„Krótkie nóżki, długi ryjek, ostre kolce ciało kryją. Ach, cóż, to za groźny zwierz? To jest jeż, malutki jeż” – to cytat z wiersza Hanny Zdzitowieckiej. Jeden z wielu tekstów przygotowanych dla dzieci o jeżach, ukazujących je jako sympatyczne zwierzątka, które ażby się chciało pogłaskać, nakarmić i zabrać do domu.
To błąd – jeż nie jest zwierzęciem towarzyszącym, ale dzikim. Zostawmy go zatem w spokoju, chyba iż potrzebuje pomocy. Wszak nie zabieramy do domu bobra ani nietoperza. Kiedy jej potrzebuje, a kiedy nie? O tym i innych aspektach opowiada Małgorzata Czaja – jeżowa mama z Mikołowa.
Kiedy nie pomagać jeżom?
Jeże chodzące „dziarsko” po okolicy, to najpewniej samice szukające pożywienia dla swojego potomstwa, one stanowią wyjątek i pojawiają się w ciągu dnia. Te biegające na oślep to najczęściej samce kierujące się instynktem biologicznym. Niemniej jednak zarówno jedne, jak i drugie nie wiedzą, czym są samochody. Uważajmy na nie na drogach, możemy ewentualnie delikatnie je przenieść, gdy wejdą przypadkiem do sklepu lub są w miejscu niebezpiecznym. Pamiętajmy, aby przenosić je jak najbliżej ich pierwotnej lokalizacji. To tyle. Próbując im pomóc bardziej – na własną rękę, raczej im szkodzimy.
Kiedy jeż wymaga pomocy?
Taki osobnik zachowuje się w określony sposób. Może być zdezorientowany, ciągnąć za sobą tylne kończyny, wyglądać, jakby „opalał” się na słońcu, a nad nim mogą krążyć muchy. W tych przypadkach nie czekajmy, tylko delikatnie w rękawicach lub przez jakiś materiał (aby nie przeszły na nas jego pasożyty i choroby) zabezpieczmy zwierzę w pudełku. Ważne! Nie karmimy, nie poimy i szukamy dla niego pomocy u weterynarza, jeżeli możemy zawozimy go do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt. „Tu liczy się każda godzina” – mówi Małgorzata Czaja. jeżeli nie mamy takich możliwości zgłaszamy Straży Miejskiej – miasta zwykle mają odpowiednie procedury postępowania, a zwierzęta po wypadkach komunikacyjnych zgłaszajmy Policji.
Drugą sytuacją, którą można brać pod uwagę, to porzucone gniazdo jeżowych osesków. Obserwujemy, jeżeli młode piszczą, wypełzają z gniazda możemy je zabezpieczyć i przewieźć do ośrodka. Do pudełka włóżmy termofor lub przyklejmy butelkę z ciepłą wodą, a jeżątka okryjmy kocykiem. Nie przekładamy ich gołymi rękami, żeby ludzki zapach na nie nie przeszedł. Małgorzata Czaja zaleca dalszą obserwację tego miejsca wieczorem, ponieważ samicę mogło coś zatrzymać. jeżeli tak się zdarzy – a zauważymy to po jej nerwowych poszukiwaniach potomstwa. Wtedy mamę staramy się także odłowić i dołączyć do młodych w ośrodku rehabilitacji dzikich zwierząt.
Jak stworzyć przyjazne otoczenie jeżom?
„Jeże żyją 15 milionów lat na naszej planecie” – mówi Małgorzata Czaja, „to pomocnicy ogrodników i żywią się m.in. pędrakami, dżdżownicami”. W ogródkach i pod blokami szukają pożywienia, a żyją zwykle z dala od człowieka na terenach podmiejskich. Mimo wszystko zdarzają się gniazda jeży w ogrodach. Co wtedy? „Kochajmy mądrze” – dodaje jeżowa mama.
Na początek po prostu dajmy im spokój. Nie dokarmiamy ich kocią, ani psią karmą – wtedy zaczynają się u nich stany zapalne zębów, tycie, u młodych mogą wystąpić odwapnienia kości. Jeż karmiony karmą z puszki czy saszetki ma zdecydowanie mniejszą szansę na hibernację, gdyż jest otyły i przyzwyczai się do jedzenia podawanego w jednym miejscu. Będzie tam wracał. Gdy chociaż raz nie będzie miseczki, pójdzie do innej u sąsiadów – a tam może spotkać psa, który broniąc swojego pokarmu jeża zabije bądź porani. W dni gorące warto zostawić miseczkę z wodą – skorzystają jeże albo inne, małe zwierzęta.
Małgorzata Czaja odradza także domki dla jeży w mieście – prędzej zagnieździ się w nim szczur lub inne małe zwierzę. A jeżeli choćby zamieszka tam jeżowa mama z dziećmi, może się to dla nich skończyć tragicznie, gdy znajdzie je drapieżnik.
Zadbajmy o przestrzeń – w tym miejscu nie kosimy trawnika, na wszelki wypadek nie używamy podkaszarki, a trucizny na ślimaki i inne szkodniki zostawiamy na sklepowych półkach. jeżeli mamy psa lub kota, zadbajmy, aby nie biegał bez kontroli po ogrodzie, ponieważ choćby najłagodniejsze zwierzę ma swoje dzikie instynkty, a przecież nie chcemy, by jeżom stała się krzywda. Druga rzecz, gdy chcemy dbać o ogród regularnie go kosząc, podkaszając i nie wyobrażamy sobie, aby nasz pupil po nim nie biegał zastosujmy szczelne ogrodzenia przy podłożu – w ten sposób też chrońmy jeże przed niebezpieczeństwem. Po prostu do takiego ogrodu nie będą miały jak wejść.
I najważniejsze – bądźmy uważni, ale pomagajmy mądrze. jeżeli nie wiemy jak, w dobie dostępu do Internetu, telefonów zapytajmy wpierw profesjonalistów.
Małgorzata Czaja jeżami fascynuje się od dawna, dla nich przeprowadziła się z osiedlowego mieszkania do domu. Jej głównym celem jest ratowanie jeżowych dzieci na Śląsku, a następnie zdziczenie ich i oddanie naturze. W mediach społecznościowych prowadzi profil: MałgorzaTa Od Jeży Czaja. „To tam opowiedziane od początku do końca są wszystkie jeżowe historie” – mówi jeden z jej znajomych ceniący jej wiedzę i bezinteresowność. Wokół swojej działalności skupia społeczność dobrych ludzi, którzy przywożą jej jeżowych pacjentów z różnych miejsc oraz te, które przychodzą do ogrodów po pomoc.
Masz pytania lub jakiś jeż wymaga pomocy? Tu kilka kontaktów polecanych przez Małgorzatę Czaję. Oczywiście możecie też pytać ją samą w wiadomościach na jej profilu oraz pod numerem telefonu 787 022 223.
• Leśne Pogotowie – Jacek Wąsiński z Mikołowa 605 100 179, lesnepogotowie.pl
• Gabinet weterynaryjny Vet-House z Bielska – Białej
• WILK VET Katarzyna Wilk Przychodnia Weterynaryjna z Bytomia