Zabierzcie go gdzie chcecie, róbcie z nim, co chcecie, ja już nie daję rady!

20 godzin temu

Pamiętam, iż będąc kiedyś na nocnej zmianie w szpitalu w Warszawie, przypadkowo podsłuchałem rozmowę telefoniczną kolegi. Z irytacją powtarzał:

Zabierzcie go gdzie chcecie, róbcie, co chcecie, nie dam już rady!

Zainteresowało mnie, o co tak naprawdę chodzi. Gdy zapytałem, odpowiedział, iż oddaje psa niemieckiego owczarka.

Dlaczego? spytałem.

Bo jest bezwartościowy odrzucił. Nocami wyje, z łańcucha się wyrywa, sierść ma jak w lesie, podwórko w brudzie, dom nie strzeże.

Poczułem współczucie dla tego czworonoga. Zadzwoniłem do ojca, Jana, i zapytałem, czy nie potrzebuje psa do strzeżenia naszej zagrody na wsi. Po chwili Jan oddzwonił i powiedział, iż może go odebrać.

Nadszedł dzień H. Wsiadliśmy do starego Fiata, zabraliśmy pasek na wszelki wypadek, żeby przygnieść mu pysk, bo jedziemy po dziką bestię. Gdy dotarliśmy na podwórko w dzielnicy Praga, spotkał nas kolega razem z psem wyczerpanym, chudym, sierść porozrzucaną, krwistymi ranami na głowie i podartym poduszkowatym palcem. Oczy zwierzęcia były tak smutne, jakby zaraz miał łzy wypłynąć.

Pies sam wskoczył do samochodu, spokojny, bez żadnej agresji. Z tyłu, obok niego, usiadł mąż mojej siostry, Bronisławy Piotr, i przez całą drogę leżał cicho. Po przyjeździe postanowiliśmy najpierw kupić mu obrożę i smycz oraz go wykąpać. Mama, Maria, i Bronisława, czujnie obserwowały zza rogu, myśląc, iż przywiezliśmy groźnego drapieżnika.

Podczas jazdy mama przygotowała kaszę z mięsem. Gdy jedzenie jeszcze ostygło, podaliśmy mu kawałek chleba. Najbardziej bolało patrzeć nie na jego rany, ale na to, jak chciwie rzuca się na ten prosty kawałek.

Normalna waga niemieckiego owczarka wynosi około 35kg, a on ważył niecałe 20kg. Gdy postawiliśmy mu miskę z jedzeniem, zjadł ją w mgnieniu oka i położył się na wyznaczonym miejscu. Po chwili mama wzięła miskę do mycia, trzymając ją za plecami. Nagle poczuła, iż ktoś delikatnie wyciąga ją z rąk. To był Borys tak nazwaliśmy psa. Ostrożnie wziął miskę zębami, położył ją na swoim miejscu i położył się obok, jakby mówił: To moje, sam się o to zatroskam.

Nie planowaliśmy zostawiać dorosłego, pięcioletniego krola w mieszkaniu obawialiśmy się sprzeciwu mamy. ale serce Marii zadrżało, a oddać tak oddanego psa już nikt nie mógł.

Po kąpieli i szczotkowaniu Borys przemienił się. Następnego dnia zawiózłem go do weterynarza. Tam wyjaśnili, jak leczyć rany, kupiłem lekarstwa i w ciągu kilku tygodni odrobaczyłem go oraz zrobiłem wszystkie szczepienia. Nie obwiniałem poprzednich właścicieli kto wie, może naprawdę uciekł i tak się zranił.

Kiedy pies całkowicie wyzdrowiał, przeszliśmy kurs tresury. Latem ojciec zabierał Borysa na wieś, gdzie stał się prawdziwym stróżem: przy ogrodzeniu nie podchodził obcy człowiek. Nikt nie odważyłby się konfrontacji czterdzieści kilogramów żywej siły budzi szacunek.

Minęło już osiem lat. Borys przeszedł dwie operacje najpierw przepuklinę pachową, potem komplikacje po niej. Miał bóle stawów, rozwinął się u niego artroz, ale leczymy go, wspieramy i dbamy. Teraz jest już staruszkiem. Ojciec łagodnie nazywa go synkiem, a mama rozpieszcza go jak dziecko.

Nie rozumiem, jak można było nie kochać takiego psa i oddać go. W nim kryje się nieograniczona lojalność i delikatność. Tak, opieka nad zwierzęciem wymaga sił, ale teraz nikt z nas nie wyobraża sobie domu bez niego. Gdy ojca nie ma w domu albo ktoś z nas wyjeżdża, Borys smuci się, nic nie je, czeka.

Kilka lat po przybyciu Borysa umarła nasza kotka, która była z nami ponad osiemnaście lat. Los potoczył się inaczej: w naszym podwórku najemcy porzucili kociątko. Wszystkie sąsiadki karmiły je, aż ja zrozumiałem, iż nie mogę zostawić małego stworzenia na listopadowy mróz. Teraz ta sprytna i zarozumiała kocia twarz o imieniu Ewa mieszka u nas.

Ludzie, bądźcie życzliwsi wobec zwierząt. Czują wszystko ból i miłość. Po prostu wybierzcie miłość.

Idź do oryginalnego materiału