Zostawmy ją tu, niech sobie radzi sama!” – powiedzieli, porzucając staruszkę w śniegu

4 dni temu

Zostawmy ją tu, niech sobie zdycha! powiedzieli, wrzucając staruszkę w zaspę śnieżną. Łajdacy nie rozumieli, iż boomerang niedługo do nich wróci.
Walentyna Pietrak szła w stronę swojego bloku. Starsze panie na ławce dyskutowały o nowym aucie zaparkowanym przed klatką.
Czyje to? zapytała Walentyna.
A skąd mamy wiedzieć? odparła jedna z sąsiadek. Pewnie Marii. U nas takich drogich wozów nie uświadczysz.
U nas tylko karetki podjeżdżają! dodała druga.
Kobiety jeszcze trochę pogadały o władzy i plotkach. Nagle wyszła ta sama Maria, do której należał samochód. Poszła swoją drogą, zupełnie ignorując sąsiadki i auto stojące na trawniku. Walentyna gwałtownie wróciła do domu.
Walentyna Pietrak? odezwał się mężczyzna w klatce schodowej. Pamięta mnie pani? Rozmawialiśmy kilka dni temu. Jestem pani krewnym.
O, Zbyszek! zawołała, rozpoznając go. Czemu nie dałeś znać, iż przyjeżdżasz? To twoje auto stoi na trawniku?
Tak, moje.
To gwałtownie je przeparkuj, zanim ludzie cię zlinczują! Jak można wpadać na taki pomysł, żeby niszczyć moje kwiaty?!
Krewny pośpiesznie wyszedł, a Walentyna poszła nastawić herbatę. Musiała sprzedać mieszkanie nie chciała zostawić sąsiadom zniszczonego trawnika.
Kiedyś odwiedzał ją wujek z synem. Później rodzina straciła kontakt. A teraz nagle zjawił się ten młody chłopak. Coś w nim jednak wzbudzało nieufność. Ciągle palił młody, a zęby już żółte. Dobrze, iż w ogóle przyjechał. Kobieta nie chciała zatrudniać agenta nieruchomości wolała odwdzięczyć się krewniakowi. Ale ten odmówił pieniędzy.
Walentyna na starość została sama. Chciała przeprowadzić się bliżej natury. Lepiej świeże powietrze niż codzienne schodzenie z czwartego piętra. Na wsi był przedszkole. Póki miała siły, chciała zasadzić warzywa. Jesienią znalazł się kupiec na mieszkanie.
Jutro zima. Poczekajmy do wiosny zdecydowała Walentyna, odkładając sprzedaż.
Ale ceny wzrosną! zaprotestował krewny. Zimą łatwiej sprawdzić ogrzewanie. Poza tym już jest chętny. A jeżeli się rozmyśli?
Ale jeszcze nie znaleźliście mi domu! Gdzie ja będę mieszkać? Najpierw dom, potem sprzedaż westchnęła.
Zbyszek się zgodził.
Niedługo później znalazł kilka propozycji. Wybrali jeden dom i pojechali na wieś. Po obejrzeniu Walentyna trochę się zniechęciła wszędzie potrzebny był remont. Ale za pieniądze z mieszkania starczyłoby i na dom, i na naprawy.
Zbyszek znał się na budowlance i mógł oszacować koszty. Obiecał pomóc.
Staruszkę gryzło:
Zima za pasem. Nie chce mi się z tym remontem. Chcę wejść i żyć jak normalni ludzie.
No ale ja pani pomogę! zapewniał.
Walentynę niepokoiło, iż Zbyszek tak się spieszy ze sprzedażą. Uznała jednak, iż nie ma w tym podstępu po prostu chciał ulżyć staruszce. Podziękowała za pomoc i wyznaczyli termin notarialny.
Kupiec i notariusz przyjechali punktualnie. Zbyszek zrobił wszystkim herbatę. Kobiecie żal było mieszkania tyle lat tu żyła. Ale nie było odwrotu. Rzeczy spakowane, dokumenty podpisane.
No to można się przeprowadzać! oznajmił Zbyszek.
Zaraz, już teraz? Przecież jeszcze nie spakowałam naczyń próbowała oponować, ale krewny nalegał, twierdząc, iż kupiec nie ma gdzie spać.
No dobrze, jeżeli dziś, to dziś. Tylko gwałtownie zbiorę garnki zgodziła się.
Wkrótce jechali ciężarówką. Staruszka ziewnęła i zasnęła. Co jakiś czas budziła się, widząc drogę przez okno i słysząc rozmowy mężczyzn.
Proszę pani, słyszy mnie pani? głos Zbyszka brzmiał jakby z oddali. Nie miała siły odpowiedzieć.
Zostawmy ją tu usłyszała, gdy znów odzyskała świadomość. Wszystko wydawało się jak we mgle. Wyrzucili ją prosto w śnieg.
Niech zdycha dodał Zbyszek.
Dotarło do niej, iż krewny ją oszukał. Widocznie dosypał coś do herbaty, żeby zasnęła i podpisała dokumenty. Zamknęła oczy, gotowa na śmierć.
Tymczasem obserwowała to młoda dziewczyna. Jadąc obok, zauważyła stojący wóz i pomyślała, iż kierowca potrzebuje pomocy. Gdy jednak zobaczyła, jak mężczyźni ciągną coś w stronę lasu, zaintrygowała się. Padał gęsty śnieg. Dlaczego ktoś coś wyrzuca w takich warunkach? Może ukrywają przestępstwo?
Zgasła światła i zapisała numery rejestracyjne. Gdy nieznajomi odjechali, pobiegła w miejsce, gdzie wynosili towar. Znalazła staruszkę. Sprawdziła puls żyje! Natychmiast zadzwoniła po pomoc.
Gdy przyjechał jej mąż, zabrali kobietę do samochodu. W drodze Walentyna ocknęła się.
Gdzie ja jestem? zapytała słabo.
Znaleźliśmy panią odparła Irena. Pamięta pani, jak trafiła na śnieg?
Tak Pamiętam. Sprzedawaliśmy z krewnym mieszkanie. Potem piliśmy herbatę On coś mi dosypał! Później jechaliśmy na wieś, a oni mnie wyrzucili. Pozbyli się mnie!
Niech pani pozwoli, pomogę powiedziała dziewczyna, sięgając po krem z apteczki.
Z wami jest cieplej uśmiechnęła się staruszka. Bez was bym zginęła.
Później Irena i Walentyna zgłosiły sprawę na policję. Rozpoczęto śledztwo. Młoda kobieta zaproponowała, by staruszka zamieszkała z nimi na jakiś czas.
Po dwóch tygodniach Walentyna odzyskała mieszkanie. Zbyszka i jego wspólnika aresztowano za oszustwo. Na wiosnę, jak planowała, sprzedała lokal i kupiła domek na wsi. Remont nie był potrzebny, więc od razu zabrała się do ogródka. Latem zaprosiła Irenę z mężem w gości. Nigdy nie zapomniała ich dobroci.

Idź do oryginalnego materiału