Jedyna Życie: Opowieść o Odwadze i Marzeniach

4 godzin temu

Jedno jedyne życie
Gorąco rozkłada w Murce od środka. To nie jest pierwszy raz, ale jeszcze piętnaście dni temu kotka znalazła resztki niskiej trawy, ledwie dotkniętej pierwszym, jeszcze nieśmiałym przymrokiem. Murka zjadła ją całą, wgryzając się aż do samego korzenia w twardą ziemię. Poczuła się lżej, tak łatwo, iż prawie zapomniała, jak wtedy było źle. I znowu

Tego zioła kotka już nie znajdzie, i choćby gdyby, mało by jej pomogło. Jednak lecznicza roślina mogła przynajmniej stłumić ten głośny, niszczący żar rozprzestrzeniający się gdzieś w dolnej części klatki piersiowej i wędrujący w głąb brzucha. Kto twierdzi, iż kot ma dziewięć żyć? Ma tylko jedno, małe, niewidoczne, a jednak tak ciepłe, otulające falą tych, których potrafi pokochać. Życie to nie da się odrodzić, ale można je oddać. Podarować, jeżeli kot tego pragnie.

Murka chce Chwyta wszystkimi łapami swoją maleńką egzystencję i nie chce tak po prostu stracić jej w wieczności. Zaczyna szukać na ulicach Innych Ludzi, którzy już utracili swoje życia. Nie różnią się od pozostałych: chodzą, mówią, jedzą i śpią. Jedynie to, co trzyma ich przy ziemi, rozpłynęło się w nieskończoności. Wraz z tym odejściem skończyło się drugie życie. Ci, co stracili, zamieniają się w Innych

Utracili dziecko, ukochaną, rodziców, zostali zdradzeni przez najbliższych przyjaciół. Rozczarowani życiem, wiarą, Bogiem, wszystkim, w co kiedyś wierzyli. Po prostu żyją jako puste skorupy, androidy bez duszy, jedynie zdolne do mowy i połykania jedzenia. Człowiek takiego nie dostrzega, ale koty widzą i omijają szerokim łukiem. W pobliżu Innych nie ma miejsca dla kotów.

Teraz Murka sama zaczyna szukać spotkań z nimi. Kotka przychodzi na zatłoczone miejsce przy przystanku w Warszawie, zajmuje ciche stanowisko i czeka, niewidoczna, obserwując. Wokół ludzie ciepło oddychają, z własnymi troskami i radościami. Murka czeka długo, gdy już prawie traci nadzieję i chce odejść, nagle odczuwa lodowaty podmuch, który przerywa jej rozgrzaną duszę.

Kobieta młoda, piękna Nie wyróżnia się w tłumie, a jednak Murka wyczuwa. Czuje zimny próżnię, dzwoniącą pustkę i rozpuszczające się w resztkach duszy rozczarowanie. Murka skacze, zatrzymana przez falę bólu, i rzuca się w stronę Innej.

Jadwiga nie rozumie, skąd nagle wyłonił się kot. Jasny punkt ląduje pod jej stopami, krzyczy ostrym, skrzypiącym głosem i nie odrywa od niej swoich dużych, pięknych oczu. Kobieta pochyla się, tylko po to, by pogłaskać Ale Murka, obejmując przednimi łapami ludzkie nadgarstki, wspina się po ręce i zatrzymuje przy ramieniu. Przyczepiając pyszczek do przedniej dziury i wbijając pazury w ubranie, nie zamierza odpuścić tej kobiety.

Inni i tak… Dla nich łatwiej jest wziąć kota ze sobą, niż zadrzeć go na ulicy. Jadwiga nie stawia oporu. Nie ma siły. I kotka już nie ma siły. Gdyby Jadwiga chciała, bez wysiłku odrzuciłaby Murkę. Dwa wyczerpane stworzenia znalazły się nawzajem.

W nocy, nie spotykając oporu, Murka przeciska się pod kołdrą Jadwigi. Nie wie, co robić, i działa intuicyjnie. Centymetr po centymetrze układa się na zimnym ciele. Gorąco własnego podtłaczania pcha ją Murka musi zdążyć.

Czwartą noc Jadwiga nagle się budzi Przypomnienie o własnym dziecku, utraconym przy narodzinach, wycofuje się.

Będę czekać, mamo Ale nie teraz. Jakże dobrze, iż mnie puściłaś!

Jadwiga zapomina, co to pokrywać się potem, czuć strach, żal, litość. adekwatnie już nic nie czuje Murka, leżąca na jej brzuchu, patrzy na Jadwigę, migocząc w ciemności oczami jak małe ognie.

Boże, jakaś gorąca

Z tymi słowami Jadwiga zaczyna dotykać kota O Boże, jaki twardy i gorący brzuch. Ojej, jak jej boli! Kotka przy dotyku lekko i chrapliwie jęczy.

Murka jest wściekła i rozczarowana Prawie oddała swoje życie, gdy nagle Jadwiga się wybudza i zaczyna ugniatać jej i tak już bolący brzuch. Teraz nie ma ulgi, a cierpienia nie da się uniknąć Nie uratowała cudzej duszy, a własnej już nie utrzymać nie ma sił.

Kto twierdzi, iż kot ma dziewięć żyć? Ma tylko jedno, które może oddać, podarować, gdy zajdzie taka potrzeba. Ale Jadwiga nie potrzebuje kociej ofiary

Jeszcze kilka godzin i nie udałoby się nic uratować.

Weterynarz uspokaja płaczącą kobietę, która w środku nocy wpadła do przychodni z kotem, przerywając swój spokojny dyżur.

Ból minie, jeszcze go obserwuję i będziecie mogli odebrać. Nie płaczcie już Zrobiliście to!

Kota nie ma dziewięciu żyć. Ma tylko jedno, które może oddać, jeżeli zechce. A jeżeli i wy zechcecie, możecie przywrócić życie z powrotem. To właśnie to, którym podzieliła się z wami.

Idź do oryginalnego materiału