Znalazł powód, by się oświadczyć. Opowieść
Dziękuję wszystkim za wsparcie, za polubienia, komentarze i zainteresowanie moimi opowieściami, za subskrypcję i OGROMNE DZIĘKI od siebie i mojej piątki kocich urwisów za każdą wpłatę! Podzielcie się proszę, jeżeli któraś z historii przypadła Wam do gustu, to dla autora zawsze duża radość!
Twoja córka chciała mieć rasowego psa? zapytał kiedyś znajomy sąsiad pewnej kobiety.
Chciała, ale skąd tu wziąć na to pieniądze, żyjemy bez ojca odparła kobieta. Sąsiad tylko się uśmiechnął: Oddam za darmo, chodźcie, pojedziemy zobaczyć.
Jak na złość, córka Basia właśnie wróciła ze szkoły i wszystko usłyszała. Oczy jej rozbłysły:
Mamo, pojedźmy, przecież za darmo! Obiecuję, będę z nim wychodzić i uczyć się na piątki, naprawdę, mamo!
No popatrz, Janusz, co z ciebie za facet! Zadrażniłeś dziecko, a ja się teraz martw obruszyła się pani Małgorzata.
Małgorzato, zanim się złościsz, może byś na mnie popatrzyła? Dobry facet jestem, pracowity, miły, tylko samotny…
Daj spokój, Janusz, po co mam na ciebie patrzeć? Przecież ja ciebie znam, jestem od ciebie starsza o siedem lat, szkołę kończyłam, kiedy ty dopiero byłeś w podstawówce, dobrze wiesz!
Ale patrz teraz, już jesteśmy równi, a choćby ciut wyższy od ciebie jestem i silniejszy! Janusz podszedł i lekko Małgorzatę objął.
Widzisz Basiu, jak bardzo przewyższam mamę twoją!
Ale rozumem słabszy, przy dziecku takie czułości… wykręciła się Małgorzata.
Właśnie! Brak mi takiej mądrej jak ty, więc tylko się męczę Janusz uśmiechnął się żałośnie.
Dajcie już spokój… jedziemy po tego psa, czy nie? z płaczem zapytała Basia.
No pewnie! Gdzie ty znajdziesz takiego? Ładny, w łatki. A jaka historia się z nim wiąże! Chodźcie, pokażę wam Janusz zaczął mówić tajemniczo, a Basia chwyciła mamę za rękę:
Mamoooo, obiecałaś!!!
Janusz zobaczył niepokój w oczach sąsiadki, więc zaczął działać:
To co, odpalam auto? To blisko, nie pożałujecie!
Małgorzata spojrzała na Janusza z ukosa, westchnęła i powiedziała do córki:
Dobrze już, mówią, iż mały piesek, ale pamiętaj, jak dostaniesz trójki
Przez całą drogę Basia wypytywała: A piesek wesoły? Jak się nazywa? Panie Januszu, jesteśmy już blisko?
W końcu dojechali do starej kamienicy.
To mieszkanie mojej świętej pamięci mamy, wynajmowałem je, ale źle się potoczyło. Wybaczcie, jest tam bałagan, nie zdążyłem posprzątać, wczoraj dopiero się dowiedziałem, gdy przyszedłem po czynsz…
W środku szokujący rozgardiasz i kurz.
Pośród worków z rozsypaną kaszą, pustych opakowań po ciastkach i pogiętych śmierdzących puszek, siedziała skulona szara kotka z żółtymi oczami i kudłaty piesek.
Brudne, wychudzone, a jednak, jak się niedługo dowiedzieli, niezłomne, choć tak los ich potraktował.
Popatrzcie tylko, mówił rozemocjonowany Janusz miesiąc tu nie byłem, przyjechałem po pieniądze, a tu taki widok!
Sąsiedzi opowiedzieli, iż dwie dziewczyny, które wynajmowały mieszkanie, wyprowadziły się po cichu kilka tygodni temu, nie płacąc choćby do końca.
Kota i psa zostawiły na pastwę losu.
Zwierzęta zostały same, bez jedzenia, bez wody, zamknięte i niepewne swojego losu.
Jak one przetrwały? przerażona zapytała Basia.
Ślady ich walki rozrzucone były po całym mieszkaniu. Głodny pies i kot szukały i zjadały wszystko, co się dało. Ciasteczka i cukierki zjadły od razu, potem gryzły makaron i suchą owsiankę. Cudem rozdarły puszki z konserwami i mlekiem skondensowanym, które zostawiły im poprzednie lokatorki. Zjadły, co dało się znaleźć!
Trzeba było to zobaczyć!
Ale najważniejsza była woda.
Kotka chyba potrafiła odkręcić kran w łazience albo przypadkiem to zrobiła. Miały szczęście, iż odkręciły lekko, bo w przeciwnym razie zalałyby sąsiadów i pomoc przyszłaby wcześniej…
Janusz wiedział, kogo tu zabrać Basia natychmiast rzuciła się, żeby oba zwierzaki nakarmić karmą, którą Janusz przyniósł.
Nawet pani Małgorzacie łzy pociekły po policzkach…
Wiedziałem, Małgosiu, nie zawiodłem się na tobie, masz dobre serce, mówił cicho Janusz, podczas gdy Basia głaskała najedzonego, szczęśliwego psa i kotkę To co, bierzemy oboje do domu? A dzie tam, wyjdziesz za mnie, Małgosiu? Widzisz, dlatego się nie ożeniłem, nie było takiej jak ty. Zostań moją żoną, lepiej nam się będzie żyło niż komukolwiek, nie wątp. Mam auto, dwa mieszkania, będzie gdzie Basię umieścić, jak pójdzie za mąż. Jedno wynajmiemy, ale tym razem porządnym ludziom! Co powiesz? Może jeszcze dzieci mieć będziemy, a już teraz dom pełen miłości! Kot i pies też już są, jak przystało na porządny dom, zgódź się, Małgosiu!
Zgódź się, mamo! krzyknęła Basia, nie do końca rozumiejąc, o czym mówi sąsiad.
Janusz aż się zaśmiał,
Widzisz, wszyscy się zgadzają twoja kolej!
Daj spokój, Janusz, chyba żartujesz? speszyła się Małgorzata.
A przecież Janusz naprawdę był porządnym i uczynnym człowiekiem, nie zostawiłby zwierząt w potrzebie.
Małgorzata nigdy nie pomyślała, iż ktoś jeszcze mógłby ją poprosić o rękę. Jednak kiedy poczuła jego objęcie i zobaczyła iskierki w jego oczach, serce jej zabiło radośnie.
Daj mi przemyśleć, jeżeli mówisz poważnie, kusicielu! zarumieniła się aż po uszy.
Cóż, my nie dumni! Ja teraz kota biorę do siebie, wam pies, jak chcieliście. Jutro z Misią wrócimy po odpowiedź, a ty, Azor, zrób porządek u siebie! zwrócił się Janusz do psa, który zaszczekał radośnie w zgodzie…
Janusz namówił Małgorzatę, by zgodziła się za niego wyjść.
Po miesiącu cały blok świętował ich wesele.
Przygotowania były u Małgorzaty w mieszkaniu, a stoły ustawiono u Janusza tam było więcej miejsca w jego kawalerskiej norze.
Misza i Azor nie odstępowali od nowych właścicieli na krok zwierzęta czują serce dobrych ludzi i wiedzą, gdzie ich miejsce.
Po roku Małgorzata i Janusz doczekali się bliźniaków Soni i Alka.
Teraz Misza i Azor mieli zajęcie pilnowali maluchów. W dużej rodzinie dla wszystkich znajdzie się rola.
Najważniejsze jednak, iż w wielkiej i kochającej się rodzinie szczęścia jest co niemiara!
Dzieci mają radość, a zwierzaki dobre i ciepłe miejsce przy ludziach.
A zwłaszcza, gdy w domu są i kotka, i pies!







