Klatki-łapki, fotopułapki i godziny spędzone w lesie – jak alarmują wolontariusze, nawet dziesięć psów mogło uciec podczas sobotniej akcji zamykania i protestu pod schroniskiem dla zwierząt „Happy Dog” w Sobolewie. Trzech zbiegów trafiło już pod skrzydła „Fundacji dla Szczeniąt Judyta”. Nieustannie trwają poszukiwania reszty zwierząt koordynowane przez wolontariuszkę Wiolę Paziewską, ale w działania zaangażowani są także specjaliści od odławiania zwierząt. Jak mówi wspierający akcję Tomasz Koper z Fundacji „Trop Warszawa”, stosują oni różne metody.
– Tam był sprzęt nagrywający, żeby sprawdzać, czy w miejsce karmienia przychodzą jakieś psy. Były klatki-łapki poustawiane. Zresztą z tego, co wiadomo, wyłapano chyba trzy psy i one trafiły do „Fundacji dla Szczeniąt Judyta” – mówi Koper.
Tomasz Koper podkreśla, iż wolontariusze cały czas działają w okolicznym terenie. Zwierzęta mogły się jednak już znacznie oddalić.
– Były pogłoski o ośmiu, może choćby dziesięciu psach, które się oddaliły, uciekły w trakcie tej całej akcji w schronisku. Z tego, co mi wiadomo, wyłapano kilka psów w klatki-łapki, zajmowali się tym pani Wiola Paziewska, Artur Wojciechowski-Jamor tam był na miejscu. Wytropiono, sprawdzono teren, tam już w tej chwili nie ma żadnego psa w okolicy schroniska – informuje Koper.
„Piekło zwierząt” w schronisku w Sobolewie
Schronisko „Happy Dog” w Sobolowie zostało zamknięte w ubiegłą sobotę decyzją powiatowego lekarza weterynarii. Przeciwko jego właścicielowi, Marianowi D., od ponad ośmiu lat toczy się proces sądowy. Mężczyzna jest w nim oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami. W dniu zamknięcia przed bramą schroniska w proteście zebrali się miłośnicy zwierząt, osoby prywatne i przedstawiciele organizacji prozwierzęcych, którzy domagali się poprawy warunków życia dla psów przetrzymywanych w tym miejscu. Grunt, na którym znajdowało się schronisko w Sobolewie, należy do gminy. Mieszkańcy i aktywiści wielokrotnie wcześniej apelowali do wójta Sobolewa Macieja Błachnio o rozwiązanie umowy z dzierżawcą, oskarżonym o znęcanie się nad zwierzętami Marianem D.
Będą kolejne zawiadomienia do prokuratury
Kolejne zawiadomienia w sprawie „schroniska grozy” w Sobolewie niedługo mają trafić do prokuratury – w związku ze znęcaniem się nad zwierzętami, ale również dotyczące niedopełnienia obowiązków przez pracowników służb, m.in. inspekcji weterynaryjnej i policji.
Jak mówił obecny w Sobolewie w dniu protestu i zamknięcia schroniska Grzegorz Bielawski, wolontariusz „Pogotowia Dla Zwierząt”, nigdy nie widział on, by psy ze schroniska „tak bardzo bały się człowieka”.
– Nie są to psy jakoś skrajnie zagłodzone, ale bardzo zaniedbane psychicznie, bardzo zaniedbane też fizycznie. Wrastające pazury, kamień nazębny, przerażenie, uległe oddawanie moczu na widok człowieka, dziczenie. Te psy tam mieszkały w „patobudach”, w jakichś wykopanych dziurach. Od dawna nie widziałem tak bardzo przestraszonych zwierząt – opisywał Bielawski.
Kije ze śladami krwi?
Organizacje biorące udział w akcji, po wkroczeniu na teren schroniska, znalazły przy boksach m.in. kije, którymi zwierzęta prawdopodobnie były bite. Przedmioty zostały zabezpieczone jako materiał dowodowy w sprawie przeciwko właścicielowi schroniska.
– Były takie kije, na których były ślady prawdopodobnie krwi, była jakaś taka substancja brunatna. No jest to niestety częsta praktyka w takich mordowniach, iż po prostu są kije. Nie dziwmy się zatem, iż ludzie dla tych psów wydają się zagrożeniem. Kiedy my wchodziliśmy do boksu, to wszystkie psy chowały się do budy. Przecież to jest nienaturalne. Przecież wszystkie psy powinny podchodzić do krat – mówił Bielawski.
Teraz zwierzęta odratowane ze schroniska w Sobolewie przechodzą szczegółowe badania u lekarzy weterynarii, zoopsychologów i behawiorystów.
– Wszystkie te psy zostały umieszczone w placówkach i domach tymczasowych. Po kolei trafiają do lekarzy weterynarii, którzy robią im badania krwi, morfologię, biochemię, którzy oceniają ich stan fizyczny, psycholodzy zwierząt oceniają stan psychiczny. Na ten temat powstanie bardzo obszerna dokumentacja lekarsko-weterynaryjna – wyjaśniał wolontariusz.
Kontrola NIK w Sobolewie
Jak na początku tygodnia przekazał rzecznik Najwyższej Izby Kontroli Bartłomiej Pograniczny, w sobolewskim urzędzie gminy i w samym schronisku przeprowadzany jest w tej chwili audyt.
– Urzędnicy byli w urzędzie gminy do godz. 19:00 zbierali dokumenty. Wiem już, iż na pewno będą wchodzić do schroniska niezależnie od postępowania prokuratorskiego. Zobaczą, jak wygląda sytuacja na miejscu – informował Pograniczny po pierwszym dniu kontroli.
Rzecznik Pograniczny przypomniał, iż planowana jest także kontrola w Powiatowym Inspektoracie Weterynarii w Garwolinie, który prowadził nadzór nad schroniskiem w Sobolewie. Kontrolerzy będą sprawdzać, co było przyczyną braku zdecydowanej reakcji inspektoratu, dlaczego wcześniej nie wskazywał on na problemy, a nagle zdecydował o zamknięciu schroniska. Tam kontrola rozpocznie się jeszcze w tym tygodniu, a najpóźniej na początku przyszłego.
Oficjalne przyczyny zamknięcia „Happy Dog”
Jak informuje Główny Lekarz Weterynarii Paweł Meyer, brak rejestrów zwierząt to jedna z przyczyn zamknięcia schroniska „Happy Dog” w Sobolewie. Weterynarz dodaje, nieprowadzenie przez zarządcę schroniska ewidencji wykazała już zeszłoroczna kontrola.
Teraz NIK sprawdza między innymi warunki, w jakich przebywały zwierzęta. W schronisku przetrzymywano prawie 200 psów. Niektóre w dniu zamknięciu schroniska odnalezione zostały z ogromnymi guzami i otwartymi ranami. Po zamknięciu azylu, 240 zwierząt trafiło do „Wojtyszek”, schroniska na terenie województwa łódzkiego.

2 godzin temu







