Czasem mówią o sobie „partyzanci ogrodniczy”, ponieważ to, co robią, jest trochę na granicy prawa, a na pewno oficjalnych zgód zarządców terenu. Choć ryzyko zniweczenia wiosennych wysiewów jest duże, robią to dla przyrody lub po prostu po to, żeby było ładniej na osiedlowych trawnikach. Drobne kwiaty łąkowe, krokusy, aż po słoneczniki, pomidory i wszelkie odmiany dyniowatych. Zdarzają się choćby ziemniaki i kukurydza. Choć to nie przemysłowa uprawa i nie przynosi benefitów finansowych, budzi wiele emocji — od radości, iż coś wyrosło, po irytację i złość, gdy „jakiś kosiarz” wszystko bezrefleksyjnie skosi.
Pierwsze działania zaczynają się już wczesną jesienią. To dobry czas na rośliny cebulkowe, takie jak krokusy, żonkile czy tulipany — gdy przebijają spod jeszcze resztek śniegu i gruntu, robi się milej w miejskiej przestrzeni. Od kilku lat mieszkańcy okolic bulwarów Rawy podziwiają krokusową łączkę. Łączka jest elementem projektu do budżetu obywatelskiego, a także celem fotograficznym.
Po cebulkach zaczyna się już ogrodniczy szał. Można wykorzystać ogrodnicze święta, jak Światowy Dzień Sadzenia Dyni w Miejscach Publicznych (16 maja) czy Międzynarodowy Dzień Partyzanckiego Sadzenia Słoneczników (1 maja). Potem łąki kwietne — czasem w przestrzeni internetowej krążą zdjęcia o specjalnym sposobie podsypywania okolic miejsc parkingowych prosto z pojemniczka. Podobnie sprawa ma się z kolorowymi kosmosami i aksamitkami, nota bene odstraszającymi mszyce.
To gra słów, żart językowy. Do tego okazało się, iż jest wystarczająca energia w grupie, by to zrealizować — wspomina Magdalena Niwińska, od kilku lat wraz ze znajomymi wkopująca ziemniaki w ramach inicjatywy Bulwy na bulwarach. Sadzą w maju, a potem wykopują i przyrządzają z nich potrawy, co służy też po prostu integracji. Witka Szwedkowskiego z profilu Miejska Partyzantka Ogrodnicza każdy miejski ogrodnik zna doskonale. Zamieniać jego trawniki, klomby, gazony, kwietniki w miniaturowe oazy piękna, uczynić miejscem życia oraz źródłem pożywienia dla zwierząt i ludzi — pisze na swoim profilu.
Przemiła była także inicjatywa jednej z mieszkanek katowickiej dzielnicy Zawodzie, która zapytała w lokalnej grupie, o miejsce na jej własnoręcznie wyhodowane sadzonki kwiatów. Właśnie wróciłam z Totnes, miasta na skraju parku krajobrazowego w Anglii. Tam co dzień widziałam przynajmniej jedną roślinę jadalną na trawniku, zielone przystanki, a ludzie tak po prostu sadzili przed sklepami, w donicach. Było to dla nich tak naturalne jak oddychanie — wspomina. Po powrocie do kraju pomyślałam sobie, iż nie będę narzekać na to, iż tu jest wszystko wybetonowane, szare i smutne, tylko zacznę się tym zajmować sama — dodaje. Zrobiło się przykro, gdy większość sadzonek wraz z ziemią skosił pan z podkaszarką. Podobny los spotkał angielskie maki wysiane na trawie przy Centrum Przesiadkowym Zawodzie.
Kwiaty, pomidory, dynie i ziemniaki. Sekretne akcje miejskich partyzantów ogrodniczych by zostać takim miejskim partyzantem ogrodniczym?
Odpowiedź brzmi — nie trzeba. Wystarczy odrobina zaangażowania i już można upiększać przestrzeń wokół nas. Ważne, aby na początek przynajmniej zrezygnować z drzew, a pozostać przy roślinach o drobnych układach korzeniowych. Pamiętajmy, iż pod ziemią mogą znajdować się różne instalacje, które można niechcący uszkodzić. Czasem trzeba się pogodzić z tym, iż nasze roślinki — mimo zabezpieczeń, opieki i dozoru — mogą paść ofiarą kosiarki. To trudne i przykre, ale może się zdarzyć — wtedy najlepiej pamiętać, iż robimy to dla przyrody, i nie poddawać się.
Skąd nasiona?
W dyskontach, sklepach ogrodniczych, a choćby czasem w drogeriach można znaleźć małe paczuszki z nasionkami kwiatów i warzyw — można spróbować od jednej takiej torebeczki. Druga technika to pozyskiwanie materiału do sadzenia z tego, co jemy — pestki dyni, słoneczników, pomidorów czy niektórych kwiatów można wysuszyć i zostawić na następny sezon ogrodniczy. Kwiaty cebulkowe są wieloletnie, więc raz posadzone wystarczą na wiele lat.

2 dni temu






