżować przez 75 minut, w Łodzi za tę samą kwotę dostajemy minut 20. Ale najwyraźniej łodzianie powinni się cieszyć. W końcu mieszkają w mieście wielkich inwestycji i jeszcze większych sukcesów.
A zieleń? O uratowanie jednego starego drzewa trzeba niekiedy stoczyć prawdziwą batalię. Bo czym tu się przejmować? Że przy okazji kolejnej inwestycji wytnie się dorodne drzewa albo uszkodzi korzenie tych, które cudem uniknęły piły? Że za kilka lat uschną? Nic nie szkodzi! Przecież zawsze można wydać kolejne miliony na nowe nasadzenia. I tam, gdzie przez kilkadziesiąt lat rosły piękne, rozłożyste klony, posadzić chuderlaki podparte trzema palikami. Sukces odtrąbiony, statystyki nasadzeń się zgadzają. Tylko cienia jakoś mniej.
Mamy też rosnące zadłużenie, pytania o gospodarowanie miejskim majątkiem, działalność spółek komunalnych, przejrzystość podejmowanych decyzji czy bezpieczeństwo danych mieszkańców. Tematów do wyjaśnienia całkiem sporo. Choć na oficjalnych profilach magistratu trudno się o nich doczytać.
Mieszkańcy mają głos. Pod warunkiem iż mówią to, co trzeba
Ale mnie najbardziej zastanawia coś innego. Pani Prezydent pisze, jak wspaniale układa się kooperacja z Warszawą. A jak układa się kooperacja z Łodzianami? Zwłaszcza tymi, którzy ośmielają się mieć inne zdanie niż władze miasta?
Wystarczy przypomnieć spotkania z mieszkańcami Smulska, którzy protestowali przeciwko poprowadzeniu drogi rowerowej przez środek parku. Nie byli przeciwni rowerzystom. Chcieli po prostu, żeby ktoś ich wysłuchał. Tymczasem, według relacji mieszkańców, z ust wiceprezydenta Tomasza Piotrowskiego padły słowa: „Nikogo nie interesuje pani pismo”. A kiedy mieszkańcy przekonywali, iż nie chcą tej ścieżki, mieli usłyszeć: „A my ją i tak wybudujemy”.
Trudno o bardziej wymowną ilustrację tego, jak w Łodzi potrafi wyglądać dialog z mieszkańcami. Zwłaszcza kiedy mają czelność nie podzielać entuzjazmu magistratu.
Od lat obserwuję to miasto i coraz częściej odnoszę wrażenie, iż w magistracie łatwiej znaleźć pieniądze na kolejną inwestycję niż cierpliwość do mieszkańca, który zadaje niewygodne pytania.
Pani Prezydent, dobrze mieć otwarte drzwi w ministerstwach. Ale może warto zadbać również o to, żeby drzwi własnego gabinetu nie zamykały się przed tymi, którzy nie przyszli z kwiatami i gratulacjami?
Bo Łódź to nie folwark żadnej partii ani prywatne przedsięwzięcie jej włodarzy. To miasto mieszkańców. Także tych, którzy nie biją braw.
Władza, pochlebcy i oklaski. A pycha kroczy przed upadkiem
Jest jeszcze coś, o czym warto pamiętać. Władza sprawowana przez wiele lat potrafi demoralizować. Zwłaszcza kiedy wokół coraz więcej pochlebców, coraz mniej krytycznych głosów, a kolejne sukcesy ogłasza się z takim rozmachem, iż trudno już odróżnić informację od propagandy.
Kiedy krytyka zaczyna przeszkadzać, niewygodne pytania pozostają bez odpowiedzi, a mieszkańców traktuje się jak publiczność zobowiązaną do oklasków, warto przypomnieć, iż pycha kroczy przed upadkiem.
A skoro już jesteśmy przy rocznicach i podsumowaniach, może pora na bilans własnych rządów? Nie ten przygotowany przez specjalistów od promocji. Taki zwyczajny, uczciwy. Z sukcesami, ale również z tym wszystkim, co nie wyszło.
Dziś o przejrzystość coraz trudniej
Przypomniała mi się przy tej okazji historia sprzed niemal ćwierć wieku. Jerzy Kropiwnicki, obejmując urząd prezydenta Łodzi, napisał flamastrem na szybie: „Władza ma być przezroczysta”. Oj, narzekaliśmy na Kropiwnickiego! I powodów nie brakowało. Ale pamiętam też czasy, kiedy rzecznik prasowy odbierał telefony od dziennikarzy, a na niewygodne pytania można było uzyskać odpowiedź.
Dziś, w epoce cyfryzacji, sztucznej inteligencji pewien radny od 2023 roku próbuje dowiedzieć się, ile dni prezydent Hanna Zdanowska spędza poz magistratem. Według jego relacji urząd tłumaczył, iż przygotowanie takiego zestawienia wymagałoby zbyt wiele pracy. Aż strach zapytać o coś naprawdę skomplikowanego.
Może więc zamiast kolejnych laurek i wzajemnych gratulacji trochę więcej zwyczajnej szczerości? Uczciwych odpowiedzi, również na niewygodne pytania. Bez przekonywania mieszkańców, iż wszystko jest wspaniale, skoro widzą coś zupełnie innego.
Bo transparentność władzy nie polega na tym, iż przez szybę magistratu widać, jak pięknie jest na zewnątrz. Chodzi o to, żeby mieszkańcy mogli zobaczyć również to, co dzieje się po drugiej stronie.

2 godzin temu







