Od pewnego czasu śledzę radosną twórczość tzw. aktywistów zrzeszonych w powstających niczym grzyby po deszczu stowarzyszeniach i fundacjach. Aktywizm powstał w XIX wieku, w PRL przybrał formę konspiracji, a z czasem jawnej walki z komuną, od protestów robotniczych (Poznań ’56, Grudzień ’70) po ruch „Solidarności” w latach 80. Po 1989 r. zyskał ramy prawne i zaczął rozwijać się w obszarze praw człowieka i mniejszości, ekologii, praw kobiet. Coraz bardziej widoczni stawali się aktywiści miejscy zmieniający przestrzenie polskich aglomeracji. W ostatnich latach pojawili się „obrońcy zwierzątek” - agresywni, impregnowani na fakty, tkwiący w przeświadczeniu, iż ich racje to prawdy objawione. Odnoszę wrażenie, iż większość zwierzęcych aktywistów to osoby, które z protestowania i atakowania innych uczyniły sobie sposób na życie.