30 października, wtorek
Gorąco rozszalało się we mnie, tak jakby słońce wkrajało się pod skórę. To nie był pierwszy raz, ale jeszcze dwadzieścia dni temu moja kotka Misia natrafiła na resztki niskiej trawy przydrożnej, jeszcze lekko przemarzniętej pierwszym, nieśmiałym przymrozkiem. Zjadła ją całą, wgryzając się aż po same korzenie w twardą ziemię. Nagle poczuła ulgę, tak wielką, iż prawie zapomniała, jak było wcześniej źle. I znowu
Tego zioła już nie udało się jej znaleźć, a i tak już nie mogłoby jej tak bardzo uratować. Jednak roślina lecznicza mogła przynajmniej przytłumić ten rozpalający, niszczący żar, który rozprzestrzenia się w dolnej części komórki gruczołowej i sięga głęboko w brzuch.
Kto powiedział, iż kot ma dziewięć żyć? Ona ma tylko jedno małe, niewidoczne, ale tak ciepłe, otulające falą wszystkich, których potrafi pokochać. To życie nie da się przywrócić, ale można je oddać. Ofiarować, jeżeli kot tego chce.
Misia chciała Wszystkimi łapkami trzymała się tej maleńkiej iskierki istnienia i nie chciała tak po prostu stracić jej w otchłani. Zaczęła spoglądać na ulicę, szukając Innych Ludzi, którzy już utracili swoje życie. Nie różnili się od reszty chodzili, mówili, jedli i spali. Tylko to, co trzymało ich przy ziemi, odeszło, rozpuszczając się w wieczności. Gdy to zniknęło, zgasła też ich druga egzystencja. Straceni zamieniali się w Innych
Ci, którzy stracili dziecko, ukochaną, rodziców, zostali zdradzeni przez najbliższych przyjaciół. Zawiedzeni w życiu, w Bogu, we wszystkim, w co kiedyś wierzyli Stały się jedynie trybikami, androidami pustymi ciałami, zdolnymi jedynie do mówienia i połykania jedzenia. Człowiek ich nie dostrzega, ale koty widzą i omijają ich szerokim łukiem. W pobliżu Innych nie ma miejsca dla kotów.
Teraz jednak sama Misia zaczęła szukać spotkań z nimi. Wkroczyłam w tłoczne miejsce i zająłem swój posterunek nieopodal przystanku przy Marszałkowskiej. Usiadłam tak, by nie rzucać się w oczy, i zaczęłam uważnie obserwować. Wokół ludzie ciepło oddychali, zmagając się z problemami i radościami. Czekałam długo, aż prawie rozczarowałam się i chciałam odejść, gdy nagle poczułam lodowaty podmuch na rozgrzaną duszę.
Kobieta młoda, piękna Nie wyróżniała się w tłumie, a jednak Misia wyczuła ją. Czuła zimny próżny pustką i rozpływające się w popiołach rozczarowanie. Skoczyłam, przerażona nagłym dreszczem, i rzuciłam się w kierunku jej stóp.
Bogna nie wiedziała, skąd nagle wyłonił się kot. Jasny punkt pod jej butami, krzyczący przerywany głos i nieodstąpające od niej duże, piękne oczy. Kobieta pochyliła się, by położyć dłoń… ale Misia, oplatając przednimi łapami ludzkie nadgarstki, wspięła się po ramieniu i zatrzymała przy szyi. Wcisnęła pyska w przedsionkową zagłębienie i mocno zahaczyła pazurami o ubranie, nie zamierzając odpuścić tej kobiety.
Inni i tak byli. Dla nich łatwiej było wziąć kota ze sobą niż odgarnąć go z ulicy. Bogna nie stawiała oporu; nie miała siły. Dla kota już jej nie było. Gdyby Bogna chciała, bez wysiłku wyrzuciłaby Misę. Dwa wyczerpane stworzenia odnalazły się nawzajem
Nocą, nie napotykając sprzeciwu, kot wślizgnął się pod kołdrę Bogny. Nie wiedziała, co zrobić, i działała instynktem. Centymetr po centymetrze położyła się na zimnym ciele. Gorąco własnego oddechu pchało ją naprzód Musi zdążyć.
W czwartą noc Bogna nagle otworzyła oczy Przypomnienie własnego dziecka, które zginęło przy porodzie, wyłoniło się w migotliwym blasku.
Będę czekać, mamo Ale nie teraz. Jakże dobrze, iż mnie wypuściłaś!
Bogna zapomniała, jak to jest pokrywać się potem, odczuwać strach, żal, litość. choćby jakiekolwiek emocje. Kot leżący na jej brzuchu patrzył na nią, migocząc w ciemności ognistymi oczami.
Boże, jakaż jesteś gorąca
Z tymi słowami Bogusia zaczęła dotykać kota O Boże, jaki twardy i gorący brzuch. O, jak bardzo boli! Misia przy dotyku wydała ciche, skrzypiące jęki.
Misia była wściekła i rozczarowana Praktycznie przekazała już swoje życie, gdy nagle Bogusia się przebudziła i zaczęła ugniatać jej już i tak bolący brzuch. Teraz nie da się uniknąć cierpień Nie uratowała cudzej duszy, a własnej już nie utrzymała sił.
Kto powiedział, iż kot ma dziewięć żyć? Ma tylko jedno, które może oddać, podarować, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Ale Bogna nie potrzebowała kociej ofiary
Jeszcze kilka godzin i mogłyby nie uratować
Weterinarka uspokajała płaczącą kobietę, która w środku nocy wpadła do przychodni z kotem, przerywając spokojny dyżur.
Krew się uspokoi, jeszcze ją zaobserwuję i będziecie mogli zabrać ją do domu. Nie płaczcie już Zdołaliście!!!
Kot nie ma dziewięciu żyć. Ma tylko jedno, które może oddać, gdy zechce. A jeżeli zechcecie, możecie przywrócić życie z powrotem. To właśnie to, którym podzieliła się ze mną.

10 godzin temu





