ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO

polregion.pl 2 godzin temu

Gdy ma dwunastu lat, ma operację. Prosta, zaplanowana. Godzina znieczulenia, niewielkie zabiegi i wypis tego samego dnia. Powinien był pojechać z nią, ale ona nie nalegała. Wiedziała, iż jest zajęty. Przecież otwarcie nowego oddziału firmy już wisi w powietrzu.
Wszystko będzie dobrze rzekła, całując go w policzek, wkładając do torby kilka saszetek karmy dla kotów zamieszkałych w piwnicy, i wymknęła się za drzwi.
On poprawił krawat, jeszcze raz przyjrzał się krytycznie w lustrze, chwycił teczkę z projektem i ruszył do pracy.
Stanowisko prezesa w firmie, którą w ciągu kilku lat wyniósł na pozycję lidera rynku, wymagało pełnego poświęcenia. I on oddawał. Każdą wolną chwilę, na zapas. Tłumiąc w sobie myśl, iż to wszystko dla nich. Dla niej. I choćby dla piwniczych kotów, które codziennie karmiła.
Nie iż nie lubił kotów. To jej pasja wydawała mu się bezsensowna, bezużyteczna, pozbawiona jakiegokolwiek sensu. Dziwak, z którym musiał się godzić, tak jak z mankamentami ukochanej osoby. Dlatego na każdą próbę przywiezienia bezdomnych, podbitych pcheł kotów, odpowiadał stanowczym nie. Nie było w tym żadnego sensu, nie przyniosło też żadnej korzyści. Proponował więc choćby kota orientalnego przynajmniej trochę prestiżu. Piwniczne? Co z nich wziąć? Nie rozumiał, a ona już nie chciała tłumaczyć.

Operacja prosta zaplanowana nic specjalnego powinienem był pojechać z nią!!!
Ile razy w tygodniu powtarzał to w myślach? Tysiąc? Dziesięć tysięcy? Gdy pędził, rzucając wszystko, do szpitala Gdy trzymał się blisko białego fartucha, drżąc od spojrzenia lekarza Gdy drążył w grocie nienawistny projekt, który nie pozwalał mu być przy niej, a stojąc na kolanach przy łóżku, przyciskał czoło do jej dłoni i błagał, by nie zostawiła go. Ale ona milczała. Nikt nie przewidywał, iż prosta operacja i godzinna narkozą mogą przerodzić się w śmiertelny wypadek
Robimy wszystko, co w naszej mocy tłumaczył lekarz.
Nic nie robicie! wściekał się, czując bezsilność, płacąc za jej przełożenie do prywatnego pokoju.
Szansa jest, trzeba poczekać uspokajała go pielęgniarka.
Gdzie ta szansa?! krzyczał w korytarzu, gdy po tygodniu przez cały czas nie odzyskała przytomności.

Wypróbował wszystko. Konsultacje najlepszych specjalistów, muzykę, rozmowy. Zasypał jej izbę kwiatami. Praktycznie przestał przychodzić do biura, by być przy niej przy każdej wolnej minucie. Błagał, obiecywał, szantażował. Kusiła go chwilowa rozkosz, całował, przywołując absurdalną bajkę o śpiącej królewnie, i z każdym dniem zapadał coraz głębiej w rozpacz, w bestialską wściekłość, gotów trawić wszystko na swojej drodze.
Przewrócony fotel, rozbita waza. W przypływie furii podrzucił torbę, z której wylądowały kolorowe saszetki karmy. Nie zdążyła ich nakarmić. Te bezużyteczne koty, które w jego sercu budziły jedynie niechęć, starannie przykrywane obojętnością.
Co za dupka! Boże, co za dupka!

Gdyby mógł cofnąć czas, wymazać to jednym ruchem ręki. Byłby gotów raczkując na kolanach, podążać za nią po tych kotach, zabrać je do domu, a choćby pokochać, tylko po to
Nagła fala adrenaliny zgasła. Znużony spojrzał na bałagan, drżącymi rękoma podniósł z podłogi kolorowe saszetki, by za dziesięć minut być przy drzwiach tej samej piwnicy

To się nazywa felinoterapia, tylko nie ma udokumentowanych przypadków pomocy w sytuacjach podobnych do naszej poważnie spojrzał na niego lekarz, obserwując, jak wciąga szóstą po kolei klatkę z kotami do izby pacjentki.
To więc my będziemy pierwsi wymamrotał, wypuszczając zwierzęta z klatek.
To jej koty. Rozumiecie? Jej! I oddam wszystko, by jej to powiedzieć. Po prostu
Poinformuję personel.
Dziękuję, powinienem był zrobić to wcześniej Rozumiecie? Ja
Nigdy nie trać nadziei. Uczymy się na własnych błędach, nie zapominajcie o tym.
Nie zapomnę Nigdy więcej nie zapomnę.

Gdy ma dwunastu lat, operacja. Prosta. Zaplanowana. Godzina znieczulenia, niewielkie zabiegi i wypis tego samego dnia. Ona nie nalega na jego obecność. Znowu. ale nie może powstrzymać radosnego uśmiechu, gdy widzi, jak on, odrzucając rozwiązaną krawat, z trudem zakłada szóstą uprząż na opierające się i wyraźnie uciekające koty.
Jej koty. Te piwniczne, pchłate, pod ciężarem których wstała rok temu, nie mogąc wziąć głęboko oddechu i zupełnie nie rozumiejąc, co się dzieje.
Siedem par przeszywających jej oczy. Sześć ulgowych oddechów ledwie słyszalnych i jeden zwycięski, pełen nieograniczonej euforii krzyk, którego nigdy nie zapomni.
Może dlatego teraz, gdy znów musi przejść przez to samo, nie czuje strachu. Widząc wyczerpanego męża, na jego koszuli przyczepione kolorowe włoski futra, patrzącego na nią z wyrzutem, ona uśmiecha się szerzej.
A potem otwarcie śmieje się z przechodniów, którzy odwracają się za nimi. Człowiek w drogim garniturze, otoczony sześcioma bezrasowymi, ale zadbanymi i pięknymi kotami, z których każdy ciągnie cienki smycz w swoją stronę, rozbrzmiewa ulicą rosnącym Miau?!. To widowisko nie dla słabych nerwów.

Operacja. Prosta. Zaplanowana. Godzina znieczulenia, niewielkie zabiegi i wypis tego samego dnia. A jeżeli nie przestaniecie gryźć wszystkiego, następnym razem zostaniecie w domu! mruczy mężczyzna siedzący na szpitalnym dziedzińcu, otoczony kotami, trzymający lekko pogryzioną, wciąż piękną bukiet róż.

Patrzy na zegarek, wygodniej chwyta sześć kolorowych smyczy, gwałtownie sprawdzając, czy uprzęże nie poluzowały się, po czym spogląda w okna izby, w której po operacji budzi się jego żona. Niedługo pozwolą mu do niej wejść. Wreszcie będzie mógł narzekać na sześciu ogonastych leniwych, które bez niej zupełnie nie chcą go słuchać.

I powiedzieć, jak bardzo ją kocha. I iż będzie kochał zawsze. choćby gdy zniknie na kilka dni w schronisku dla kotów, którego budowę sfinansowała jego firma kilka miesięcy temu.

Głupi, oczywiście ale kiedy wspomina ten dzień, gdy otworzyła oczy, za każdym razem przekonuje się, iż dopóki ona jest blisko, nie ma w jego życiu nic ważniejszego niż ta jego głupka. I tak będzie dalej spełniał te impulsywne, a jednak szczęśliwe, kaprysy, które czynią ją niezwykle radosną.

Zawsze, póki nie jest za późno.

Idź do oryginalnego materiału