Wiesz co, muszę Ci opowiedzieć historię, bo cały czas o niej myślę i po prostu muszę to komuś wylać.
No więc Wyobraź sobie:
Tutaj mieszkam, powiedział z uśmiechem Leszek, otwierając drzwi od swojego mieszkania i zapraszając dziewczynę do środka.
Wejdź spokojnie, zaraz wracam.
Dobrawa wyłącznie po polsku takie imię, prawda?
weszła bardzo niepewnie, rozglądając się i jakoś dziwnie długo nie zdejmowała butów.
Coś ją ewidentnie gryzło
Leszek zniknął na moment w korytarzu, a gdy wrócił, zobaczył totalnie przerażoną twarz swojej dziewczyny.
Ręce zaczęły jej się trząść, dosłownie momentalnie wybiegła z mieszkania.
Dobrawa!
Halo, gdzie ty biegniesz?!
On został jak słup soli przy otwartych drzwiach, patrząc jak jego ukochana znika na klatce schodowej A obok niego stała jeszcze Pola jego suczka.
Leszek serio nie rozumiał, czemu taki wieczór miał tak dziwny finał.
Oczywiście zadzwonił potem do Michała najlepszego przyjaciela, musiał wylać z siebie żale.
I naprawdę nic nie powiedziała, tylko uciekła?
Michał aż nie dowierzał, kiedy Leszek odtworzył mu cały ten wieczór.
Nic, zero słowa!
Wyglądała, jakby ducha zobaczyła.
Leszek sięgnął po kufel piwa, zamyślił się i odstawił go z powrotem.
Kompletnie nie kumam.
Dlaczego tak zareagowała?
Czego się przestraszyła?
Może jest tysiąc powodów, a pytałeś ją?
Proszę cię, próbuję się do niej dobić od wczoraj, nie odbiera
Byłeś pod jej domem?
Nie.
Odprowadziłem ją tylko pod blok, nie mam pojęcia, gdzie dokładnie mieszka.
To jest naprawdę dziwna akcja.
No dziwna, Michał Przecież tak pięknie się wszystko układało, a tu taki absurdalny koniec.
Nic jeszcze nie jest przesądzone.
Może pogadacie w poniedziałek w pracy i się wyjaśni.
A wiesz jak się poznali?
Leszek pierwszy raz zobaczył Dobrawę w zapchanym tramwaju w Poznaniu.
Te nasze tramwaje zapchane po dach, nikt nie chce ustąpić miejsca dziewczynie!
Więc Leszek ustępuje.
Całą drogę stał koło niej, gęba mu się nie zamykała od uśmiechu.
Spodobała mu się od razu, ale wiadomo był spóźniony do pracy, no i nie miał w zwyczaju podrywać kogoś przy wszystkich, no bo co miał powiedzieć?
Cześć, jestem Leszek.
Tu masz mój numer, zadzwoń wieczorem?
Głupio i oklepanie.
Wysiadł pierwszy, nie czekał choćby żeby zobaczyć, czy ona też wysiada.
A przez całą drogę do biura miał mega wrażenie, iż ona idzie za nim, ale nie odważył się odwrócić.
To pewnie tylko w jego głowie się działo.
To tylko przez to, iż bardzo chcesz, żeby to była prawda myślał Leszek.
No i potem Długo nie mógł jej wybić z głowy.
W pracy ciągle przed oczyma miał jej oczy czy uśmiech, choćby jak szukał czegoś w excelu.
I nagle!
Dyrektor Jan Stefańczak wchodzi do biura z nią i mówi: Proszę powitać nową koleżankę!.
Leszek przez moment myślał, iż mu się przewidziało.
Ale nie prawdziwa, żywa dziewczyna i jeszcze będzie z nim pracować!
No los, nie?
Dobrawa, uśmiechnęła się, gdy do niego podeszła.
Był ostatni, z kim ją zapoznawali.
Leszek, bardzo mi miło.
Potem wiesz zupełnie zaniemówił.
Radość i szok na raz.
Ale wewnątrz tam się wszystko gotowało.
Jak mijał ją potem przez dzień, to czuł, jakby chciał wyciągnąć z nieba gwiazdę albo do dna Bałtyku po perłę wskoczyć.
Chciało mu się dla niej przenosić góry.
Normalnie zakochał się po uszy.
Tego samego wieczoru spotkał się z Michałem na Cytadeli, gdzie zwykle wyprowadzali razem psy i streścił mu wrażenia.
Tak się rozgadał, iż Michał od razu przejrzał temat:
Stary, ty się zakochałeś, serio!
Myślisz?
Pewnie.
Ja miałem tak samo z Kajką.
Spojrzałem i wiedziałem to ta.
Właśnie, dokładnie tak się czuję, jak ją widzę
To działaj, zaproś ją gdzieś.
Na kawę albo do kina!
Myślisz, iż się zgodzi?
Jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz!
A uwierz, inni nie będą czekać.
Jak nie zrobisz kroku, ktoś inny zrobi.
A jeżeli już kogoś ma?
Najwyżej zostaniecie kumplami z pracy, ale musisz spróbować.
Ryzykujesz najwyżej nic, możesz zyskać wszystko.
Leszek więc to zrobił.
Po pracy podszedł do Dobrawy na przystanku, uśmiechnął się, trochę się czerwienił, ale zebrał się w sobie.
Nie zrozum mnie źle Ale może skoczymy dziś gdzieś razem?
Na kawę albo film?
Dobrawa uśmiechnęła się szeroko i zgodziła się.
Byli na kawie w małej kawiarni koło Starego Rynku, później spacerowali po pustym centrum, a na końcu Leszek ją odprowadził.
Wszystko poszło lepiej, niż na filmach.
Po powrocie Leszek jeszcze godzinę ganiał po parku z Polą, bo przecież opuścił psią wieczorną trasę.
A potem.
Leżał całą noc wpatrzony w sufit i rozmyślał
Wyobrażał sobie zaręczyny, wspólne mieszkanie, dzieci, weekendowe wyjazdy za miasto, na jeziora.
Coś mu mówiło, iż to wszystko stanie się naprawdę.
Trzy miesiące.
Najlepsze w jego życiu.
Było tyle cudownych rzeczy: kolacje w restauracjach (za złotówki, a nie euro, tu w Polsce nie szalejemy!); romantyczne kino, choćby pierwszy pocałunek w letnim deszczu na ulicy, a przechodnie tylko patrzyli z uśmiechem.
Dobrawa była no niesamowita.
Czuła, śmieszna, rozbrajająco uczciwa.
Do tego skromna i bardzo porządna.
Leszek serio czuł, iż los go uśmiechnął, iż ją spotkał.
Ale była jedna rzecz.
Problem był taki, iż po każdym spotkaniu z Dobrawą musiał jeszcze wychodzić drugi raz z Polą, bo mieszkał sam, więc wiadomo nikt za niego z psem nie wyjdzie, taki już los psiego właściciela.
Proponował, żeby czasem poszli razem, ale Dobrawa zawsze dziwnie się przy tym zachowywała.
Milkła, patrzyła w bok i odmawiała.
Może lepiej jednak tylko my we dwoje?
Bo jak będzie fajnie, może będziemy chcieli się napić kawy czy pójść do kina, a z psem problem.
No tak, masz rację, zgadzał się Leszek, choć w sumie czuł, iż coś tu nie gra.
W końcu Leszek się oświadczył i zaproponował, żeby Dobrawa zamieszkała razem z nim.
Zaręczyny przyjęła, ale przeprowadzka tu robiła wrażenie, iż odwleka tę decyzję i ciągle miała wymówki.
Dobrawa, rozumiem, iż ślub dopiero w przyszłym roku, ale przecież już teraz możemy razem mieszkać.
Znacznie lepiej się czuję, jak jesteś blisko.
Po prostu obiecałam pani, u której wynajmuję pokój, iż wytrzymam do końca roku.
Nie chcę się zachować nie fair.
To ja zapłacę ten czynsz za dwa miesiące do przodu, żebyś miała lżej.
Chodź dziś do mnie, pokażę ci mieszkanie, Pola na pewno cię polubi.
Wtedy Dobrawa od razu zgasła, ale się zgodziła.
Bo Leszka kochała, więc chciała spróbować pokonać swój strach…
Przekroczyła próg, cała spięta, rozglądała się po każdym kącie, ociągała się z rozbieraniem…
A potem Leszek wszedł do korytarza, a ona o mało nie dostała zawału, pobladła i wybiegła z mieszkania.
Leszek nie mógł się do niej dodzwonić.
Od razu spotkał się z Michałem, bo musiał się wygadać, a może i usłyszeć coś sensownego.
Michał dobrze gadał: przeczekać do poniedziałku.
W pracy na bank wpadną na siebie i będzie można wyjaśnić.
Poniedziałek.
Leszek cały czas patrzy na zegarek, a Dobrawy nie ma.
Zawsze wcześniej przychodziła, a tym razem zero.
Już miał dzwonić do szefa, iż bierze wolne i idzie jej szukać, aż tu nagle widzi: idzie.
Zapłakana, włosy rozpuszczone, blada jak ściana.
Dobrawa, poczekaj!
zatrzymuje ją, pełen niepokoju.
Zatrzymała się i spojrzała na niego oczami jak u sarny.
Dobrawa, co się dzieje?
Czemu uciekłaś, czemu nie odbierasz?
Z wariuję zaraz!
Przepraszam cię, Leszku.
Co się stało?
Zostało pięć minut do rozpoczęcia pracy.
Pogadamy po wszystkim, wieczorem?
Czyli co Rozmyśliłaś się ze ślubem?
Nie chcesz ze mną mieszkać?
złapał ją za rękę, nie chciał puścić.
Dwa dni się zamartwiam Nie wytrzymam do wieczora, powiedz mi teraz.
Dlaczego uciekłaś?
Przepraszam, Leszku, ale my nie możemy mieszkać razem, wyszeptała, po czym rozpłakała się.
Ale dlaczego?
Co zrobiłem nie tak?
Nic.
Ja
Więc o co chodzi?
Dobrawa otarła łzy, spojrzała mu w oczy:
Boję się
Czego?
Kochana, czego się boisz?
Psów się boję.
Że co?!
Mojej Poli?
Przecież mówiłem ci ona choćby muchy nie skrzywdzi, jest aniołem.
Pomyślał w duchu: A jednak o psa chodzi.
To nie chodzi o samą Polę.
Ja od dziecka mam ogromny lęk przed psami.
Kiedy miałam sześć lat, na placu zabaw rzucił się na mnie owczarek.
Jego właściciel był pijany, naszczuł go na mnie, żeby mnie przegonić z ławki.
Uratowali mnie cudem Od tamtej pory się boję wszystkich psów.
Nigdy mi nie mówiłaś…
Bo choćby myśleć o tym boję się.
To jest dla mnie okropne wspomnienie, najchętniej bym wykasowała z głowy
Dobrawa, no ale na ulicach tyle psów, nie boisz się, jak je mijasz?
Boję się, ale mogę przejść inną drogą, poprosić kogoś o pomoc.
Ale mieszkać z dużym psem w jednym mieszkaniu nie dam rady, Leszu.
Przepraszam.
To nie twoja ani Poli wina.
To ja mam problem.
Ale to przecież No nie wiem, to przecież minie, można spróbować.
Próbowałam, naprawdę Dla ciebie się zgodziłam pojechać, ale jak tylko zobaczyłam Polę w tamtym mieszkaniu miałam atak paniki.
Wybacz, nie dałam rady.
Leszek po wszystkim jeszcze pogadał z Michałem.
Michał, serio, nie wiem co robić.
Kocham ją, ona mnie tak samo.
A nie możemy być razem.
Co to za życie, pytam się?
Poli nie oddasz chyba?
zapytał Michał.
Co ty!
Nigdy.
No widzisz.
To walcz o swoje szczęście.
Takie fobie się leczy.
Pogadajcie z psychologiem!
Już chodziła, mówiła, iż próbowała ale nie pomaga.
Powiedziała, iż jeszcze spróbuje się zmierzyć z tym lękiem, ale nie obiecuje nic.
No to jest szansa!
Przynajmniej chce spróbować.
Większość by już postawiła ultimatum: albo ja, albo pies.
Dobrawa próbuje to rozwiązać.
Pomóż jej.
Sam nie wiem jak
Zacznijcie małymi krokami.
W mieszkaniu nie róbcie spotkań, tylko spróbujcie wspólnych spacerów, najlepiej gdzie nikogo nie ma.
Na przykład w lesie.
Leszek złapał w tym nadzieję.
Załatwił od kolegi auto z dużym bagażnikiem.
Przyjechał po Dobrawę pod klatkę z Polą zamkniętą w tyle samochodu.
To my wszyscy razem jedziemy?
Dobrawa wyraźnie zbielała.
Spokojnie, Pola jest z tyłu, miejsce specjalnie dla niej, ty jedziesz z przodu, nic się nie stanie.
Dobrawa trochę niechętnie, ale się zgodziła.
Wybrali się do Puszczy Zielonki.
Leszek wyprowadził Dobrawę z auta, wypuścił Polę i uprzedził ją, żeby nie zbliżała się do Dobrawy.
Chciał, żeby wszystko działo się powoli, spokojnie.
Ale tu pięknie powiedział Leszek, próbując rozluźnić atmosferę.
Tak, ślicznie wymusiła uśmiech Dobrawa.
Założyli kalosze przez ostatnie dni padało i było błoto.
Leszek bawił się z Polą w aportowanie piłki, żeby zajęła się czymś innym.
Jak sytuacja, Dobrawko?
Sama nie wiem, wszystko trudne odpowiadała, nie spuszczając oka z Poli, która akurat wypadła z krzaków.
Kochana, psy są jak ludzie.
Trafiają się różne.
Ta, która cię kiedyś skrzywdziła, była w rękach złego człowieka.
Pola jest zupełnie inna.
Spróbuj się przekonać, iż nie wszystkie są złe.
Leszek rzucił piłkę, Pola pobiegła szczęśliwa.
Hau, hau!
rozległo się radosne szczekanie.
Dobrawa skuliła się cała i ręce zaczęły jej drżeć.
Ona się złości, tak?
zapytała, przestraszona.
Nie, skarbie, ona się cieszy!
Znalazła piłkę to jej ulubiona zabawka.
Leszek zachęcił Dobrawę, żeby sama spróbowała rzucić piłkę.
Dasz radę?
Spróbuj, przymknij oczy i rzuć.
Tylko jeden raz.
Dobrawa wzięła piłkę, ścisnęła ją mocno i z wyraźnym wysiłkiem rzuciła ją przed siebie.
Super!
śmiał się Leszek.
Pola, aport!
Suczka gwałtownie pobiegła po piłkę, wracając szczęśliwa i gotowa na kolejny bieg.
Dobrawo, chcesz do domu?
zaproponował Leszek, widząc, iż ukochana jest wykończona emocjonalnie.
Tak, proszę
Ale piłka gdzieś wpadła w zarośla, a Pola zaczęła głośno szczekać stojąc przy wodzie.
Idę zobaczyć, co tam jest burknął Leszek poczekasz tu?
Nie zostawię cię!
stwierdziła Dobrawa.
Brnęli przez krzaki, aż zobaczyli Polę, która szczekała na piłkę leżącą na wodzie.
Pola boi się wody zaśmiał się Leszek przez to nie może jej przynieść.
Muszę sam wejść, dobrze, iż mamy kalosze.
A to psy potrafią się bać?
Myślałam, iż psy się niczego nie boją!
Każdy ma jakieś lęki, choćby psy.
Pola jako szczeniak wpadła do rzeki, od tego czasu omija kałuże szerokim łukiem.
Leszek ruszył przez wodę po piłkę i tu zaskoczenie!
Błoto sięgało wyżej niż do kolan.
Pola patrzyła z niepokojem, jeszcze głośniej szczekała.
Leszek, wszystko okej?
Dobrawa była spanikowana.
Tak, tylko cholera, to bagno utknąłem
Jeszcze trochę i nie mógł już dalej iść.
Woda sięgała mu prawie do pasa, każdy krok był walką.
Nie mogę wyjść!
Jak to, nie możesz?!
Chyba to jednak bagno.
Michał miał rację, jestem w bagnie, ciągnie mnie w dół.
Pola patrzyła na niego bezradna, sama do wody nie wejdzie, wie, iż nie wolno.
Dobrawa totalnie spanikowała.
Leszek grzęźnie w bagnie, wielki pies obok niej, ręce jej się trzęsą od strachu co robić?!
Telefon?
Zasięg zniknął.
I nagle chciała uciec.
Myśli: Co jeżeli umrze zawał z nerwów? Ale potem obraz Leszka chwytającego za gałąź zwyciężył.
Sama odnalazła grubą gałąź, podała Leszkowi.
Przyciągała go z całych sił, aż dołączyła Pola.
Suczka, jakby rozumiała sytuację zaczęła im pomagać, instynktownie.
I nagle strach gdzieś odpłynął, bo liczył się tylko Leszek.
Ostatecznie wspólnie dziewczyna i pies wyciągnęli Leszka z bagna.
Usiadł ciężko na ziemi, ocierając twarz.
Dziewczyny, nie wiem, co bym bez was zrobił Wyciągnęłyście mnie z tamtego świata!
rzucił Leszek, tuląc obie naraz.
Tak się bałam
Byle nie powiedz, iż masz nową fobię, zażartował.
Wiesz co, Leszku chyba tak.
Boję się cię stracić.
Mocniej niż czegokolwiek innego.
Uśmiechnęła się, a potem objęła Polę.
Dziękuję ci Pola!
Dziękuję, iż byłaś ze mną.
Wieczorem, po gorącej kąpieli i dobrej kolacji, cała trójka zaległa na wielkim kanapie w salonie, oglądając filmy o psach.
Tylko to Dobrawa chciała oglądać serio!
A Leszek i Pola?
Byli zachwyceni, iż są razem A najważniejsze, iż tego wieczoru po raz pierwszy mieli jeden wspólny, największy strach ten, żeby się nie stracić.

8 godzin temu



