Bernardyn pogryzł dziecko, właściciel stanie przed sądem. Jest akt oskarżenia

2 godzin temu

52-latek z Małkini Górnej usłyszał zarzut po tym, jak jego bernardyn zaatakował 11-letnią Nikolę wracającą ze szkoły. Pies uciekł z posesji przez otwór w bramie i pogryzł dziewczynkę. Prokuratura skierowała akt oskarżenia do sądu – mężczyzna może odpowiadać za nieumyślne narażenie dziecka na niebezpieczeństwo.

Fot. Shutterstock

Droga ze szkoły zamieniła się w koszmar

22 października 2025 roku, krótko po 14:00, Nikola wracała jak zwykle ze szkoły przez Małkinię Górną. Nagle z ogrodzonej posesji wypadły dwa psy. Jeden z nich, duży bernardyn, rzucił się na dziewczynkę. Drugi czworonóg nie wykazywał agresji.

11-latka doznała licznych ran kąsanych prawego ramienia. Krzyki dziecka usłyszała mieszkająca w pobliżu kobieta. To ona przerwała atak i wezwała pomoc. Dziewczynka trafiła najpierw do szpitala w Ostrowi Mazowieckiej, potem został przetransportowana do szpitala dziecięcego w Warszawie. Lekarze udzielili jej pomocy – rany okazały się na tyle poważne, iż wymagały specjalistycznej opieki.

Otwór między bramą przepustką dla psów? Właściciel zaprzecza winie

Śledczy ustalili, iż psy wydostały się z posesji przez szczelinę między bramą a bramką. Ogrodzenie nie było szczelne – zwierzęta znalazły sobie drogę na zewnątrz. Zdaniem prokuratury, 52-letni właściciel nie zabezpieczył należycie terenu, na którym przebywały psy. Prokuratura Rejonowa w Ostrowi Mazowieckiej zakończyła śledztwo i 23 stycznia skierowała akt oskarżenia do sądu. Mężczyźnie postawiono zarzut z art. 160 §3 i art. 157 §3 w związku z art. 11 §2 Kodeksu karnego – nieumyślnego narażenia małoletniej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

52-latek nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Jak podała Elżbieta Łukasiewicz z Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce, „Podejrzany nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień”. Teraz o jego losie zadecyduje Sąd Rejonowy w Ostrowi Mazowieckiej. Sprawa trafi na wokandę w najbliższych miesiącach.

Sąsiedzi zaskoczeni agresją bernardyna

Podczas śledztwa przesłuchano osoby mieszkające w okolicy. Ich zeznania były zgodne – wcześniej nie było żadnych sygnałów, iż psy mogą stanowić zagrożenie. Bernardyn i drugi czworonóg nie atakowali dotąd nikogo, nie było skarg ani interwencji. Dla lokalnej społeczności atak był zaskoczeniem.

To tylko potwierdza, iż choćby pozornie spokojne zwierzę może w pewnych okolicznościach stać się niebezpieczne. Kluczowa jest odpowiedzialność właściciela – zabezpieczenie terenu, kontrola nad psami, ograniczenie ryzyka.

Brak aktualnego szczepienia na wściekliznę

Podczas postępowania wyszło na jaw, iż właściciel nie posiadał aktualnego zaświadczenia o szczepieniu psów przeciw wściekliźnie. Ostatnie szczepienie bernardyna pochodziło z lutego 2024 roku i było ważne do lutego 2025. W momencie ataku – w październiku – okres ochrony już minął.

Pies, który zaatakował Nikolę, został poddany obserwacji weterynaryjnej pod kątem wścieklizny. Po zakończeniu procedury nie stwierdzono objawów choroby. To oznaczało, iż dziewczynce nie groziło zarażenie – jedno z najgroźniejszych powikłań po ugryzieniu.

Do cięższych obrażeń nie doszło dzięki interwencji

Prokuratura podkreśliła w uzasadnieniu aktu oskarżenia, iż gdyby nie szybka reakcja sąsiadki, skutki ataku mogły być znacznie poważniejsze. „Do powstania cięższych skutków nie doszło na skutek interwencji postronnych osób” – zaznaczyła Elżbieta Łukasiewicz.

Dziewczynka miała szczęście – choć rany kąsane były liczne i wymagały hospitalizacji, nie doszło do uszkodzenia ważnych struktur anatomicznych ani do trwałego kalectwa. Mimo to przeżycie takiego ataku może zostawić ślad w psychice dziecka.

Odpowiedzialność za zwierzęta domowe

Sprawa z Małkini Górnej to kolejny przypadek ataku psa na człowieka w ostatnich miesiącach. W Polsce realizowane są dyskusje o zaostrzeniu przepisów dotyczących posiadania zwierząt uznawanych za potencjalnie niebezpieczne. Wiele osób postuluje obowiązkowe szkolenia dla właścicieli, obowiązek ubezpieczenia OC, a także surowsze kary za zaniedbania.

Obecnie właściciele odpowiadają cywilnie i karnie za szkody wyrządzone przez ich zwierzęta. Art. 160 Kodeksu karnego mówi o narażeniu innej osoby na niebezpieczeństwo – w wypadku 52-latka chodzi o nieumyślne działanie, co może skutkować łagodniejszym wymiarem kary niż w przypadku świadomego zaniedbania.

Co grozi właścicielowi psa?

Za nieumyślne narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu grozi kara więzienia do lat 3. Sąd bierze pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy – stopień zaniedbania, skutki zdarzenia, dotychczasową niekaralność oskarżonego.

W praktyce wyroki w tego typu sprawach są zróżnicowane. Sądy często orzekają kary w zawieszeniu, grzywny lub ograniczenie wolności. Wiele zależy od tego, czy doszło do trwałego uszczerbku na zdrowiu pokrzywdzonego i czy sprawca wyraża skruchę.

52-latek z Małkini Górnej nie przyznał się do winy – to może wpłynąć na ocenę sądu. Z drugiej strony fakt, iż wcześniej psy nie atakowały nikogo, może działać na jego korzyść. Proces pokaże, jak sędzia rozstrzygnie tę sprawę.

Idź do oryginalnego materiału