Dziennik, wpis z grudnia
Siedziałem dzisiaj przed lustrem, bo Magda prosiła, żebym sprawdził, jak wyglądają jej nowe usta pomalowała się tą samą szminką Wiśniowy Sad. Zawsze powtarzałem, iż bardzo jej pasuje. Chociaż oboje jesteśmy już w tym wieku, gdzie nie czeka się na cuda, życie jakby zrobiło nam psikusa. No bo wyobraźcie sobie poznaliśmy się na przystanku autobusowym! Ustąpiłem jej miejsca, podziękowała, zagadaliśmy. Minęły trzy miesiące, a mam wrażenie, jakbyśmy znali się od zawsze.
Felek, co sądzisz? zapytała Magda kota, który rozłożył się na parapecie i obserwował wróble za oknem. Ładnie?
Felek miauknął, jakby chciał powiedzieć, iż wszystko jest na swoim miejscu.
Felek jest z Magdą już pięć lat dokładnie od dnia, w którym pochowała męża. Przygarnęła wtedy maleńkiego kociaka do pustego mieszkania i powiedziała: Będziemy razem smucić się. A wyszło tak, iż po prostu zaczęli żyć na nowo razem.
Mądry kot. Wie, kiedy jest źle wtedy przychodzi się przytulić, zamruczy. Gdy jest dobrze biega po całym mieszkaniu, jakby cieszył się szczęściem Magdy. Do tego codziennie budzi ją o świcie, delikatnie uderzając łapką po policzku.
Rozbrzmiał dźwięk telefonu.
Magdusiu, już jadę! w słuchawce głos Andrzeja brzmiał radośnie, choćby odświętnie. Dziś wszystko ostatecznie omówimy.
Dobrze zaśmiała się Magda. Czekam!
Dziś miał przywieźć klucze do swojego mieszkania. Podjęli decyzję: będą mieszkać razem! W jego dwupokojowym z widokiem na Motławę, przestronnym, jasnym i pachnącym morzem. Magda wyobrażała sobie już wspólne śniadania na balkonie i Andrzeja czytającego Gazetę Wyborczą.
Felusiu nachyliła się do kota przeprowadzamy się. Spodobają ci się nowe okna, będzie więcej ptaków na podglądanie!
Kot przeciągnął się, zeskoczył z parapetu i otarł o jej nogi.
Jasne, oczywiście iż cię biorę. Przecież nie zostawię!
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
Andrzej wszedł z bukietem tulipanów i szerokim, przebojowym uśmiechem. Elegancki, zadbany, w nienagannym garniturze typowy przedstawiciel lokalnego biznesu.
Moja piękna! pocałował ją w policzek. Gotowa na nowy rozdział?
Gotowa! promieniała Magda. Wchodź, nastawię wodę na herbatę.
Przy kuchennym stole Andrzej podniósł pęk kluczy i z powagą położył je na stole.
Tu są powiedział. Klucze do naszego wspólnego gniazda.
W tym momencie Felek pojawił się na progu, podszedł, powąchał przybysza.
Znowu ten zwierz… Andrzej zmarszczył się lekko. Magda, chciałem z tobą pogadać.
O czym? wyczuła w jego głosie chłód.
Wiesz… Mieszkanie nowe, pachnie świeżością po remoncie. A koty, wiadomo… wszędzie sierść, kłaki, zapach. Szczerze? Mam na nie alergię.
Magda oniemiała z filiżanką w dłoni.
Chcesz powiedzieć…
Nie zamierzam mieszkać z kotem powiedział to spokojnie, prawie neutralnie, jakby chodziło o jakąś niepotrzebną rzecz. Sama zdecyduj, co z nim zrobić.
Te słowa padły jak kubeł zimnej wody.
Felek usiadł u jej nóg, patrzył tymi swoimi bursztynowymi ślepiami. Raz na Magdę, raz na Andrzeja. I tak bardzo ludzko, ze zrozumieniem.
Andrzej w końcu wyszedł, klucze zostały na stole. Magda siedziała dalej, wpatrując się w nie i zastygłym, ledwie tkniętym kubkiem herbaty.
Kot wskoczył jej na kolana i zaczął cicho mruczeć, tak jak umiał najbardziej koić.
Co mam robić, Felusiu? wyszeptała, głaszcząc jego miękkie futro. Co ja mam zrobić?
W głowie brzmiał głos Andrzeja: Sama zdecyduj.
Jak miałaby to zrobić? Przecież przez ostatnie pięć lat Felek był jej rodziną, wsparciem, jej sensem po śmierci męża. Pamięta wszystko: jak pierwszy raz przyniosła mruczącego malucha do domu, jak poiła z pipetki, doglądała chorego, aż w końcu wskoczył jej na kolana i pierwszy raz zamruczał.
Przez te wszystkie lata wspólne śniadania, wieczory przy serialu, Felka tulącego się, gdy była chora, kot przynoszący swoją ulubioną piłeczkę, jakby mówił pograj ze mną, będzie ci lepiej.
Felek podniósł głowę, spojrzał jej w oczy odpowiedział całym sobą.
Magda przez chwilę zamierzała zadzwonić do Zosi, sąsiadki z klatki, ale się rozmyśliła. Co mogła powiedzieć? Pewnie doradziłaby: Magda, to przecież tylko zwierzak, a Andrzej to szansa na szczęście…
Ale czy na pewno?
Wyjrzała przez okno. Za oknami biało, śnieg przykrył podwórko. Grudzień. Niedługo święta, nowy rok. Marzyła, żeby tego nie spędzać samotnie.
No dobra zdecydowała w końcu. Pogadam z weterynarzem, popytam, może znajdziemy Felkowi dobry dom.
Ale serce buntowało się choćby przy tych słowach.
Poszła do sąsiadki pani Haliny z trzeciego piętra, tej co karmi bezdomne koty.
Pani Halinko, nie zna pani kogoś, kto przygarnie naprawdę dobrego, mądrego kota?
Felka? spojrzała zdumiona. Co się stało?
Przeprowadzam się. Tam… nie można ze zwierzętami.
Seniorka długo milczała.
Magdo, przecież ty uratowałaś Felka, jak był typowym bidulkiem! Taki kot to rodzina. Jak możesz go oddać? pokręciła głową. Nie znam nikogo i nie zamierzam. Oddanie kota po tylu latach? Dla mnie to zdrada.
To słowo zdrada zabolało Magdę jak policzek. gwałtownie pożegnała się i wróciła do domu.
Felek oczywiście czekał pod drzwiami. Od razu się przytulił, zamruczał. I wtedy Magda pojęła, iż on wszystko wyczuwa.
Przepraszam szepnęła, klękając i biorąc go w ramiona.
Wieczorem zadzwonił Andrzej:
Jak tam sprawa z kotem? zapytał bez ogródek.
Na razie szukam mu domu odpowiedziała cicho.
Magda, przestań się rozczulać. Ja potrzebuję poważnej kobiety. Chcesz być ze mną, czy nie? Ja nie wyobrażam sobie szczęśliwego życia z kotem.
Daj mi trochę czasu.
Niedługo święta, chcę żebyś już była u mnie.
Po rozmowie Magda długo siedziała w ciszy. Felek leżał obok, czasem tylko patrzył na nią z troską.
Przecież on ma rację powiedziała w końcu do kota. Ty jesteś tylko zwierzęciem, a on… może to ostatnia szansa?
Ale już wiedziała, iż to nie są jej myśli.
Trzeciego dnia zadzwoniła Zosia.
Magda, co się dzieje? Czemu taka przybita?
Opowiedziała wszystko. O ultimatum, szukaniu domu dla kota i swoich wątpliwościach.
On tak ci powiedział? przerwała Zosia. Że masz wybrać? Kot albo on?!
Tak wyszło…
Wiesz co będzie dalej? Najpierw każę ci pozbyć się kota, potem zabroni nosić to, w czym chodzisz, potem odetnie od znajomych. jeżeli facet zaczyna od warunków, zawsze znajdzie powód do kolejnych.
Ale jak zostanę sama? Znów sama?!
A Felek, to nie ktoś, kto jest z tobą?
Magda zamilkła.
Po tej rozmowie usiadła obok Felka.
Powiedz mi szczerze, koteczku. jeżeli cię oddam, zatęsknisz? zapytała.
Kot zamruczał głęboko.
A ja? pogłaskała go Czy będę szczęśliwa, wiedząc, iż cię zdradziłam?
Felek podniósł głowę i spojrzał na nią tak, jak tylko kot potrafi. Całą prawdą.
Zadzwonił telefon znowu Andrzej.
Magda, jutro sobota. Przyjadę po ciebie. Mam nadzieję, iż sprawę Felka już rozwiązałaś?
Spojrzała na kota, leżącego spokojnie na poduszce.
Muszę się jeszcze zastanowić powiedziała.
O czym tu w ogóle myśleć? zirytował się. Zwierzę czy szczęście? Zastanów się raz jeszcze. Ostatni raz.
Odkładając słuchawkę, usłyszała już tylko mruczenie Felka.
Ostatni raz… powtórzyła. Ładne słowa.
Dopiero wtedy poczuła prawdziwy lęk. Nie przed samotnością. Przed tym, iż prawie zrezygnowała z kogoś, kto nigdy nie kazał jej wybierać.
Ranek w sobotę był szary i mglisty. Obudziła się wcześnie, bo spać nie mogła. Przez sen widziała długi korytarz, na końcu stał Andrzej i Felek. Musiała wybrać. Wstała z ciężkim sercem.
Felek ogrzewał nocą jej stopy, a gdy zobaczył, iż już nie śpi, wskoczył jej na poduszkę.
Dzień dobry, kocurze szepnąłem jej do ucha.
Zaparzyłem Magdzie herbatę, nasypałem Felkowi karmę, zmieniłem wodę. Ręce mi drżały.
Co mam zrobić, co? mówiła do kota spokojnie jedzącego śniadanie.
Spojrzał na nią uważnie i znowu tym spojrzeniem, w którym było wszystko. Pomyślałem: może faktycznie nie jestem gotowy na poważny związek… A może po prostu nie chcę zdradzić tego, kto nigdy mnie nie zostawił?
Po jedenastej zadzwoniła Zosia.
Magda, jak się czujesz? Podjęłaś już decyzję?
Nie wiem, serce mówi jedno, rozum drugie westchnęła.
Co mówi serce?
Zamilkła na chwilę, patrząc na Felka na parapecie.
Że nie mogę go zostawić.
No i o to chodzi! Facet, który każe wybierać między sobą a zwierzakiem, nie jest wart zachodu!
Wyłączyła telefon i poszła do ulubionego fotela Felek zaraz wgramolił jej się na kolana.
Zgadza się, Feluś. Nie jestem sama powiedziała cicho.
Kot zamruczał jeszcze mocniej, jakby wiedział, iż wygrał.
Może prawdziwy mężczyzna pokocha i mnie, i ciebie? przemknęło jej przez głowę.
O drugiej dzwonek do drzwi. Andrzej z walizką, surową miną.
Gotowa? wszedł bez przywitania, rozejrzał się. Mam nadzieję, iż kot już u kogoś?
Akurat wtedy z kuchni wyszedł Felek. Zatrzymał się, spojrzał.
Przecież prosiłem! zirytował się Andrzej.
Postanowiłam, Andrzeju. Nie zostawię Felka. Nie dam rady.
Zastygł. Oczy mu pociemniały.
To znaczy?
Jestem z nim już pięć lat. Jest moim przyjacielem.
A ja kim jestem dla ciebie? zapytał chłodno.
Spojrzenie Magdy spoważniało. Zobaczyła przed sobą kogoś, kto zawsze musiał postawić na swoim.
Jesteś mi bliski powiedziała ale Felek nigdy nie kazał mi wybierać.
Ty porównujesz mnie do kota?
Nie porównuję nikogo. Po prostu Felek mnie lubi bezwarunkowo.
Magda, to niemożliwe. Dla zwierzęcia burzysz swoje życie?
Nie burzę. Chronię to, co dla mnie najważniejsze.
W tym momencie Felek przyszedł do Magdy, otarł się o jej nogi. Magda podniosła go i przytuliła.
Wiesz co Andrzej zadrżał głosem powinnaś się przyzwyczaić do tego, iż czasem musisz wybierać. Ja mógłbym ci dać wygodne życie. A ty z powodu kota…
On nie jest tylko kotem przerwała mu. On jest Felkiem. Moim Felkiem.
Co on takiego w sobie ma?! zirytował się Andrzej.
I wtedy Magda została już całkowicie pewna.
Masz rację powiedziała spokojnie. On nigdy nie postawił mi warunków.
Zdjął płaszcz, stał blady. W końcu wyszedł, trzaskając drzwiami.
Magda została sama. Przeszła do kuchni, usiadła do stołu.
Felek zaparkował się na jej kolanach.
No i tak powiedziała mu. Znowu jesteśmy sami. Ale chyba dobrze się stało.
Patrzył na nią jednym okiem i znowu zaczął mruczeć. I nagle poczuła ulgę. Prawdziwą ulgę.
Wiesz co, Felusiu, myślę, iż dobrze wybraliśmy.
I od tamtej pory życie wróciło na swoje miejsce.
Marzec. Za oknem krople, słońce, pierwsze ptaki. Magda hoduje fiołki, okna pełne kolorowych doniczek.
Felek, zobacz, jaki ładny kwiat! pokazała kotu nową sadzonkę.
Felek powąchał, zamruczał z aprobatą.
Minęły trzy miesiące. Najtrudniejsze nie było samotność, ale myśli: Może straciłam ostatnią szansę?. Ale potem przyszła praca Magda znów zaczęła udzielać lekcji muzyki. Małą Marysię i nastoletniego Bartka. W mieszkaniu znowu słychać śmiech i pianino.
Proszę pani, a kto to? Marysia przywitała kota z zachwytem.
To Felek, mój przyjaciel.
Mogę pogłaskać?
Oczywiście.
Felek pozwolił się pogłaskać i zamruczał znak, iż go zaakceptował.
Ostatnio miało miejsce coś ciekawego. Spotkałem sąsiada z piątego piętra pana Wiesława, emerytowanego nauczyciela, wdowca. Zagadaliśmy:
Ma pan pięknego kota uśmiechnął się.
Dziękuję. Miał pan kiedyś zwierzęta?
Oczywiście, owczarka Benka. Zmarł ze starości dwa lata temu. Wciąż myślę, czy nie przygarnąć kogoś nowego…
Porozmawialiśmy godzinę, potem jeszcze nie raz. Pan Wiesław był kulturalny, ciepły, poczciwy.
A kot nie obrazi się na gościa? zapytał któregoś dnia.
Felek dobrze wyczuwa ludzi. Z tych, którzy nie lubią dobrych osób, śmieje się pod wąsem.
Chyba przeszedł test. Z miejsca.
Gdy teraz patrzę, jak Felek wygrzewa się na słońcu, jestem spokojny. Nie tak miało być, ale przecież i tak jest dobrze. Magda zaparza dwie herbaty, Felek wskakuje na jej kolana.
Dziękuję ci szepcze iż nauczyłeś mnie miłości bez warunków.
Felek odpowiada mruczeniem ciepło, swojsko.
Już się nie boję samotności. Bo wiem z kimś, kto kocha cię po prostu tak, jaki jesteś, nigdy nie jesteś sam.
To moja życiowa lekcja nie wolno rezygnować z siebie ani prawdziwych przyjaciół dla tych, którzy nie potrafią dać tego samego.




