Powody są znane – brak wystarczającej liczby miejsc parkingowych, rosnąca liczba aut i osiedla projektowane w czasach, gdy samochód był luksusem. Efekt? Zniszczona zieleń, błoto zamiast trawy, zniszczone krawężniki i poczucie, iż przestrzeń wspólna należy do tego, kto pierwszy zaparkuje.
Tymczasem parkowanie na trawniku to nie tylko kwestia estetyki. To realne koszty dla wspólnoty – naprawa nawierzchni, dokupywanie ziemi, sadzenie nowych roślin. To także sygnał, iż przepisy i egzekucja są zbyt słabe. Mandaty pojawiają się rzadko, a mieszkańcy często milczą, bo sami czasem korzystają z „dziury” na trawniku.
Rozwiązanie nie leży tylko w kolejnych znakach „zakaz postoju”. Potrzebne są realne inwestycje w parkingi, a czasem też uczciwa rozmowa o tym, czy każde gospodarstwo musi mieć dwa auta. Dopóki zieleń będzie traktowana jak darmowy parking, Ząbkowice Śląskie będą wyglądały jak na zdjęciach – ładne z daleka, zajechane z bliska.
Pojawia się też pytanie - czy nie da się zaparkować trochę dalej?






