Weźcie go gdzie chcecie, zróbcie z nim, co tylko chcecie, ja już nie mogę!

5 dni temu

No nie, weźcie go gdzie chcecie, róbcie z nim, co tylko chcecie, nie dam już rady! krzyczał mój kolega, kiedy siedział na służbowej zmianie i przypadkiem podsłuchałem jego telefon.

Zaciekawiło mnie, o co chodzi. Zapytałem, a on odpowiedział, iż oddaje psa owczarka niemieckiego.

Dlaczego? zapytałem.

Bo to już nie ma sensu machnął ręką. Nocą wyje, z łańcucha się wyrywa, sierść ma jak dywan, podwórko w brudzie, a nie strzeże domu.

Mój serce zadrżało na myśl o takim zwierzaku. Zadzwoniłem do taty i zapytałem, czy nie potrzebuje psa do ochrony naszej działki. Po chwili oddzwonił i przyznał, iż chętnie go przyjmie.

Nadszedł dzień wyjazdu. Wpakowaliśmy się do samochodu, wzięliśmy opatrunek na wszelki wypadek, gdyby trzeba było mu zamknąć pysk w końcu jechaliśmy po dziką bestię.

Kiedy dotarliśmy, przywitał nas kolega i pies wyprany, wychudzony, sierść rozejmowana, krwistane rany na głowie i podarty poduszeczkowy pazur. Oczy miał takie smutne, iż zaraz miałby łzę przelać.

Sam wskoczył do auta, spokojny, bez żadnych agresywnych ruchów. Obok niego usiadł brat mojej siostry i przez całą drogę pies leżał cicho.

W domu od razu postanowiliśmy kupić mu obrożę, smycz i go wykąpać. Mama i siostra, czając się za rogiem, patrzyły ostrożnie, jakbyśmy przywieźli jakiegoś groźnego potwora.

Podczas jazdy mama gotowała kaszkę z mięsem. Kiedy jedzenie jeszcze się ochładzało, podaliśmy mu kawałek chleba na próbę. Najbardziej bolało patrzeć nie na rany, ale na to, jak łaknąco rzucał się na tę suchą bułkę.

Normalna waga owczarka to ok. 35kg, a on ważył dopiero 20kg. Gdy postawiliśmy miseczkę z jedzeniem, pożarł wszystko w mig i położył się na wyznaczonym miejscu.

Po chwili mama wzięła miskę, by ją umyć, trzymając ją za plecami. Nagle poczuła, iż ktoś delikatnie wyciąga ją z jej rąk. To był Cezary tak miał na imię pies. Wziął miskę zębami, odłożył ją na swoje miejsce i położył się obok, jakby mówił: To moje, sam się tym zajmę.

Nie planowaliśmy trzymać dorosłego, pięcioletniego krola w mieszkaniu myśleliśmy, iż mama się sprzeciwi. Ale jej serce zmiękło i już nikt nie mógł odmówić tak wiernemu psu.

Po kąpieli i szczotkowaniu Cezary prawie się przemienił. Następnego dnia zawiózłem go do weterynarza. Tam wyjaśnili, jak leczyć rany, kupiłem leki i w ciągu kilku tygodni podaliśmy wszystkie szczepienia. Nie obwiniałem poprzednich właścicieli kto wie, może naprawdę uciekł i wszystko to przydarzyło mu się na ulicy.

Kiedy pies w pełni wyzdrowiał, przeszliśmy kurs szkoleniowy. Lato spędzaliśmy na wsi u rodziców, gdzie Cezary był prawdziwym stróżem: przy ogrodzeniu nie zbliżał się żaden obcy. Nikt nie odważyłby się podjechać, bo 40kg czystej siły robi wrażenie.

Minęło już osiem lat. Cezary przeszedł dwie operacje najpierw przepuklinę pachową, potem komplikacje po niej. Męczyły go stawy, rozwinął się artroz, ale my go leczyliśmy, wspieraliśmy i kochaliśmy. Teraz jest już staruszkiem. Tata z czułością nazywa go synkiem, mama rozpieszcza, jakby miał znowu być dzieckiem.

Nie rozumiem, jak ktoś mógł nie kochać takiego psa i go oddać. W nim jest bezgraniczna lojalność i miękkość. Tak, opieka nad zwierzakiem wymaga sił, ale teraz nie wyobrażamy sobie domu bez niego. Gdy tata nie ma się w domu albo któryś z nas wyjeżdża, Cezary smuci się, nie je, czeka.

Parę lat po przybyciu Cezarego zmarła nasza kotka, która była z nami ponad osiemnaście lat. Los potoczył się inaczej: w naszym klatce schodowej mieszkańcy zostawili kotka. Wszystkie sąsiedzi go dokarmiali, aż w końcu ja zrozumiałem, iż nie mogę zostawić małego futrzaka na listopadowy mróz. Teraz ta sprytna, zadziorna kotka o imieniu Jadzia mieszka z nami.

Ludzie, bądźcie mili dla zwierząt. Czują wszystko ból i miłość. Wystarczy wybrać miłość.

Idź do oryginalnego materiału