Dziki szalet przy dziurze

1 tydzień temu

W centrum Chełma, w wąskim przejściu między ogrodzeniem terenu po dawnym dworcu PKS a pawilonami handlowymi, powstała dzika toaleta. Właściciele sklepów skarżą się na odrażający widok i smród odstraszający klientów. Tymczasem miasto uważa, iż to problem właścicieli sklepów i to oni powinni sprzątać. Straż miejska sprawdza czy wywiązują się z tego obowiązku.

Chodzi o teren przy ul. Lwowskiej, w ścisłym centrum miasta. Wąskie przejście między sklepami a ogrodzeniem terenu budowy „Fabryki” jest regularnie zaśmiecane, a niektórzy traktują je jak toaletę.

– Wstyd i ohyda. W pobliżu znajduje się miejski szalet, ale najwyraźniej dla części osób to zbyt daleko. Zamiast korzystać z toalety, wybierają przejście za sklepem, bo tu jest w miarę ustronnie i można się zasłonić przed przechodniami – mówią mieszkańcy.

Właściciele sklepów przyznają, iż robią, co mogą, by dbać o otoczenie. Trudno jednak utrzymać porządek, gdy regularnie muszą usuwać nie tylko śmieci, ale i odchody. I nie chodzi o te psie. Jak mówią, sprzątanie tego miejsca to syzyfowa praca. Ich zdaniem problem można byłoby ograniczyć, gdyby przesunięto ogrodzenie terenu budowy, na którym od miesięcy i tak nic się nie dzieje.

– Gdy tego ogrodzenia nie było, nikt się tu nie załatwiał. Niestety, ogrodzenie stoi i w efekcie ustronne przejście za sklepem zamienia się w miejsce, które wymaga ciągłego sprzątania. Trudno uznać taki widok za wizytówkę Chełma, a przecież to ścisłe centrum. Straż Miejska przyjeżdża na kontrole i wymaga uprzątnięcia terenu, ale przecież to nie my ustawiliśmy ogrodzenie, które przyczynia się do problemu – mówią.

Zapytaliśmy Urząd Miasta Chełm o możliwość przesunięcia płotu. Odesłano nas do spółki Operator ARP, wyjaśniając, iż miasto jest mniejszościowym udziałowcem podmiotu związanego z tym terenem. Pytania skierowaliśmy więc do spółki, ale do ubiegłego piątku nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Idź do oryginalnego materiału