Współlokator postawił mi ultimatum: — „Już dłużej tego nie wytrzymam!” — krzyknął, gdy tylko mnie zobaczył. — „Mam dość tego starego kota!”… więc wyrzuciłam go za drzwi — nie z tą kobietą zadarł.

7 godzin temu

Słuchaj, muszę ci coś opowiedzieć, bo aż się we mnie gotuje. Wyobraź sobie: mój współlokator postawił mi w końcu ultimatum. Wracam do domu, a on na wejściu zaczyna wrzeszczeć: Ja już tak nie mogę! Mam dosyć tego starego kota!

No więc wiesz, co zrobiłam? Po prostu wystawiłam go za drzwi Trzeba było się dobrze zastanowić, z kim się wiążesz.

W korytarzu zapadła taka cisza, iż aż w uszach dźwięczało. Poszedł trzaskając drzwiami. Ani jego kurtki na wieszaku, ani zapachu ulubionych perfum w powietrzu, ani choćby wolnego miejsca na półce, gdzie zawsze stały jego adidasy. Jakby ktoś wyciął z mojego życia obcy kawałek.

Odetchnęłam głęboko, spuściłam wzrok i co widzę? Przede mną siedzi Bazyl, mój kocur wyraźnie przepraszając za bałagan, z uszami położonymi po sobie i lekko ciągnącą tylną łapą. Piętnaście lat na karku i sześć kilo czystej, bezwarunkowej miłości.

No jak tam, staruszku? szepnęłam, kucając i drapiąc go po tej już nieco matowej sierści. Chyba znowu daliśmy radę…

Bazyl odpowiedział krótkim, stanowczym mrr.

Kocur z przeszłością i brak kompromisów

Tomek pojawił się w moim życiu jakieś pół roku temu. Od razu złapaliśmy dobry kontakt, a potem jakoś tak naturalnie wyszło, iż zamieszkał ze mną. Bazylek nie był dla niego żadnym zaskoczeniem, bo na randkach zawsze opowiadałam o kocie. Tomek tylko się uśmiechał i kiwał głową: Tak, lubię zwierzęta.

Ale Bazyl to nie był zwykły kot. Znalazłam go jako kociaka pod blokiem w ulewny deszcz. Przeszliśmy razem naprawdę dużo radości, rozstania, najróżniejsze zakręty w życiu. Zawsze przy mnie, cichy świadek i powiernik moich sekretów. Teraz ma piętnaście lat, jest przewlekle chory chore nerki, specjalistyczna karma, kroplówki… To nasza codzienność.

No i powiem ci, iż wraz z przeprowadzką Tomka jego miłość do zwierząt wyparowała bez śladu.

Na początku to były takie z pozoru niewinne uwagi: Czemu on śpi ci w nogach? Przecież to niehigieniczne. Albo: Po co tyle kasy wydawać na weterynarza? To tylko kot, mogłabyś wziąć nowego.

Starałam się nie dolewać oliwy do ognia zmieniałam częściej pościel, kupowałam najdroższy żwirek, podawałam leki, gdy Tomka nie było w domu. Ustępowałam, myśląc, iż o to chodzi w kompromisie i w związku.

Dzień próby

W zeszły wtorek musiałam zostać dłużej w pracy, a Tomek wrócił wcześniej. Otwieram drzwi do mieszkania i aż mnie zemdliło wszędzie zapach chloru i wrzaski.

Bazyl zwymiotował na nowiutki dywan przy łóżku, który Tomek właśnie kupił. Jasne, rozumiem. Nieprzyjemne, no ale bez przesady to się zdarza.

Tomek stał pośrodku sypialni, czerwony jak burak i walił palcem w stronę wystraszonego kota, skulonego pod łóżkiem.

Ja więcej tak nie mogę! wrzasnął, kiedy tylko mnie zobaczył. Mam już tego kota po dziurki w nosie!

Zdjęłam spokojnie kurtkę i wyciągnęłam płyn do sprzątania.

To żywe stworzenie. Ma piętnaście lat. Jest chory, powiedziałam rzeczowo.

Mam to gdzieś! Chcę mieć wreszcie spokój i porządek w domu. Wybieraj: ja albo ten zarośnięty rzęch. Do wieczora zadecyduj: uśpij go albo oddaj, bo inaczej odchodzę.

Wyprostowałam się z gąbką w dłoni. Tomek ewidentnie czekał na łzy i błagania, ale ja wybrałam coś innego.

Nie musisz czekać do wieczora. Walizka na pawlaczu, masz kwadrans powiedziałam spokojnie.

Naprawdę? Wyrzucasz mnie przez kota? Pomyśl zostaniesz sama z tym sierściuchem, jak będziesz miała czterdziestkę!

Czas leci, Tomek.

Pakował się, rzucając mi jeszcze pod nosem różne uprzejmości. Siedziałam cicho im więcej mówił, tym miałam więcej pewności, iż dobrze robię. A Bazyl? Siedział pod stołem w kuchni i nie pisnął ani słowa.

Gdy zamknął walizkę i podszedł jeszcze raz, próbował się ratować:

Monika, serio? Przepraszam. Może rzeczywiście przesadziłem. Oddajmy kota twojej mamie, no proszę cię

Nie, Tomek, przerwałam mu krótko. To nie chodzi o kota, tylko o to, iż kazałeś mi wybierać.

Kiedy zamek w drzwiach szczęknął, poszłam do kuchni, nalałam sobie wody. Bazyl wygramolił się spod krzesła, dotknął wilgotnym nosem mojej kostki i zamruczał krótko, konkretnie: Miau.

Idź do oryginalnego materiału