BEZDOMNY
Nigdzie nie mogłam iść. Dosłownie nigdzie Kilka nocy mogę przespać na dworcu, ale potem? Co dalej? nagle olśniła mnie myśl, ta, która jawi się tylko w snach: Działka! Przecież mam działkę! Jak mogłam o niej zapomnieć? No, może to i górnolotnie powiedziane, bo raczej to zrujnowana altanka, ale lepiej tam, niż na dworcu rozmyślała Nikolina. Wsiadłam w pociąg podmiejski, przytuliłam się do zimnego okna i zamknęłam oczy. Zaczęły do mnie napływać ciężkie wspomnienia. Dwa lata temu straciłam rodziców i zostałam zupełnie sama, bez żadnej pomocy. Nie było czym zapłacić za studia, musiałam rzucić uniwersytet i iść pracować na rynek w Warszawie.
Po tym wszystkim fortuna się uśmiechnęła spotkałam swoją miłość. Tymoteusz okazał się człowiekiem dobrym, uczciwym, czystym jak kropla porannej rosy. Po dwóch miesiącach skromny ślub, prawie jak z kartki opowieści. Życie powinno być piękne, ale Przyszła następna próba. Tymoteusz zaproponował, żebym sprzedała mieszkanie po rodzicach, w samym centrum Warszawy, i byśmy otworzyli własny biznes. Tak kolorowo to nakreślił, iż nie miałam żadnych wątpliwości, byłam pewna, iż robi to z dobrych intencji i niedługo zapomnimy o problemach finansowych. Jak już się ustatkujemy, może pomyślimy o dziecku. Tak bardzo chcę zostać matką! marzyłam, zupełnie jakby we śnie.
Z biznesu nici. Przez ciągłe kłótnie o wyrzucone w błoto pieniądze nasze relacje szybciej się rozpadły niż można by się spodziewać. niedługo Tymoteusz przyprowadził do domu inną dziewczynę, a mnie wskazał drzwi. Pierwsze co chciałam zrobić, to pójść na policję, ale zrozumiałam, iż nie mam za co go oskarżyć. Sama przecież sprzedałam mieszkanie i przekazałam mu pieniądze
***
Wysiadłam na stacji, idąc samotnie wzdłuż pustego peronu. Wczesna wiosna, sezon działkowy jeszcze nie ruszył wszędzie mgła, ziemia rozmokła. Przez trzy lata działka zarosła, była zaniedbana. Nic, wszystko ogarnę, zrobię porządek i będzie jak dawniej myślałam, choć wiedziałam, iż jak dawniej już nigdy nie będzie.
Klucz znalazłam bez trudu, leżał pod schodkiem, jak zawsze, ale drzwi były tak wykrzywione, iż nie chciały się otworzyć. Napierałam z całych sił, ale drzewo nie ustępowało. Osłabiona usiadłam na ganku i rozpłakałam się. W pewnej chwili, jakby przez gęstą zasłonę snu, zobaczyłam dymek i usłyszałam szelest na działce obok. Ucieszyłam się sąsiedzi! Rzuciłam się tam.
Pani Rajka! Czy jesteście? zawołałam.
Zamiast niej, zobaczyłam w ogródku starszego, zarośniętego mężczyznę. Zatrzymałam się, zaskoczona i przestraszona. Nieznajomy podgrzewał wodę w brudnym kubku nad małym ogniskiem.
Kim pan jest? Gdzie pani Rajka? zapytałam, cofając się.
Proszę się nie bać i nie dzwonić na policję. Nikomu nie szkodzę. Nie wchodzę do domu, mieszkam tutaj, na dworze
Ku mojemu zdziwieniu, głos miał głęboki, wykształcony tak mówią profesorowie.
Pan jest bezdomny? zapytałam bez ogródek.
Tak, zgadza się odpowiedział cicho, unikając spojrzenia. A pani tu mieszka? Nie martw się, nie będę przeszkadzał.
A jak się pan nazywa?
Michał.
A z jakiego domu, jeżeli można wiedzieć? dopytałam.
Z domu Feliksa odparł.
Przyjrzałam się Michałowi Feliksowi. Jego ubranie, choć znoszone, było względnie czyste. Zadbany, jak na bezdomnego. Ciężko wzdychając, wyznałam:
Nie wiem, do kogo się zwrócić o pomoc
Co się stało? zapytał troskliwie.
Drzwi spadły, nie mogę ich otworzyć.
jeżeli pozwolisz, zerknę zaproponował bezdomny.
Będę wdzięczna! powiedziałam z desperacją.
Gdy Michał Feliks szamotał się z drzwiami, siedziałam na ławce i rozmyślałam: Kim jestem, by go oceniać lub pogardzać? Przecież też jestem bezdomna. Mamy podobną historię
Nikolinko, drzwi otwarte! uśmiechnął się, pchnął je lekko. Ale nie będzie tu zimno do rana? Planujesz tu spać?
Tak, przecież nie mam dokąd zdziwiłam się.
Masz w domu ogrzewanie?
Powinna być piec kaflowy bąkałam, bo nie znałam się na tym.
Rozumiem. A drewno?
Nie wiem westchnęłam.
Dobrze. Wejdź do środka, coś wymyślę powiedział, jakby z głębi snu, i wyszedł z podwórza.
Przez godzinę sprzątałam altankę. W środku było zimno, wilgotno i obco. Byłam zrozpaczona, nie wiedziałam, jak tu wytrzymam. Niespodziewanie Michał Feliks przyniósł drewno. Z euforią stwierdziłam, iż przynajmniej jest ktoś obok.
Mężczyzna przeczyścił piec i rozpalił go. Po godzinie zrobiło się ciepło.
Gotowe! Piec dobrze rozpalony, tylko dokładaj drewno, a na noc wygaszaj. Ciepło potrzyma do rana wyjaśnił.
A pan dokąd? Do sąsiadów? spytałam.
Tak. Nie oceniaj, pożyję trochę na ich działce. Do miasta nie chcę wracać Nie mam ochoty szarpać duszy wspomnieniami.
Michał Feliks, poczekaj. Najpierw zjemy kolację, napijemy się gorącej herbaty, potem pójdziesz powiedziałam stanowczo.
Nie zaprzeczał. Zdjął kurtkę i siadł przy piecu.
Przepraszam, iż tak wchodzę w życie zaczęłam. Ale pan nie wygląda na typowego bezdomnego. Dlaczego żyje pan na ulicy? Gdzie pański dom?
Michał Feliks opowiedział, iż całe życie wykładał na uniwersytecie w Krakowie. Wszystko poświęcił nauce. Starzyznę zastała go niepostrzeżenie. Kiedy zrozumiał, iż został sam, było za późno, by zmieniać cokolwiek.
Rok temu zaczęła go odwiedzać siostrzenica. Obiecała pomagać, jeżeli zapisze jej mieszkanie w spadku. Oczywiście cieszył się i zgodził. Potem Tatiana zaskarbiła sobie jego zaufanie i zaproponowała sprzedaż mieszkania w dusznym rejonie, za które kupiłby dom na obrzeżach, z wielkim ogrodem. Okazało się, iż już znalazła dobry, tani dom.
Marzył o ciszy i zieleni, więc nie wahał się. Po sprzedaży mieszkania, Tatiana zaproponowała, by pieniądze włożył do banku, nie trzymał gotówki.
Wujku Michale, usiądź na ławce, ja wszystko załatwię. Wezmę torbę, bo kto wie, może ktoś nas śledzi powiedziała, wchodząc do banku.
Tatiana zniknęła, a on czekał godzinę, dwie, trzy Nie wychodziła. Wszedł do banku: pusto, a z tyłu był drugi wyjście. Michał Feliks nie mógł uwierzyć, iż został oszukany przez własną rodzinę. Do domu Tatiany już nie miał dostępu mieszkanie sprzedane dwa lata wcześniej, adres nieaktualny.
Tak się potoczyło westchnął Od tej pory żyję na ulicy. przez cały czas nie wierzę, iż nie mam już domu.
Myślałam, iż tylko mnie to spotyka Moja historia jest podobna powiedziałam i opowiedziałam mu o sobie.
Kiepsko to wszystko. Ja przynajmniej przeżyłem swoje. Ty rzuciłaś studia, zostałaś bez dachu Nie poddawaj się, każda trudność jest przejściowa. Młoda jesteś, życie przed tobą pocieszał mnie.
Dość o złych rzeczach, chodźmy na kolację! uśmiechnęłam się.
Z przyjemnością patrzyłam, jak z apetytem zajada makaron z parówkami. Stał się nagle bardzo bliski. Było mi go bardzo żal widać było, jak samotnym i zagubionym jest.
Jakże to straszne, zostać zupełnie samemu, na dworze, i zrozumieć, iż nikogo już nie obchodzisz myślałam.
Nikolinko, mogę pomóc z powrotem na uniwersytet. Mam tam wielu przyjaciół, możesz studiować na koszt państwa zaproponował niespodziewanie. Oczywiście, nie mogę pokazać się tak kolegom, ale napiszę list do rektora, a ty się z nim spotkasz. Konstanty, stary znajomy, na pewno pomoże.
Dziękuję, byłoby cudownie! ucieszyłam się.
Dziękuję za kolację, za rozmowę, pora iść powiedział, wstając.
Dokąd pan idzie? zapytałam cicho.
Nie martw się. Mam ciepły szałas na działce obok. Jutro wpadnę uśmiechnął się.
Proszę, nie idź na pole. Mam trzy pokoje, zajmij który chcesz. Szczerze mówiąc, boję się tu spać sama. Boję się tego pieca, nie znam się na tym. Nie zostawisz mnie, prawda?
Nie zostawię powiedział poważnie.
***
Minęły dwa lata Nikolina zdała sesję i, w oczekiwaniu na wakacje, jechała na działkę. Tam mieszkała przez cały czas w zasadzie w akademiku, a na działce w weekendy i wakacje.
Cześć! rzuciła radośnie, przytulając dziadka Michała.
Nikolinko! Moja jedyna! Czemu nie zadzwoniłaś? Wyszedłbym po ciebie na stację. Jak poszło? Zdałaś? ucieszył się staruszek.
Tak, prawie wszystko na piątkę! chwaliła się. Kupiłam ciasto, stawiaj czajnik, świętujemy!
Siedzieli przy herbacie, dzieląc się nowinami.
Posadziłem winogrona. Tam zrobię altanę. Będzie wygodniej i przytulniej opowiadał Michał.
Super! A wiesz, ty tu gospodarz, rób jak uważasz. Ja tylko przyjeżdżam i wyjeżdżam zaśmiała się Nikolina.
Staruszek całkiem się odmieniał. Nie był już samotny. Miał dom i wnuczkę, Nikolinkę. Ja wróciłam do życia, Michał Feliks stał się moim rodziną. Dziękuję losowi, iż posłał mi dziadka, który zastąpił rodziców i podtrzymał mnie w trudnych chwilachPrzy oknie rozbrzmiewał śpiew ptaków, a słońce leniwie zaglądało do wnętrza. Na stole parowała świeża herbata, ciasto pachniało owocami i cynamonem. Nikolina spojrzała przez szybę na ogród, gdzie winogrona puszczały nowe pędy, a Michał Feliks przycinał gałązkę i uśmiechał się do niej.
Wiesz, dziadku, czasem myślę, iż wszystko, co złe, musiało się wydarzyć, żebyśmy mogli się odnaleźć powiedziała cicho.
Staruszek skinął głową, wzruszony. Czasami naprawdę trzeba zgubić swój dom, żeby odszukać adekwatny.
Nikolina ujęła jego dłoń, mocną, choć delikatną. Może to właśnie jest nasze szczęście?
Zapadała wieczorna cisza. Wspólna altana stała się ich kotwicą, ich domem miejscem, gdzie wreszcie byli potrzebni, kochani i wolni. Nie byli już bezdomni.
W ogrodzie zakwitły jabłonie. Z oddali słychać było śmiech. Życie, choć pełne prób, zapraszało ich do stołu i obiecało, iż będą już zawsze razem, niezależnie od tego, jaki adres wpiszą w dowodzie.

2 tygodni temu



