Podczas gdy na salonach władzy toczą się boje o paragrafy, a pióro prezydenckie kreśli veta nad ustawami mającymi cywilizować los zwierząt, w Jemielnicy życie napisało własny, mroźny scenariusz. Scenariusz, w którym owczarek niemiecki próbuje ogrzać beton własnym ciałem przy minus dziewięciu stopniach Celsjusza.
Dzisiejsza interwencja policjantów ze Strzelec Opolskich to obrazek jak z najgorszego snu o polskiej wsi – rozpadająca się buda, brak wody, brak karmy i zwierzę tak osłabione, iż ledwo mogące się poruszać. To obrazek, który idealnie wpisuje się w margines dyskusji o „ustawie łańcuchowej”. Tej samej, która miała zdjąć metalowe okowy z szyj czworonogów i wymusić na właścicielach minimum empatii.
– Pies, wielkości owczarka niemieckiego, leżał bezpośrednio na betonowym podłożu. Zwierzę było wyraźnie osłabione i miało trudności z poruszaniem się. W związku z tym policjanci wraz z przedstawicielami stowarzyszenia zajmującego się ochroną zwierząt niezwłocznie wezwali na miejsce lekarza weterynarii – czytamy w policyjnym raporcie.
To, co uderza w tej historii najbardziej, to nie tylko mróz za oknem, ale mróz mentalny. Właściciel, skonfrontowany z policją, „zobowiązał się” do przeniesienia psa do ciepłego pomieszczenia. Nagle okazało się, iż takie miejsce istnieje. Że słoma jest pod ręką. Że można inaczej. Dlaczego zatem potrzebna była wizyta mundurowych, by pies przestał przymarzać do podwórka?
Tu właśnie docieramy do sedna problemu z wetowaniem ustaw chroniących zwierzęta. Przeciwnicy zmian często podnoszą argumenty o tradycji, o kosztach, o tym, iż „na wsi zawsze tak było”. Ale czy tradycją ma być skazywanie czującego stworzenia na powolną śmierć z wychłodzenia?
– Apelujemy do wszystkich właścicieli zwierząt o szczególną troskę w okresie zimowym. Nadchodzące mrozy mogą stanowić realne zagrożenie dla zdrowia i życia zwierząt. Należy odpowiednio zabezpieczać budy i kojce przed zimnem, wyposażyć je w suche posłanie – przypominają funkcjonariusze.
Prawda jest brutalna – dopóki prawo nie będzie jednoznacznie stać po stronie słabszych, dopóty będziemy skazani na interwencyjne „gaszenie pożarów” (czy raczej rozmrażanie serc) przez policję i fundacje. Każde veto wobec ustaw poprawiających byt zwierząt to ciche przyzwolenie na to, by kolejny owczarek leżał na gołym betonie, czekając na litość, która czasem przychodzi w mundurze, a czasem nie przychodzi wcale.
Bo ostatecznie, jak głosił klasyk – o stopniu cywilizacji narodu świadczy jego stosunek do zwierząt. Patrząc na mroźną noc w Jemielnicy i polityczne gierki wokół ustaw, można odnieść wrażenie, iż wciąż jesteśmy w epoce lodowcowej.
Fot. Opolska Policja








