zostania pierwszym ptakiem sfotografowanym w tym roku przeze mnie :) przypadł kowalikowi:
Na drugim stopniu podium szczygły
Na trzecim - zimorodek.
Wieczorem drugi spacerek, połączony z oglądaniem kiepskich dekoracji świątecznych na mieście.







Boję się myśleć, co oni robią z dekoracjami sprzed roku, bo ostatnio co rok mamy nowy zestaw plastikowo-neonowych koszmarków przy latarniach. Stare wyrzucili? Wszystkie? Co roku wyrzucają? To gratuluję. A moja ekologiczna dusza płacze.
Jeszcze stosunkowo najlepiej wygląda dekoracja Pałacu:



Parę zdjęć fajerwerków na veteribus. Gdyby nie było tak zimno, byłyby lepsze. Zdjęcia, znaczy. Ale wiało zimniastym wiatrem, ręce grabiały, aparat się zacinał - zresztą teraz też wieje. Ciężko w takich warunkach być artystą.
Chyba jako ekolog fajerwerków też powinnam nie lubić, ale raz do roku, byle z daleka, ładne i nie za długo, są ok. W ogóle to najlepiej by mi było zamieszkać na jakiejś pustelni, może w rezerwacie :P, z dojazdem do miasteczka tak ze 4 razy w roku najwięcej :P. Przynajmniej nikt by nie musiał mojej pryszczatej mordy oglądać.
Rano miałam naprawdę ciężką jazdę - niedospana po sylwestrze, musiałam się zebrać na pierwszą poranną mszę, na którą mama chciała pójść. Na schodach kościoła dojechała mi jakimś dość bolesnym tekstem, potem jeszcze spotkałam kogoś, kogo miałam nadzieję dziś nie spotkać - no i rozwaliło mnie to wszystko razem do reszty. Przeryczałam większość mszy, potem wytarłam nos, palcami podciągnęłam kąciki ust w górę i z nadzieją, iż mi to Policzysz, jak dzielna dziewczynka udawałam do końca dnia, iż nic się nie stało. No ale wyszło mi to na mordzie w kolejnych pryszczach.
Naprawdę chcę na pustelnię.
1070.