W tym przypadku można mówić już chyba tylko o powolnej agonii i oczekiwaniu na koniec. Zabytkowy budynek, który mógłby być prawdziwą perełką Maszewa, po prostu się rozpada.
Maszewo to miasteczko, w którym zachowało się, przede wszystkim w okolicach rynku, sporo starych budynków. Można je znaleźć również na obrzeżach miejscowości, tu jednak ze stanem zabytkowych obiektów jest bardzo różnie, w porywach do fatalnie. Za modelowy przykład posłużyć może tutaj piękny przed laty „domek”, zlokalizowany pomiędzy ul. Bartosza Głowackiego a stawami.
Teren, na którym stoi ten budynek, był kiedyś własnością rodu von Everstein, do którego Massow należało. Jego ośmiokątna wieża, jak informuje lokalny pasjonat historii Piotr Teofilewski, był niegdyś pasieką (niemiecka nazwa Bienenhaus), drugą, większą część postawiono w 1920 roku dla opiekuna działającego w sąsiedztwie domu dziecka, a całość potocznie nazywano Domem Ogrodnika.


Pod koniec lat 20-tych ubiegłego wieku zamieszkiwało tam małżeństwo Gertrud i Fritz Kröhnke, w 1943 roku Fritz zginął jednak na wojnie, a jego żona dwa lata później uciekła przed zbliżającym się frontem w marcu. Po wojnie zakwaterowano tam wielodzietną polską rodzinę, która mieszkała tam do momentu, w którym budynek zaczął się rozpadać.
Obiekt został wpisany do rejestru zabytków w 2000 r., jest jednak własnością prywatną, a jak widać na zdjęciach nigdy nie doczekał się poważniejszego remontu. Dzisiaj to, niestety, dogorywająca rudera, prawdopodobnie zniszczona nie tylko przez upływający czas.
Zdjęcia archiwalne pochodzą ze zbiorów Piotra Teofilewskiego.

5 dni temu







