Tutaj mieszkam, uśmiechnął się Leon, zapraszając dziewczynę do swojego mieszkania.
Wchodź śmiało, ja tylko gwałtownie się przebiorę.
Kasia weszła bardzo ostrożnie, rozglądała się niepewnie i choćby nie zdjęła butów.
Coś ją wyraźnie niepokoiło
Po chwili kiedy Leon pojawił się ponownie w przedpokoju, zobaczył, iż w oczach Kasi zamarł autentyczny strach, ręce zaczęły jej się trząść.
Nic nie mówiąc wybiegła z mieszkania w sekundę jak z procy.
Kasiu, czekaj!
Leon zdążył tylko spojrzeć na uchylone drzwi, a potem na Fuksa, który stał obok niego.
W ogóle się nie spodziewał, iż ten wieczór tak się zakończy.
Naprawdę uciekła bez słowa?
spytał niedowierzająco Marek, kiedy Leon opowiedział wszystko swojemu najlepszemu kumplowi.
Nic nie powiedziała, uciekła jakby zobaczyła ducha.
Nie rozumiem kompletnie.
Co ją mogło tak przestraszyć?
Opcji może być sto.
Pytałeś ją wprost, o co chodzi?
Chciałem, ale nie odbiera telefonu.
Od wczoraj nie mogę jej złapać.
Do domu pojechałeś?
Nie, tylko ją pod blok odprowadzałem, nie wiem, w którym mieszka.
Dziwna sprawa
No i powiedz, przecież wszystko między nami się pięknie zaczynało, a skończyło się totalną głupotą.
Może to jeszcze nie koniec?
Skąd wiesz.
Spotkacie się w poniedziałek, wszystko się wyjaśni.
Leona poznał Kasię w zatłoczonym krakowskim tramwaju.
Nikt nie chciał ustąpić miejsca młodej dziewczynie, więc Leon wstał i zaprosił ją na swoje.
Przez całą drogę stał blisko niej, z uśmiechem na twarzy.
Bardzo mu się spodobała.
Chciał się zagadać, zagadać, ale jakoś nie wypadało, bo spieszył się do roboty, a i jakoś mu głupio było zaczepiać obcą dziewczynę przy wszystkich.
No bo co miałby powiedzieć?
Cześć, jestem Leon.
Tu masz mój numer, zadzwoń do mnie po pracy?
Przesadnie banalne.
Więc wysiadł na swoim przystanku i choćby nie patrzył, czy ona idzie za nim.
Ale idąc do biura miał nieodparte wrażenie, iż ta dziewczyna idzie za nim.
Nie odwrócił się, bo nie chciał robić z siebie paranoika.
Chciałbyś, żeby to była prawda pomyślał Leon.
No jasne.
Ale przecież nie zdarza się tak w życiu, iż spotykasz dziewczynę i nagle bum, miłość na całe życie.
Gdy siedział potem przy komputerze, rozpaczliwie próbował wyrzucić ją z głowy bez skutku.
Gdy szukał czegoś w Excelu, wciskały mu się pod powieki jej oczy.
Otwiera pocztę i od razu ta jej uśmiechnięta twarz.
Magia jakaś.
Więc kiedy szef, pan Jan Pawłowski, wszedł z nią do biura i powiedział: Poznajcie naszą nową koleżankę, Leon nie wierzył własnym oczom.
Myślał, iż mu się zwiduje.
Czas się leczyć!.
A tu proszę Kasia jest jak najbardziej rzeczywista i od dziś będzie ich koleżanką z pracy.
Los, serio.
Kasia powiedziała, uśmiechając się uroczo, gdy podeszła do niego.
Z wszystkimi już się przywitała, Leon został na koniec.
Leon, bardzo mi miło.
Nie potrafił wydusić z siebie nic więcej.
Stres, lekkie otumanienie nie dziwne.
Ale w środku kłębiły mu się emocje.
Czuł, jak w duszy coś narasta, rozpycha się i aż iskrzy.
Za każdym razem gdy ją widział, chciałby sięgnąć po gwiazdę z nieba, przynieść jej perełkę z dna Bałtyku, góry przenosić.
Gotów był na każdą głupotę, by tylko zwróciła uwagę.
Tego samego dnia spotkał się z Markiem w parku Jordana, gdzie zawsze wyprowadzali swoje psy.
Opowiedział mu o nowej koleżance z taką pasją, iż Marek od razu załapał, co jest grane.
Ty się chyba zakochałeś, stary!
Myślisz?
Pewnie!
Miałem tak z Jagodą.
Zobaczyłem i wiedziałem, iż chcę być z nią do końca życia.
O, dokładnie!
Takie myśli tylko przy niej
To trzeba działać.
Zaproś ją gdzieś.
Na kawę, do kina.
Myślisz, iż się zgodzi?
Jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz.
A jak będziesz zwlekał, to ktoś inny ją ci sprzątnie sprzed nosa.
A jeżeli ktoś już jest?
To wtedy zostanie wam robocza koleżeńska relacja.
Ale próbować warto.
Najwyżej nic nie tracisz, a w najlepszym
No i Leon spróbował.
Po pracy podszedł do Kasi na przystanku, uśmiechnął się, zarumienił okrutnie, ale wziął się w garść i powiedział:
Wiem, iż to spontaniczne, ale może pójdziemy dziś gdzieś razem?
Na kawę?
A może do kina?
Kasia uśmiechnęła się i kiwnęła głową.
Poszli na szybką kawę do knajpki niedaleko Rynku, potem włóczyli się wieczorem po pustym Krakowie, a potem Leon odprowadził ją pod blok.
Przeszło najpiękniej, jak mógł sobie wyobrazić.
W drodze powrotnej jeszcze przez godzinę krążył z Foksem po osiedlu wieczorne wybieganie musiało być.
A po powrocie długo nie mógł zasnąć, leżał i gapił się w sufit, snując wizje, jak się Kasi oświadcza, jak zamieszkają razem, jak będą mieć dzieci i jeździć całą rodziną na działkę za miasto.
Czuł podskórnie, iż jest blisko spełnienia tych marzeń.
Minęły trzy miesiące.
Najlepsze trzy miesiące w życiu Leona.
Przez ten czas zdążyli wyjść na niejedną randkę w restauracji, obejrzeli kilkanaście komedii romantycznych, raz choćby pocałowali się podczas ciepłego, letniego deszczu nie zważając na tabuny turystów na Plantach.
Kasia była rewelacyjna.
Dobrotliwa, mądra, dowcipna, przeurocza.
Ale też skromna i bardzo porządna.
Los mu ją wysłał, szczęściarz z niego
Był tylko jeden problem.
Po każdym spotkaniu z Kasią musiał jeszcze wyjść z Foksem na spacer.
Mieszkał sam nie było wyjścia.
Kilka razy proponował, by poszli we trójkę, ale Kasia odmawiała dziwnie się wtedy zachowywała.
Milczała, spuszczała wzrok.
W końcu rezygnował.
Chodźmy tylko we dwoje.
A nuż wpadniemy do kawiarni, albo zechcemy do kina.
Z psem nie wypada.
Masz rację, przytakiwał Leon.
Leon oświadczył się jej pewnego wieczoru i zaprosił do wspólnego mieszkania.
Na oświadczyny odpowiedziała z uśmiechem, ale gdy przyszło do zamieszkania razem, zaczęła zwlekać.
Kasiu, rozumiem, iż ślub będzie dopiero za rok, ale przecież żyć razem możemy już teraz.
Mnie jest spokojniej, jak jesteś blisko.
Tylko obiecałam właścicielce mieszkania, iż nie wyprowadzę się do końca roku Głupio mi wywinąć taki numer.
Opłacę te dwa miesiące, jeżeli to by Ci pomogło.
Chodź dziś do mnie, pokażę Ci mieszkanie, poznasz Foksa.
Uwierzysz, polubisz go.
Kasia nagle posmutniała, ale się zgodziła.
Kochała Leona, więc postanowiła No cóż, postanowiła spróbować przezwyciężyć swój strach.
Tutaj właśnie mieszkam, Leon otworzył drzwi szeroko.
Rozgość się, już idę.
Kasia weszła niepewnie, rozglądała się, nie zdejmując butów.
Coś ją strasznie stresowało.
Kiedy tylko Leon wrócił do przedpokoju, ujrzał w jej oczach przerażenie, a ona choćby nie tłumacząc nic w jednej chwili wybiegła z mieszkania.
Kasiu, co się dzieje?!
Leon stał zdumiony przy otwartych drzwiach, patrząc na Fuksa Nie mógł uwierzyć, iż tak piękny wieczór kończy się tak nagle.
Dzwonił do niej bez skutku.
Umówił się więc na spotkanie z Markiem, bo już nie dawał sobie rady sam z myślami.
Po rozmowie z kumplem postanowił poczekać do poniedziałku wtedy zobaczy Kasię w pracy i wszystko się wyjaśni.
Leon co chwilę zerkał na zegarek i sprawdzał twarze wysiadających z tramwaju na przystanku obok biurowca, ale Kasi nie było.
Zawsze przychodziła minimum pół godziny przed rozpoczęciem pracy.
A jeżeli coś jej się stało?!
Już miał dzwonić do szefa, prosząc o wolne, gdy nagle ją dostrzegł.
Szła pieszo, rozpuszczone włosy, policzki mokre od łez.
Wyglądała na załamaną.
Kasia, zaczekaj!
Zatrzymała się nagle, spojrzała wstecz i kiedy zobaczyła Leona, wręcz posmutniała jeszcze bardziej.
Co się stało, Kasiu?
Dlaczego uciekłaś?
Czemu nie odbierasz?
Mam mętlik w głowie.
Leon, przepraszam cię
Powiedz, o co chodzi.
Za pięć minut praca.
Porozmawiajmy wieczorem, proszę.
Ty już nie chcesz za mnie wyjść?
Nie chcesz ze mną mieszkać?
Leon złapał ją za rękę i nie zamierzał jej puszczać.
Dwa dni żyję w niepewności.
Powiedz teraz.
Dlaczego?
Wybacz, Leon, ale nie dam rady z tobą mieszkać, powiedziała niemal szeptem i rozpłakała się.
Ale dlaczego?
Skrzywdziłem cię czymś?
Nie.
To o co chodzi?
Kasia otarła łzy i spojrzała w oczy Leona:
Boję się
Czego?
Powiedz mi, proszę.
Psów.
Boję się psów.
Może mojego Fuksa?
Przecież opowiadałem, iż to łagodny pies, nikogo by nie skrzywdził.
Leon, w duchu: A jednak to przez psa
To nie o Fuksa konkretnie chodzi.
Od dziecka boję się każdego psa.
Jak miałam sześć lat, jeden były sąsiad spuścił z łańcucha pitbulla i ten mnie zaatakował na osiedlu Mama weszła do sklepu, sąsiad był pijany i nakręcił psa, żeby mnie przegonił z ławki.
Uratowali mnie cudem.
Od tamtej pory nie mogę psów znieść.
Tego mi nie mówiłaś
Nie mówiłam, bo choćby mi gadać o tym trudno.
To był koszmar.
Do dziś mnie to prześladuje.
Kasiu
Spóźnimy się do pracy.
Nikt nie będzie czekał aż się dogadamy.
Nic im się nie stanie Wiem, iż masz traumę, ale przecież na ulicy też spotykasz psy, nie boisz się?
Boję się, ale na zewnątrz łatwiej mogę iść inną stroną, podejść bliżej ludzi.
Ale mieszkanie pod jednym dachem z takim dużym psem nie wchodzi w grę.
To nie twoja wina.
To ja mam problem.
Przecież to nielogiczne.
Próbowałam, Leon.
Serio.
Dlatego w ogóle przyszłam do ciebie.
Ale jak już weszłam Panika.
Myślałam, iż dam radę Nie dałam.
Wybacz.
Wyobrażasz to sobie?
westchnął wieczorem Leon do Marka.
Kochamy się, ale mieszkać pod jednym dachem nie możemy.
I co mam zrobić?
Sam nie wiem.
Byleś nie zamierzał rezygnować z Fuksa?
spytał Marek.
Oczywiście, iż nie!
Kocham Fuksa nad życie, a Kasię też.
I co teraz?
Walcz o szczęście.
Ale jak?
Z lękiem można pracować.
Pies nie jest dla niej alergią.
Musi spróbować.
Zacznijcie od wspólnych spacerów.
Może w lesie, bo tam nikt nie będzie przeszkadzał.
Myślisz, iż wypali?
W Leonie zapłonęła mała nadzieja.
Warto spróbować.
Zobaczy, iż Fuks jest spokojny i nie groźny, w końcu się przekona.
A skąd ty masz samochód?
zdziwiła się Kasia, wychodząc z klatki i widząc Leona pod SUV-em.
Marek mi pożyczył.
I mam z tobą i z Fuksem wsiąść razem?
Kasia zbladła.
Tak, ale Fuks jedzie z tyłu, tam jest specjalna strefa dla psów.
Ty obok mnie z przodu.
Nic złego się nie stanie.
No dobra
Zgodziła się, ale zastrzegła, iż jeżeli cokolwiek pójdzie nie tak, od razu wracają.
Po godzinie byli już na łące pod lasem w Ojcowie.
Leon otworzył drzwi, pomógł Kasi wysiąść, wypuścił Fuksa, przypomniał mu, żeby trzymał się na dystans.
Ale tu pięknie zagadał Leon, żeby odciągnąć jej myśli.
Bajka, odpowiedziała cicho.
Zmienili buty na gumowce, bo od dwóch dni lało, i ruszyli w las.
Leon poganiał z psem za piłką, żeby Kasia nie musiała mieć go za blisko.
Jak się trzymasz, Kasiu?
Nie wiem Trudno powiedzieć, odparła, zerkała na Fuksa nerwowo.
Kochana, psy są różne.
Ta, która kiedyś cię skrzywdziła, nie oznacza, iż wszystkie są takie same.
Wiem.
Może po kilku takich wypadach zmienisz zdanie.
Leon rzucił piłeczkę, a Fuks pognał za nią z entuzjazmem.
Hau!
Hau!
zaszczekał Fuks.
Kasia zesztywniała, ręce jej drżały.
Z niepokojem spytała:
On się denerwuje?
Nie, choćby nie trochę!
uśmiechnął się Leon, obejmując ją ramieniem.
On się cieszy, bo znalazł swoją ulubioną piłeczkę.
Fuks przyniósł piłkę i od razu odbiegł, gotów na kolejny bieg.
Chcesz spróbować rzucić?
Leon zaproponował.
Boję się.
Zamknij oczy, to będzie łatwiej.
Kochanie, tylko raz.
Kasia, drżącymi rękami, otrzymała piłeczkę (Leon ją starannie wytarł), zamknęła oczy i rzuciła z całej siły.
Brawo!
Fuks, aport!
zaśmiał się Leon.
Pies natychmiast ruszył w krzaki, po chwili znów usłyszeli jego szczekanie.
Znalazł!
Jest spryciarz powiedział Leon.
On rozumie mnie choćby bez słów.
Może czas już do domu?
szepnęła Kasia.
Jasne, możemy jechać.
Fuks!
No, gdzie się podziewasz?
Pies nie wracał, ale szczekanie nie milkło.
Sprawdzę, mruknął Leon.
Zaczekasz na mnie?
Nie, idę z tobą!
Przebili się przez krzaki i zobaczyli Fuksa, który szczekał na piłeczkę leżącą na powierzchni wody.
Heh, jasne już, powiedział Leon.
Co takiego?
Fuks boi się wejść do wody, więc nie może tej piłki do końca złapać.
Dobrze, iż mamy te kalosze.
Twój pies boi się wody?
Myślałam, iż psy są nieustraszone
One też mają swoje strachy.
Fuksa wyciągnąłem z Wisły jako szczeniaka podczas wycieczki, od tamtej pory szerokim łukiem omija wodę.
Deszcz mu nie przeszkadza, ale kałuże nigdy w życiu!
Trzymaj się, pójdę po piłkę.
Uważaj!
Może to bagno?
Wszędzie mech i dziwnie pachnie.
Spokojnie, to tylko kałuża, dwa dni padało.
Bagna są po drugiej stronie lasu.
Leon zwrócił się do psa:
Fuks, czekaj tu.
Zaraz wszystko będzie.
Wszedł do kałuży i zapadł się po kolana.
Fuks zaszczekał jeszcze głośniej.
W porządku, Leon!?
Jasne!
Po prostu tu dołek.
Zaraz wracam.
Sięgnął po piłkę i już miał wracać ale z każdym krokiem zapadał się głębiej.
Czemu stoisz, Leon!?
Wyłaź!
Nie mogę
Próbował wyjąć nogę, drugą nic.
Woda już do pasa.
Chyba jednak to bagno.
I to głodne, bo gwałtownie mnie wciąga.
Fuks patrzył na niego z niepokojem, bał się wejść, trzymał się polecenia Leona.
Kasia wpadła w panikę.
Leon naprawdę utknął, duży pies tuż obok Bała się tak, jak wtedy w dzieciństwie.
Kasiu, pomóż!
Znajdź gałąź krzyknął Leon.
Ręce jej się trzęsły, wyciągnęła telefon, by zadzwonić po straż, ale brak zasięgu.
No tego jeszcze brakowało
Jak miała podejść, skoro obok pies?
Serce waliło jej w piersi.
Fuks zaszczekał, prosząc o pomoc.
Kasia zaczęła się cofać, gotowa uciec, gdy wspomnienia wróciły z całą mocą.
Ale jednak Leon w tarapatach, nie mogła go zostawić.
Kasiu, ratuj!
Ale ona jak zahipnotyzowana, sparaliżowana lękiem.
Fuks, mimo strachu, wszedł do wody po brzuch, ale zaraz uciekł.
Zaczął szczekać z rozpaczy.
I wtedy Kasia podjęła decyzję nie ważne co, nie zostawi Leona.
Nawet jeżeli umrze ze strachu, musi go wyciągnąć.
Rozejrzała się nerwowo i zauważyła grubą, długą gałąź.
Chwyciła ją, podeszła do kałuży i podała Leonowi.
Ten złapał ją mocno, a Kasia ciągnęła na tyle, na ile miała siły.
Wtedy Fuks dołączył do niej.
Stali blisko siebie i żaden lęk do Kasi nie przychodził.
Liczyło się tylko to, iż wyciągają Leona.
I razem ich trójka Kasia, Fuks i Leon wygrali z bagnem.
Padli zmęczeni na ziemię, ledwo dysząc, ale uwolnieni.
Dziewczyny!
Bez was bym się nie wydostał!
uśmiechnął się Leon, przytulając Kasię i Fuksa.
Ocaliliście mnie!
Tak się bałam
Oby nie kolejna fobia?
zażartował Leon.
Już wiem, czego boję się najbardziej.
Tego, iż mogłabym cię stracić.
Ten strach jest silniejszy niż wszystkie inne.
Kasia spojrzała na psa i przytuliła Fuksa.
Dzięki ci, Fuks!
Że byłeś tu z nami!
Wieczorem, po gorącej kąpieli i pysznej kolacji, cała trójka rozłożyła się wygodnie na kanapie i oglądali filmy o psach.
Bo właśnie tego najwięcej chciała tego dnia Kasia.
A Leon i Fuks byli zachwyceni, iż mogą jej towarzyszyć.
Najważniejsze było jednak jedno: tej nocy wszyscy już wiedzieli strach przed utratą siebie nawzajem jest wspólny dla nich wszystkich.

9 godzin temu



