Weronika Kuzminińska uwielbiała koty… Jak można ich nie kochać, skoro sama uważała się za jedną z …

polregion.pl 2 godzin temu

Jagoda Kujawska uwielbiała koty Jak mogła ich nie kochać, skoro uważała się za jedną z nich, choć w rzeczywistości była prawdziwym psem. Średniej wielkości, krzepkiego ciała, z zębami, na które patrzyłby z zazdrością sam krokodyl. A niech zazdrości Jagoda nie miała nic przeciwko temu, zawsze była dobrą dziewczyną i nie przeszkadzała nikomu w podziwie. Do kotów jej miłość nie przyszła od razu, a dopiero po około półtora miesiąca od narodzin

Esejowy dzień, kiedy mały szczeniak, jeszcze bez imienia, krzyczał w kałuży. Nie ona ją nalała, ale natrętna wiosenna ulewa. Jagoda siedziała, jeszcze nieoznaczona, i wrzeszczała, jakby sił miała na wyczerpanie, żaląc się losowi całemu światu. Tylko nie cały świat usłyszał jej wołanie usłyszał je tylko kot Kocur. Podszedł, usiadł na brzegu kałuży, przytulił łapki, zatoczył futrzanym ogonem i przyglądał się tej małej, przerażającej rozterce.

Nagle zwrócił uwagę na biały łapeczny pazur na przedniej łapie szczeniaka. Spojrzał w dół był taki sam jak u niego!
Czy to moja? przemyślał Kocur w duchu. Skąd mogła się wziąć taka córka? Czy spacerował z Misą? A może z Luną? Czy siedział z Bognią na strychu? Kto była jej matka i czemu zostawiła dziecko w kałuży?

Szczeniak, przez chwilę przestając wyć, zauważył, iż ktoś jest blisko. Ktoś, z którego bił ciepły, współczujący oddech. Przestraszony, iż ten ktoś po prostu odejdzie, podbiegł do niego i rzucił się w ramiona. ale łapki się zaplątały i Jagoda znów wpadła do wody, skandując żałosnym skomleniem. Kocur wydał lekko pogardliwy pisk, ale już nie wahał się to sto procent jego własna córka! i on sam kiedyś też potknął się o własne łapy.

Kocur wstał, ostrożnie przeskoczył kałużę, nachylił się nad szczeniakiem, wziął go za kark i, mimo iż ciężka jest rola ojca, nie zamierzał uciekać od obowiązków. Gdy matka porzuciła dziecko, on nie pozwoli, by ktoś inny go porzucił. Czy to ojciec, czy nie ojciec?

W tym momencie Jagoda poczuła, iż jest pod pewną ochroną. Ucisnęła oddech, rozluźniła się i zasnęła, a Kocur zaniósł ją do domu. Gdy właścicielka zobaczyła, co przyniósł na podwórko, wykrzyknęła:

Janku, chodź zerknij, nasz kot przyniósł psa! I to pięknego, pulchny! Nasza strażniczka!

Janek, pan domowniczy, przytaknął, ale nikt wtedy nie wiedział, iż Jagoda Kujawska nie będzie chciała nikogo strzec. Była przecież prawdziwym kotem, córką Kocura a kot nie potrzebuje ochrony! Wychowana pod łapą kociego ojca, Jagoda zawsze dbała o czystość, polowała na myszy i ptaszki. Próbowała wspinać się na drzewo i płot, ale jej ciężka, puchata pupka nie pozwalała.

Po dwa lata Jagoda przerosła swego kociego ojca, starając się walczyć z innymi kotami i psami. Kocur przerywał każdą próbę:

Z obcymi sobie radzę sam, nie pozwolę, by piękna kotka zniszczyła futro!

Kocur nie chciał przyznać, iż Jagoda jest psem. Przyznałby się wtedy, iż nie jest jego prawdziwą córką, a to mu nie leży w naturze. Każdego, kto twierdził inaczej, Kocur karał bez litości.

Pewnego wieczoru Kocur nie wrócił do domu. To nigdy wcześniej się nie zdarzyło! Jagoda czekała, czekała, próbowała wspiąć się na płot i węszyć w szczelinie, mając nadzieję wyczuć zapach ojca. Nic nie działało pazury ślizgały się po gładkiej powierzchni, nos nie łapał choćby najmniejszej nuty Kocura. Serce psiej kochanki waliło w piersi jak młot.

Na podwórzu zaczęła wyjąć, a potem głośno wyć:

Daj ją wypuścić! wtrąciła się właścicielka Jana. Ona i tak nie pozwoli nikomu zasnąć, dopóki Kocur nie wróci. Znajdziemy go i wrócimy razem…

Jagoda, jak wypuszczona strzała, przebiła się przez płot. Zatrzymała się na chwilę, zasłoniła oczy i nasłuchiwała własnego serca. Coś w jej wnętrzu wskazało drogę i, warcząc z niecierpliwości, pobiegła tam, gdzie kiedyś znalazł ją Kocur.

Jej przeczucie nie zawiodło. Kocur leżał na wilgotnej ziemi tam, gdzie dopiero co wyschła znana wszystkim kałuża. Był wyczerpany, poraniony.

Tato wydała żałosny jęk. Jagoda podeszła ostrożnie, błagając los, by ojciec przeżył. Jej zęby były tak delikatne, iż nie zraniłyby choćby motyla. Jej nos wyczuł dwa zapachy na sierści ojca jedyny zapach, który zapamięta na zawsze.

Kocurek! zawołała, a właściciele schwytali kota, owinięli go kocem i w pośpiechu ruszyli do najbliższego weterynarza w Warszawie. Jagoda biegła za nimi, dopóki samochód nie zniknął w oddali.

Tam upadła, czekając. Co myślała? Bała się, iż Kocur już nigdy nie wróci. Jej obawa się potwierdziła ludzie przyjechali bez kota. Jagoda przeszukała auto, węszyła po lekach i płakała cicho, krzycząc w rozpaczy. Przez trzy dni ledwo jadła, piła jedynie wodę, a w sercu rosła nienawiść. Dlaczego obce psy rozszarpały jej ojca? Własne nie zraniłyby, a po zapachu własnych rozpoznałaby je od razu.

Nienawiść płonęła w niej jak ogień, nie pozwalając znaleźć spokoju. W końcu zaczęła jeść, ale z trudem, wciąż wpatrując się w płot. Jagoda czekała, wyczekując szansę na ucieczkę.

Po dwóch tygodniach otwarto bramy i właściciele odjechali. Jagoda rzuciła się z podwórka i obiegła całą wieś. Zapach obcych psów był w powietrzu musiały być gdzieś w pobliżu. Znalazła ich przy drodze, jak dwa włóczęgi pożerające gęsiego mięsa.

Usiadła w trawie, bo Kocur nauczył ją, iż na polowaniu najważniejsze jest cisza. Trzeba czekać, podkradać się cicho, a potem szybki skok, by zdobycz znalazła się w zębach.

Jagoda, wciąż przekonana, iż jest prawdziwym kotem, skradała się powoli, tłumiąc warczący, groźny ryk. Wtedy nastąpił nagły atak, tak jak nauczał ją ojciec Kości pękały, futro rozwiewały ostre zęby i pazury Jagody. Walczyła jak rozgniewany kot, nie jak pies. Psy wyłkały się, ale nie miały szans tak jak w noc, kiedy Kocur został zaatakowany. Jagoda triumfowała, ale nagły szarpnięcie za obrożę rzuciło ją w tył.

Wtedy właścicielka objęła ją mocno w ramiona, a jej pan odganiał pobite psy.

Jagodo, Jagoduś, uspokój się To one ugryzły Kocura? Dobrze się spisałaś! Już jedziemy po pomoc! krzyczała, a w samochodzie pojawił się Kocur, patrząc na nią z rozpuszczonym sercem.

Co cię tak dziwi? Zostawiliśmy go w lecznicy, szwy, kroplówki, leki. Mówiłaś, iż jesteś smutna, iż nie słyszysz nic. powiedział Janek.

Jagoda zakrzyczała jak dwa lata temu i pobiegła po szczękniętych łapach do auta. Kocur, surowy i dumy, otrzepał śluz z pyska, warcząc na swoją córkę:

Czy ty oszalałaś, by z nimi walczyć? Nie mogłaś poczekać?

Potem dumnie dodał:

Nikt nie widział mojej matki A teraz wszyscy będą wiedzieć, kim jest Kocura córka! Najlepsza kotka na świecie!

Jagoda delikatnie wąchała szew na grzbiecie Kocura i żałowała, iż tak wcześnie ją zatrzymano. Kocur miał rację ona naprawdę jest kotem i, jak kot, potrafi cierpliwie czekać A teraz, szczekając z przepełnionych uczuć, Jagoda znów zaczęła liżeć ukochanego tatę.

Idź do oryginalnego materiału