Dziś wydarzyło się coś niesamowitego, czego długo nie zapomnę. Zobaczyłam sarnę płynącą przez Zalew Wiślany, niedaleko Elbląga. Zwierzę miało na głowie puszkę po farbie i z każdą minutą jej szanse na dopłynięcie do brzegu malały byłam pełna niepokoju.
Na szczęście pojawił się ktoś, kto okazał się prawdziwym bohaterem. Całą akcję ratunkową udało się choćby nagrać. Pan Floridia, weterynarz z okolic, uśpił sarnę, załadował ją do swojego auta i zabrał do kliniki. Tam podano jej zastrzyk z antybiotyku i środki przeciwbólowe po czym wypuszczono ją z powrotem do lasu.
Ja wybrałam inną drogę postanowiłam przepłynąć razem z sarną w stronę brzegu. To była wyczerpująca podróż; czułam, jak słabnę z każdym ruchem, ale nie poddawałam się. W końcu dotarłyśmy do lądu. Sarna była kompletnie wypompowana, nie miała siły się podnieść, więc musiałam wziąć ją w ramiona i zanieść do domu. Gdy weszłam, mama była w szoku i szczęśliwa, iż wróciłam cała i zdrowa, z uratowaną sarną!
Moje szybkie decyzje uratowały sarnie życie niedługo potem była już bezpieczna na łące pod lasem, zmęczona ale bez większych obrażeń. Pomogłam jej dojść na spokojne miejsce, gdzie mogła odpocząć.
Żeby ją uspokoić, zaczęłam nucić starą polską piosenkę Dni, których jeszcze nie znamy” Marka Grechuty. Ku mojemu zaskoczeniu, sarna przestała się miotać i pozwoliła mi poprowadzić się do brzegu.
Na koniec, razem z panem Floridią założyliśmy sarnie szelki i odprowadziliśmy ją do lasu bezpieczną i już wolną.
Cieszę się, iż sarna wróciła do natury. Mam nadzieję, iż więcej nie zrobi sobie krzywdy. Takie wydarzenie uczy, jak ważne są szybkie decyzje i troska o każde stworzenie.

3 dni temu







