Zwierzę konało na polu przez 6 godzin. "Kiedy przyjechaliśmy, jej stan był już dramatyczny"

1 godzina temu

Młoda klempa leżała na polu przez sześć godzin

Młody łoś leżał na polu w gminie Oporów. Zwierzę przez około sześć godzin czekało na transport, a w tym czasie na miejscu był m.in. lekarz weterynarii i policja. Kiedy o sprawie dowiedział się Artur Paul ze Stowarzyszenia Pomagam Bocianom, w ciągu około godziny udało się zorganizować samochód, sprzęt i ludzi potrzebnych do przewiezienia zwierzęcia. Niestety młoda klempa nie przeżyła.

Do zdarzenia doszło w rejonie miejscowości Wola Owsiana. Jak relacjonuje Stowarzyszenie Pomagam Bocianom, informację o leżącym na polu łosiu otrzymało około godz. 15:40.

– Dziś o godzinie 15:40 otrzymaliśmy telefon z informacją o młodym łosiu – łosiu euroazjatyckim (Alces alces) – leżącym na polu w gminie Oporów, nieopodal miejscowości Wola Owsiana. Dojechaliśmy na miejsce w kilka minut, ponieważ zdarzenie miało miejsce bardzo blisko naszego ośrodka – przekazał Artur Paul.

Na miejscu zastali policję oraz lekarza weterynarii. Według relacji zwierzę leżało tam już od około sześciu godzin. Policjanci zabezpieczali miejsce, a w tym czasie oczekiwano na decyzję i zorganizowanie transportu przez Urząd Gminy Oporów.

https://kutno.net.pl/wydarzenia/to-koniec-ze-szpitalnym-problemem-ktory-dotyka-kazdego-wymuszaja-to-nowe-przepisy/vP9cv9EXdh2G6c2GKxBi

Weterynarz nie zdecydował o eutanazji

Stowarzyszenie podaje, iż u młodej klempy nie stwierdzono widocznych ran ani śladów wskazujących na potrącenie lub kolizję. Zwierzę nie było jednak w stanie samodzielnie wstać.

W swojej relacji Stowarzyszenie wskazuje również, iż po podaniu leku uspokajającego klempa była jeszcze w stanie podnieść się o własnych siłach. Lekarz weterynarii miał ocenić, iż nie kwalifikuje się ona w tamtym momencie do eutanazji. Potrzebny był natomiast szybki transport do ośrodka, gdzie można byłoby przeprowadzić dalszą diagnostykę i leczenie.

– Łoś przez około 6 godzin pozostawał na polu, również w pełnym słońcu. Z przekazanych nam informacji wynika, iż lekarz weterynarii interweniował w gminie i ponaglał działania związane ze zorganizowaniem transportu – twierdzą przedstawiciele Pomagam Bocianom.

Organizacja zaznacza jednocześnie, iż nie można jednoznacznie stwierdzić, co bezpośrednio doprowadziło do śmierci zwierzęcia. Do tego potrzebne byłyby sekcja zwłok i odpowiednie badania. Wśród możliwych przyczyn wymienia jednak skrajne wyczerpanie, następstwa silnego stresu, miopatię stresową oraz przegrzanie.

W godzinę zorganizowali transport

Kiedy przedstawiciele stowarzyszenia dotarli na miejsce, rozpoczęli organizowanie pomocy na własną rękę.

- Kiedy przyjechaliśmy, jej stan był już dramatyczny. Skrajne wyczerpanie, bardzo ciężki oddech, wielogodzinne leżenie i pełne słońce. Tak długi czas w takich warunkach dodatkowo narażał zwierzę na przegrzanie i dalsze pogarszanie jego stanu. Nie zastanawialiśmy się, kto powinien wykonać pierwszy telefon. Zaczęliśmy działać – relacjonuje.

W pierwszej kolejności skontaktowali się z Fundacją Wzajemnie Pomocni, aby znaleźć miejsce dla zwierzęcia.

Jak relacjonują, w około godzinę udało się zorganizować samochód, ładowarkę oraz osoby potrzebne do bezpiecznego załadunku. Nie było to proste zadanie, ponieważ masa młodej klempy była szacowana na około 250 kilogramów.

- Takiego zwierzęcia nie można po prostu podnieść i włożyć do samochodu. Potrzebny był odpowiedni sprzęt i przede wszystkim ludzie gotowi natychmiast pomóc. I takich ludzi nie zabrakło. W akcji uczestniczyli również okoliczni mieszkańcy, którzy bez wahania włączyli się w pomoc. Dziękujemy Wam za ogromną chęć działania, za zaangażowanie, a przede wszystkim za empatię wobec cierpiącego dzikiego zwierzęcia. W takich chwilach naprawdę widać, jak wiele można zrobić, kiedy ludzie zamiast odwracać wzrok po prostu zaczynają działać – dodaje Artur Paul.

Samochód potrzebny do transportu udostępnił właściciel Wypożyczalni Samochodów – Dudki 11.
Mimo podjętej akcji ratunkowej zwierzę ostatecznie nie przeżyło.

- Młoda klempa odeszła za Tęczowy Most… I cały czas w naszych głowach pozostaje jedna liczba: 6 GODZIN. 6 godzin leżenia bez możliwości podniesienia się. 6 godzin oczekiwania. 6 godzin w pełnym słońcu. 6 godzin, podczas których stan zwierzęcia z każdą chwilą się pogarszał – dodaje Stowarzyszenie.

„Nie możemy odpowiedzialnie powiedzieć, iż przeżyłoby”

Stowarzyszenie podkreśla, iż nie chce przesądzać, iż wcześniejszy transport na pewno uratowałby życie klempy.

– Nie możemy odpowiedzialnie powiedzieć, iż gdyby transport został zorganizowany wcześniej, zwierzę na pewno by przeżyło. Tego już nigdy się nie dowiemy – zaznaczają przedstawiciele organizacji.

Jednocześnie pytają, dlaczego żywe, potrzebujące pomocy dzikie zwierzę miało czekać na transport około sześciu godzin.

– Nie piszemy tego po to, żeby urządzać publiczną awanturę. Piszemy dlatego, iż w ratowaniu zwierząt czas ma ogromne znaczenie – przekazuje stowarzyszenie w poście na facebooku.

Stowarzyszenie wskazuje również, iż sami byli w stanie w około godzinę znaleźć miejsce dla zwierzęcia, samochód, odpowiedni sprzęt oraz osoby gotowe do pomocy.

- Nie może być tak, iż zwierzę cierpi godzinami, podczas gdy trwa ustalanie, kto ma podjąć decyzję, kto ma znaleźć samochód i kto adekwatnie powinien zareagować. Oficjalne wytyczne organów ochrony przyrody wskazują, iż w przypadku rannego lub osłabionego dzikiego zwierzęcia należy jak najszybciej zapewnić mu odpowiednią pomoc, a adekwatna gmina jest jednym z podstawowych podmiotów, do których należy zgłaszać takie zdarzenia i które powinny uczestniczyć w organizacji działań. Nie będziemy przy tym tworzyć przepisu, którego nie ma – polskie prawo nie zawiera prostego artykułu mówiącego wprost, iż „gmina ma obowiązek przewieźć każde dzikie zwierzę do najbliższego ośrodka”. Nie zmienia to jednak faktu, iż sześciogodzinne oczekiwanie żywego zwierzęcia na skuteczną pomoc powinno skłonić do bardzo poważnych pytań o funkcjonowanie procedur – dodaje Stowarzyszenie.

„Młoda klempa przemieszczała się wcześniej z drugim osobnikiem”

Szczegóły całej tragicznej sytuacji opowiedział nam Artur Paul ze Stowarzyszenia Pomagam Bocianom.

– Jak wiemy, młoda klempa przemieszczała się wcześniej z drugim osobnikiem. Z relacji, które otrzymaliśmy, wynika również, iż łosie były gonione przez psy. Istnieje duże prawdopodobieństwo, iż w wyniku bardzo silnego stresu u młodej klempy mogła rozwinąć się miopatia stresowa. Zwierzę położyło się na polu, około 10 metrów od drogi – poinformował nas Artur Paul.

Co ważne, choć zwierze na początku nie było wstanie wstać, to po podaniu leku uspokajającego klempa podniosła się o własnych siłach. Kiedy lek zaczął działać, ponownie się położyła i zasnęła. Lekarz weterynarii ocenił, iż nie jest to zwierzę kwalifikujące się w tamtym momencie do eutanazji.

- Potrzebny był możliwie szybki i bezpieczny transport do ośrodka, gdzie można byłoby wykonać szczegółową diagnostykę, wdrożyć odpowiednią farmakoterapię, płynoterapię oraz dalsze postępowanie stabilizujące. I właśnie tutaj zaczął się największy problem. Łoś przez około 6 godzin pozostawał na polu, również w pełnym słońcu. Z przekazanych nam informacji wynika, iż lekarz weterynarii interweniował w gminie i ponaglał działania związane ze zorganizowaniem transportu – dodaje Stowarzyszenie.

Jak tłumaczy Artur Paul Silny stres, wielogodzinne unieruchomienie, wysoka temperatura otoczenia, brak możliwości wykonania dalszej diagnostyki oraz brak wdrożenia na czas pełnego leczenia i płynoterapii mogły doprowadzić do gwałtownego pogorszenia stanu klempy. Bez wykonania sekcji zwłok i odpowiednich badań nie możemy jednoznacznie wskazać bezpośredniej przyczyny śmierci. Można jednak poważnie brać pod uwagę skrajne wyczerpanie organizmu, następstwa silnego stresu i miopatii oraz przegrzanie, a choćby udar cieplny.

- Najbardziej boli fakt, iż kiedy lekarz weterynarii badał klempę, zwierzę żyło, wstawało jeszcze o własnych siłach i według jego oceny nie kwalifikowało się do eutanazji. Była więc szansa na podjęcie dalszej walki o jego życie – dodają.

Stowarzyszenie zwraca uwagę, iż nie chce opierać całej sprawy wyłącznie na emocjach. Oczekuje natomiast wyjaśnienia, jakie działania podejmowano przez około sześć godzin, dlaczego transport nie został zorganizowany wcześniej oraz czy procedury w podobnych sytuacjach zostaną usprawnione.

- To szczególnie przykre dla nas, ponieważ wcześniej w gminie Oporów mierzyliśmy się ze sprzeciwem dotyczącym utworzenia naszego ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt. Teraz, kiedy na terenie tej samej gminy pojawiło się dzikie zwierzę wymagające pilnej pomocy, wydarzenia pokazały, jak bardzo potrzebne są sprawne procedury, odpowiednie zaplecze oraz miejsce, do którego takie zwierzę można natychmiast przetransportować – dodaje Artur Paul.

Idź do oryginalnego materiału