Atak psów w Otmicach miał miejsce na początku roku. Wcześniej czworonóg pani Bernadety i trzy agresywne psy zaczęły na siebie szczekać. Kobieta trzymała swojego pupila blisko siebie, ale tamte zwierzęta napierały.
– Zaczęłam wrzeszczeć, bo widziałam kogoś chodzącego po polu. Krzyczałam: „Weźcie te psy! Zabierzcie stąd te psy!” i ten ktoś przybiegł. Okazało się, iż to był ich właściciel – relacjonuje.
Właściciel psów początkowo nad nimi zapanował. Ale potem one wróciły. I znów zaatakowały. Pani Bernadeta myślała, iż zagryzły jej psa. Ten przeżył, ale się szarpał. Przez to kobieta dwa razy się przewróciła. Wtedy poczuła ból.
– Pamiętam, iż zawołałam „on mnie ugryzł”. Potem już nie czułam nic więcej. Żadnych ugryzień – mówi poszkodowana.
Właściciel psów, które przypuściły atak w Otmicach, ostatecznie je zabrał. Pani Bernadeta wróciła domu. Dopiero zapadła decyzja, by jechać do szpitala. Kobieta była w szoku. Dopiero jak adrenalina przestała działać, pani Bernadeta poczuła ból.
– Do domu doszłam sama. Gdy dojechaliśmy do szpitala, już nie umiałam wyjść z auta – opowiada.
Rany wymagały szycia. Na łydce jednej nogi lekarze musieli założyć czternaście szwów. Na pogryzionej kostce drugiej nogi doszły kolejne trzy szwy. Pani Bernadeta przez pewien czas musiała poruszać się o kulach. Lekarz gdy dowiedział się, iż rany kobiety spowodował atak psów w Otmicach, wezwał policję. Sprawa jest w toku.
Atak psów w Otmicach. „Biegają samopas”
Można powiedzieć, iż ta sytuacja była punktem kulminacyjnym problemu, na który mieszkańcy Otmic skarżą się od dłuższego czasu. Chodzi o psy biegające samopas po ulicach i terenach zielonych wsi. To nie efekt zerwania się ze smyczy czy ucieczki z posesji gdy właściciel nie zdążył domknąć bramy.
– One są wręcz wypuszczane – mówi sołtys Roman Larisz. – Na jednej ulicy jest parę zwierząt, na które trafiamy często. To są ciągle jedne i te same psy biegające luzem.
Czworonogi w okolicy, nie licząc opisanego wyżej przypadku, nie zaatakowały nikogo więcej. Budzą one jednak pewien niepokój. Zwłaszcza wśród opiekunów dzieci wracających ze szkoły.
– Zdarza się, iż rodzice zgłaszają problem, gdy w danym miejscu stoi pies i dziecko boi się przejść. Zwierzęta te zwykle są spokojne, ale nie można dziwić się rodzicom. Zwłaszcza po wydarzeniach z początku stycznia, gdy w Otmicach mieliśmy atak psów – mówi sołtys.
Nagana, grzywna, a choćby ograniczenie wolności
Do podobnych sytuacji – jak atak psów w Otmicach – dochodzi też w innych częściach powiatu strzeleckiego. Jak mówi mł. asp. Dorota Janać, oficer prasowy policji w Strzelcach Opolskich, to właściciel lub opiekun psa odpowiada za jego zachowanie.
– Dotyczy to zarówno sytuacji, gdy pies przebywa pod nadzorem, jak i wtedy, gdy np. ucieknie z posesji. Puszczanie psa bez nadzoru może stanowić realne zagrożenie dla bezpieczeństwa mieszkańców. W szczególności dzieci, osób starszych, rowerzystów oraz innych właścicieli zwierząt. Zgodnie z wytycznymi Kodeksu cywilnego, osoba, która posiada zwierzę lub się nim opiekuje, ponosi odpowiedzialność za szkody wyrządzone przez zwierzę, zarówno na osobie, jak i w mieniu – opisuje rzeczniczka.
Właściciel czworonoga biegającego bez nadzoru może odpowiadać jeszcze na podstawie Kodeksu wykroczeń. Mowa w nim o niedochowaniu środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia. Grozi za to nagana, grzywna do tysiąca złotych, a w skrajnych przypadkach: ograniczenie wolności.
– W praktyce oznacza to, iż konsekwencje mogą dotyczyć m.in. przypadków, gdy pies samodzielnie wydostaje się z posesji i stwarza zagrożenie w miejscu publicznym. W przypadku poważnych skutków zdarzenia, np. ciężkich obrażeń, sprawa może również podlegać ocenie pod kątem odpowiedzialności karnej – mówi Dorota Janać.
Atak psów w Otmicach. Co zrobić w podobnej sytuacji?
Co zrobić, gdy na naszej drodze stanie pies, co do zamiarów którego nie jesteśmy pewni? Katarzyna Zamierowska – trenerka, treserka i behawiorystka psów – mówi, iż trzeba pamiętać o tym, iż pies pochodzi od wilka i jest drapieżnikiem.
– Nie można przed nim uciekać. Drapieżnik bowiem goni, ma to zapisane w genach – zaznacza. – Po drugie, gdy pies zbliży się do nas, nie patrzmy mu w oczy. Dla czworonoga jest to forma mierzenia się z nim. Unikamy więc jego wzroku, odwracając głowę. Uważajmy też, by nie robić gwałtownych ruchów, gdy istnieje groźba ataku.
– Pies może podejść z ciekawości, aby obwąchać lub zdobyć jakiś smakołyk. Niekoniecznie musi to być działanie wrogie. Trzeba więc pamiętać, iż pies dzieli rzeczy na te, które są dla niego bezpieczne i niebezpieczne. W przypadku zagrożenia, pies ma dwie możliwości działania: ucieczkę lub atak. By więc tego ostatniego uniknąć, zachowujemy się spokojnie, nie krzyczymy. Starajmy się robić wszystko, by nie pobudzać zwierzęcia i nie zagradzać mu drogi ucieczki – radzi Katarzyna Zamierowska.
Zaznacza, by nie schylać się i nie kucać do psa. Bo z jego perspektywy stajemy się wtedy mniejszą, łatwiejszą zdobyczą. A gdy stoimy, to pies ma trudniejszy dostęp do naszej twarzy czy szyi.
– choćby mały york może ugryźć. Dlatego właściciel musi być za niego odpowiedzialny i pamiętać o tym, iż to tylko zwierzę – przypomina ekspertka.
Dorota Janać zauważa, iż atak psów w Otmicach to ważna przestroga.
– Smycz i adekwatny nadzór nad zwierzęciem to nie tylko kwestia przepisów, ale przede wszystkim bezpieczeństwa mieszkańców – mówi oficer prasowy. – Wystarczy chwila nieuwagi lub lekceważenie obowiązków właściciela, by doszło do dramatu. Odpowiedzialność za psa nie kończy się na własnym podwórku, to realny obowiązek wobec sąsiadów, dzieci i wszystkich mieszkańców miejscowości.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydanie

3 godzin temu


