Zauważywszy psa leżącego przy ławce, podbiegł do niego. Jego wzrok padł także na smycz, którą Natalia niedbale zostawiła.

polregion.pl 15 godzin temu

Gdy zobaczyła psa leżącego przy ławce, od razu do niego podbiegła. Jej wzrok padł także na porzucony niedbale przez Natalię obrożę.

Widok psa przy ławce poruszył ją natychmiast. Podeszła bliżej, a wtedy dostrzegła obrożę, którą Natalia rzuciła byle gdzie. Mars patrzył na swojego pana opuchniętymi oczami, jakby skarżąc się

Z bratem prawie nie rozmawiała od prawie dwóch lat. Jadwiga do dziś nie rozumiała, jak mała sprzeczka mogła przerodzić się w tak gwałtowny konflikt.

Jadwiga i Wojciech Kowalscy urodzili się w odstępie roku. Od dzieciństwa byli nierozłączni, zawsze stawali za sobą murem. Bez względu na psoty, które wyczyniali, zawsze brali odpowiedzialność po równo nigdy nie chowali się za plecami drugiego.

Ich rodzinna wieś, Nowa Wieś, z roku na rok się rozwijała i rozkwitała. Mieli szczęście z wójtem Piotr Michalski, który sam się tu urodził, okazał się świetnym gospodarzem.

Po skończeniu studiów rolniczych wrócił do rodzinnej wsi i zaczął działać. Jego wysiłki gwałtownie zostały docenione, a po dziesięciu latach Piotr Michalski został wójtem Nowej Wsi.

W życiu osobistym też mu się układało. Jadwiga, po skończeniu szkoły medycznej, zaczęła pracować w wiejskiej przychodni jako pielęgniarka. Piotr nie mógł pozostać obojętny na taką urodę. Jadwiga odwzajemniła jego zainteresowanie. Pobrali się, a ich wesele świętowała cała wieś. Wojciech szczerze cieszył się z szczęścia siostry, choć jego własne małżeństwo z Natalią dalekie było od ideału.

Dopóki Jadwiga była panną, Natalia czasem mruczała pod nosem, nazywając ją bezwartościową lub zarozumiałą. Ale po ślubie narzekania zastąpiła zazdrość. Natalia coraz więcej wymagała od męża nowy dom, większy samochód, lepsze futro

Coraz częściej wyrzucała Wojciechowi: *Inni mają wszystko, a my nic!* Mężczyzna starał się, jak mógł, ale ani pieniędzmi, ani siłą nie był w stanie zaspokoić jej pragnień.

Natalia była zresztą nieszczęśliwa Pan Bóg nie obdarzył jej euforią macierzyństwa. A tymczasem Jadwiga szczęśliwie wyszła za mąż, urodziła syna, potem córkę, wybudowała duży dom, a jej mąż osiągnął zaszczytną pozycję

Rodzinne spotkania kończyły się coraz częściej kłótniami. Za każdym razem, gdy Wojciech odwiedzał Jadwigę, Natalia zaraz potem zaczynała go krytykować.

Ostatni skandal wybuchł w urodziny Wojciecha. Jadwiga podarowała mu szczeniaka labradora od dawna marzył o takim psie. Piotr zaś dał mu nowy motocykl.

Wszystko szło dobrze, dopóki pijana Natalia nie wpadła w szał i nie wylała na Jadwigę nagromadzonej złości:

No i co, Jadźka? Ten pies to jakiś przekaz? Skoro nie ma dzieci, to chociaż psa sobie kupimy, co?!

Jadwiga próbowała załagodzić sytuację:

Natalko, uspokój się. Potem będziesz się wstydzić

Ale jej słowa nie poskutkowały. Wybuchła wielka awantura, goście podzielili się na dwa obozy. Piotr szepnął żonie, żeby wyszli, i po pożegnaniu opuścili przyjęcie.

Minęły dwa lata. Od tamtego wieczoru Wojciech zaczął unikać siostry, ich kontakt ograniczał się do krótkich, rzadkich spotkań. Tymczasem między nim a Natalią narastało napięcie.

Wieczorami Wojciech coraz częściej wychodził z Marsem nad rzekę. Obaj wydawali się szczęśliwi: Wojciech rzucał patyk, Mars radośnie za nim biegał, a potem kładł się u jego stóp i słuchał cichych opowieści pana.

Jadwiga wiedziała o tym od sąsiadów, ale nic nie robiła Wojciech był nieugięty.

Po nieszczęsnej kłótni Natalia coraz bardziej nienawidziła i Jadwigi, i podarowanego Marsa. Gdy Wojciecha nie było w domu, wypędzała psa, krzyczała na niego, a czasem choćby biła.

Wścibscy sąsiedzi tylko dolewali oliwy do ognia:

Słyszysz, Natalko, twój mąż znowu spaceruje z psem nad rzeką

Wczoraj spotkał się z Jadzią, jej mężem i dziećmi Śmiali się, weselili!

Zazdrość całkowicie ogarnęła Natalię. Pewnego dnia Wojciech zapytał:

Natalko, nie krzywdzisz Marsa?

A co mnie obchodzi twój pies?! warknęła, po czym wyszła z pokoju.

Mars coraz częściej chował się przed Natalią i drżał, gdy się pojawiała.

Wszystko skończyło się pewnego ranka, gdy Wojciech, wychodząc, rzucił gniewnie:

Mam dość tej wiecznej zazdrości!

Zostawiona sama sobie, kipiąc złością, Natalia wywlekła Marsa na podwórze, przywiązała go do ławki i zaczęła okładać paskiem. Biedny pies skomlał z bólu. Gdy wyładowała złość, rzuciła pasek, spakowała się i na zawsze opuściła dom.

Wieczorem Wojciech wrócił, ale nie znalazł psa przy bramie. W domu panował bałagan. Przy ławce zobaczył Marsa, jego pięści się zacisnęły. gwałtownie go uwolnił i zaniósł do przychodni.

Jadwiga właśnie szykowała się do wyjścia, gdy zobaczyła brata niosącego zakrwawionego psa:

Jadziu, pomóż poprosił ochryple.

Przenieśli Marsa na stół. Jadwiga dokładnie go zbadała:

Kto mu to zrobił?

Natalia Wojciech spuścił wzrok.

Jadwiga skinęła. Zaszyła rany, przemyła oczy, dała wodę.

Później na korytarzu Wojciech szepnął skruszony:

Wybacz, Jadziu

Daj spokój uśmiechnęła się zmęczona siostra. A z Natalią?

Nie, Jadziu. Już nigdy.

Jadwiga zadzwoniła do Piotra:

Piotrek, przyjdź po mnie, proszę.

Gdy tylko usłyszał zmęczony głos żony, Piotr już szedł.

Pół godziny później stał na korytarzu. Gdy zobaczył rodzeństwo przytulone do siebie, a obok Marsa cicho skomlącego, nie pytał, tylko się uśmiechnął:

No, chodźcie, bohaterowie.

Zabrali Wojciecha do domu i udzielili wskazówek, jak opiekować się psem.

Gdy Jadwiga opowiedziała matce, co się stało, ta tylko westchnęła:

Dawno powinni się rozstać.

Zebrała się i pos

Idź do oryginalnego materiału