Jak się okazuje, czasem wystarczy jedno słowo, jedna litera w nazwie miejscowości i brak weryfikacji informacji. Kilka dni temu przekonali się o tym pracownicy Biblioteki Publicznej w Rudniku (powiat krasnostawski). Zwykłe ogłoszenie o zajęciach feryjnych dla dzieci, opublikowane w mediach społecznościowych, stało się początkiem fali bezpodstawnych oskarżeń, hejtu i agresywnych komentarzy.Źródłem całego zamieszania było pomylenie gminy Rudnik w powiecie krasnostawskim z miejscowością Rudniki, w której rozgrywała się zupełnie inna sprawa – dotycząca kobiety rzekomo znęcającej się nad zwierzętami. Choć oba miejsca nie mają ze sobą nic wspólnego, część internautów nie sprawdziła informacji i błędnie powiązała ją z biblioteką w Rudniku.Skąd wzięło się nieporozumienie?Źródłem całego zamieszania był film opublikowany 24 stycznia w mediach społecznościowych przez Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt. Na nagraniu pokazano psy przebywające na łańcuchach, w warunkach świadczących o zaniedbaniu. Osoba występująca w materiale mówi o kobiecie, która – jak pada na nagraniu – „znęca się nad zwierzętami”, posługując się imieniem „Wiolka”. Film gwałtownie zyskał dużą popularność w sieci. Materiał odnotował ponad 32 tysiące reakcji, co przełożyło się na jego szeroki zasięg i lawinowe udostępnienia. To właśnie ta skala sprawiła, iż część odbiorców, nie weryfikując informacji, zaczęła błędnie łączyć przedstawioną sytuację z innymi miejscowościami o podobnych nazwach – w tym z gminą Rudnik w powiecie krasnostawskim, choć nagranie nie dotyczyło tej gminy ani lokalnej biblioteki. Hejt pod postem o feriachGdy biblioteka w gminie Rudnik opublikowała na swoim profilu informację o zajęciach dla dzieci w czasie ferii zimowych, pod wpisem zaczęły pojawiać się komentarze pełne oskarżeń i hejtu. Internauci pytali, czy zajęcia poprowadzi „pani Wiola” – osoba kojarzona ze sprawą zwierząt, która nie miała żadnego związku z gminą Rudnik. Pojawiały się choćby sugestie, iż „taka osoba nie powinna pracować z dziećmi”. Problem w tym, iż w bibliotece w gminie Rudnik nigdy nie pracowała żadna osoba o takim imieniu, a cała sytuacja była efektem zwykłej pomyłki i braku weryfikacji informacji. Łatwo więc powstało popularne ostatnio zjawisko internetowego efektu kuli śnieżnej.Wobec narastającej fali hejtu biblioteka opublikowała oświadczenie, apelując o odpowiedzialność i zapowiadając zgłaszanie oczerniających wpisów odpowiednim służbom.„Prosimy Państwa – upewnijcie się, jeżeli kogoś oskarżacie, iż chodzi Wam o adekwatną osobę. Nasza Biblioteka znajduje się w Gminie Rudnik, powiat Krasnystaw. Wszystkie posty oczerniające naszą instytucję i osoby w niej pracujące zostaną zgłoszone odpowiednim służbom.”Głos zabrał również Urząd Gminy w Rudniku. - "Prosimy o zaprzestanie rozpowszechniania nieprawdziwych informacji. Sytuacja, do której Pani nawiązuje, nie miała miejsca w Rudniku, a w miejscowości o podobnej nazwie. Zachęcamy do bardziej uważnej analizy materiałów prasowych. Przypominamy także, iż naruszanie dóbr osobistych instytucji i ich pracowników może skutkować odpowiedzialnością prawną".„Szok to mało powiedziane”Z dyrektorką biblioteki Anną Antoszczak rozmawialiśmy telefonicznie. Jak podkreśla, skala reakcji była dla pracowników instytucji ogromnym zaskoczeniem.– Szok to mało powiedziane. Mówimy o dwóch zupełnie różnych miejscach: gminie Rudnik i miejscowości Rudniki, które zostały ze sobą błędnie utożsamione. To inne sprawy, inne osoby i zupełnie inna instytucja. Wszystkie osoby prowadzące zajęcia są sprawdzane. Nigdy nie dopuściłybyśmy do sytuacji, która mogłaby zagrozić dzieciom. Tym bardziej bolesne było to, iż hejt spadł na instytucję, która zajmuje się edukacją, kulturą i promocją czytelnictwa. Jesteśmy biblioteką, miejscem promującym czytelnictwo. A tu okazało się, iż ludzie nie czytają uważnie. Jedna litera w nazwie miejscowości wystarczyła, by wywołać lawinę oskarżeń - wyjaśniła nam dyrektor.Pod postem pojawiło się blisko 40 komentarzy, również od osób spoza regionu. Jak relacjonuje dyrektorka, część profili wyglądała na fikcyjne.– Nagle nasza biblioteka stała się „znana” w całej Polsce – Wrocław, Łódź, inne miasta. Nie w dobrym sensie. Odnosiłyśmy wrażenie, iż część tych kont została stworzona tylko po to, by nakręcać dyskusję i pogłębiać hejt. Po blokowaniu kont i usuwaniu komentarzy sytuacja zaczęła stopniowo wygasać - przyznaje Anna Antoszczak. Mieszkańcy stanęli w obronieW tej sytuacji najważniejsze okazało się wsparcie lokalnej społeczności. Mieszkańcy gminy Rudnik zaczęli publikować komentarze wyjaśniające pomyłkę i prostujące nieprawdziwe informacje.– Bardzo za to dziękujemy. To było dla nas niezwykle ważne. Jesteśmy małą instytucją. I żadna z osób pracujących u nas nie jest „panią Wiolą”. Ta sytuacja dotknęła nas bardzo osobiście - przyznaje dyrektorka biblioteki. Ta sprawa pokazuje, jak łatwo w internecie o krzywdę wyrządzoną na podstawie niezweryfikowanej informacji. Jedno nieporozumienie, jedna pomyłka w nazwie miejscowości i wylewa się fala hejtu, która uderza w niewinnych ludzi. To także mocne przypomnienie, iż zanim oskarżymy - warto najpierw sprawdzić, doczytać, zanim się coś napisze. Hejt w przestrzeni internetowej stał się dziś zjawiskiem powszechnym. Dotyka niemal każdego - szczególnie osoby publiczne, instytucje i pracowników działających na rzecz lokalnych społeczności. Łatwo zapomnieć, iż po drugiej stronie ekranu są realni ludzie, a nie anonimowe profile. Słowa – choćby te pisane szybko, z poziomu klawiatury czy telefonu – mogą ranić, niszczyć reputację i pozostawiać trwały ślad.Czytaj także: