Wanda szła przez rynek w Opolu, niosąc foliowe torby pełne zakupów, plotkując po drodze z sąsiadką Zdzisławą. Gdy tylko ujrzała przy bramie swojego domu błyszczącego mercedesa, natychmiast wyprostowała plecy z dumą.
O, wygląda na to, iż mój przyszły zięć przyjechał z samego rana!
Zdzisława także rzuciła okiem na samochód, a w jej oczach przemknął podejrzany błysk.
Ty już go nazywasz zięciem? E-e, Lidka jeszcze nie dostała oświadczyn! Powiem ci, iż może ten typ to jakiś oszust, albo bandyta, nigdy nie wiadomo…
Wanda wzruszyła ramionami, zaciskając wargi:
Daj spokój, nie gadaj głupot. On jest porządny i podchodzi do Lidusi poważnie. Dobra, uciekam, nie mam czasu, trzeba gościowi herbatę postawić, a i cukierki przyniosłam do herbaty.
Dźwigając wypchane zakupy, Wanda prawie biegiem ruszyła do domu. Zdzisława patrzyła za nią ze zmarszczonym czołem.
I wszystko jasne! Myślałam, po co jej tyle tej najlepszej kiełbasy, ser podwawelski, czekoladowe praliny. Ona tu gościa podaje, bo córeczkę chce jak najszybciej wydać za mąż.
***
W domu Wanda uśmiechała się szeroko. Otwierając drzwi, zobaczyła taką scenę: córka Lidia siedzi na taborecie, a obok gość. Przyszły zięć rozsiadł się, patrząc jej całą duszą w oczy, ale na dźwięk drzwi natychmiast się wyprostował i się odsunął. Oczywiste, iż się mizdrzyli!
Gość był uprzejmy, jak zawsze. Przyniósł Lidii kwiaty, bombonierkę, perfumy. Przed Wandą się prawie ukłonił. A ona nie spuszczała z niego wzroku:
Oj, córeczko, jaki on przystojny! Szron na skroniach, ale to tylko dodaje mu klasy. Wygląda jakby urodził się arystokratą! dzieliła się potem z zachwytem z córką.
Lidia uśmiechała się z wyższością:
Bo on jest arystokratą, mamo.
Po co przyjechał? Znowu z prezentami i kwiatami, tak? nie dawała spokoju matka.
Twarz Lidii spochmurniała:
Nie, mamo. On nie oświadczył się. Namawiał, żebym z nim pojechała na randkę do teatru w Warszawie.
Uśmiech natychmiast znikł z twarzy Wandy.
Namawiał, powiadasz… My znamy takich, co się w Warszawie zabawiają z pannami, a potem nowych szukają na wsi. Oj córciu, wplątałaś się w jakiegoś Casanovę, dwa miesiące już tu przyjeżdża, a o ślubie ani słowa!
Mamo…
Co mamo? Masz trzydzieści lat, a on chyba pod czterdziestkę! Co wy tak długo zwlekacie? Niech nie mąci ci w głowie!
Mamo, poradzimy sobie!
Cicho, słuchaj matki! zdenerwowała się Wanda. Podbiegła do córki i wyrwała jej kiełbasę z ręki. Odłóż! O figurę musisz dbać! Kiełbasa kosztuje majątek, a jutro znowu przyjedzie ten twój kawaler, na herbatę, więc niech zostanie na jutro!
Lidia spojrzała na matkę swoimi głębokimi, błękitnymi oczami i zapytała cicho:
Dlaczego znowu się złościsz? Co jest nie tak?
Wanda schowała kiełbasę do lodówki i zaczęła głośno trzaskać talerzami, zbierając je ze stołu. Zabrała ser, zgarnęła cukierki i rzuciła przez zaciśnięte zęby:
Boję się! Bo on tu się kręci, kręci, a jeszcze cię nie poprosił o rękę! Ludzie już mówią na ciebie stara panna!
I po tych przyjazdach tego arystokraty inni kawalerowie sobie o tobie zapomną!
Nie denerwuj się, mamo! zaśmiała się Lidia. On jeszcze ode mnie nie ucieknie, zobaczysz.
***
Tydzień później Wanda płakała, pakując walizkę Lidii. Myślała, iż córka ostrożna, cnotliwa a tu proszę!
Wyjeżdża do miasta. Córka się domyślnie uśmiechała, gdy matka pytała, jak to się stało:
A wiesz, zabrał mnie raz do lasu, na jagody. I tam czekał na mnie, żeby odwieźć z powrotem. Tak mu się spodobałam. Bo jestem piękna
No i co, w tym lesie to się stało? Tak od razu? Mów prawdę, żebym wiedziała, gdzie popełniłam błąd w twoim wychowaniu!
Córka zabrała się za ser z kiełbasą i uśmiechała się tylko tajemniczo.
Nie ważne gdzie, mamo! Hahaha… On mnie bierze za żonę!
Ale ślub robimy porządny! Wszystkich zaprosimy, pamiętaj. Wanda upierała się przy swoim. O rany, jak ja cię puszczę w świat, córeczko, tyś jedyna
Będę odwiedzać cię często, mamusiu…
Sąsiedzi napierali się na drzwi, krzyczeli:
Wanda, mówiłaś, iż córka wychodzi za mąż, a nie powiedziałaś nikomu!
Ona tylko wyjeżdża z narzeczonym do miasta! biegała po domu Wanda.
A my bez prezentów! Dałabyś znać wcześniej!
Nie potrzeba prezentów, ona tylko wyjeżdża…
Ale radość!
***
Pojechała Liduśka, jedyna córunia Wandy, zabrał ją ukochany do miasta.
Lidia potem dzwoniła do matki, opowiadała o pięknej willi narzeczonego, tego przyszłego. Wanda tylko czekała na nowiny o ślubie, ale te nigdy nie przyszły.
Mijał miesiąc, potem drugi i pół roku… I kiedy Zdzisława przybiegła opowiedzieć, iż widziała Lidię z wózkiem na ulicy w Katowicach, Wandzie aż zaparło dech w piersiach.
Z wózkiem?! Jak to tak?
Nie pamięta, jak się ubrała, wybiegła, złapała autobus do miasta.
Urodziła się wnuczka, a Lidia nie dała znać! Schowała taki sekret przed własną matką!
Zadzwoniła do córki ze stacji PKS. Dobrze, iż w mieście wszędzie jest zasięg. Na wsi to co innego, tam gsm nie dochodził.
Córka odebrała długo potem, najpierw odrzucała połączenia, czym bardziej wściekała Wandę.
Gdzie jesteś? wydarła się Wanda w słuchawkę, przyciągając uwagę przechodniów. Stoję na dworcu, odbierz mnie! I wytłumacz, czemu urodziłaś i choćby nie powiedziałaś?!
Córka przyjechała sama, taksówką, oczy spuszczone.
Mamo, wybacz, nie miałam czasu tłumaczyć. Urodziłam córeczkę, nazwałam ją Werenika. Wygląda zupełnie jak ty…
A mieszkamy u Pawła, on tak ma na imię. Ma piękny dom!
No i?
Wanda surowo patrzyła na córkę.
Ty się mnie wstydzisz, powiedz szczerze?
Lidia zlękła się.
Nie, nie mamo! Skąd ci to do głowy przyszło! Tylko… Pawła dom i samochód są własnością jego żony. On żyje według jej zasad… Ona nie pozwala mu ożenić się ze mną!
***
Wanda weszła do willi z przekonaniem, iż ona tu zaprowadzi porządek. Jakaś taka matka Pawła? Bez sensu! Syn do domu przywozi kobietę z dzieckiem, a ona zakazuje ślubu!
Nie zwracając uwagi na Pawła ani na malutką Weronikę, którą córka pchała jej w ramiona, Wanda poszła szukać żony Pawła. Ta brzdąkała na fortepianie na piętrze.
Wanda odchrząknęła, żądając atencji, ale jej nie dostała, więc podeszła i zamknęła klapę fortepianu.
Dystyngowana kobieta odwróciła się z chłodnym spojrzeniem:
O co chodzi? Kim pani jest?
Jestem matką Lidii! ryknęła Wanda. Wstyd nie grać na fortepianie, gdy dzieciak w domu chce spać!
Mówisz o Werenice? Przed chwilą spała, odburknęła pianistka. Jeszcze zobaczymy, kto tu komu przeszkadza!
Przecież można by się przenieść gdzie indziej i spać spokojnie, jeżeli przeszkadza dziecko!
Dlaczego to ja miałabym opuszczać swój własny dom, kobieto?
Bo przeszkadzasz młodej rodzinie.
To proszę bardzo, drzwi otwarte, mogą iść gdzie chcą.
Czyli nie zależy ci na wnuczce? spytała zdumiona Wanda.
Dama patrzyła chłodno.
Wanda się pani nazywa? Proszę mi powiedzieć, dlaczego ja mam się troszczyć o twoją córkę i wnuczkę, skoro mają ciebie i Pawła? Oddałam twojej córce to, co miałam najcenniejszego mojego męża! Moje wsparcie, kierowcę, prawą rękę. A ty chcesz, żebym jeszcze wyszła z własnego domu?
Zadzwonię, gdzie trzeba i cię wyrzucą. Rozwścieczysz mnie, to będziecie w czwórkę wracać do wsi.
Pawło wbiegł, słysząc krzyki, i zaprosił do jadalni:
Chyba zmęczyła się pani podróżą, mamusiu, Lidia zrobiła herbatę.
***
Herbata może wszystko wycisza i przybliża. Wanda patrzyła gniewnie na starą. Tamta piła herbatę i chytrze się uśmiechała.
I tak cię przeżyję! pomyślała Wanda z niechęcią.
Pawło wyczuwał napięcie, trącał pod stołem kolano Lidii i słał jej wzrokiem przekaz:
Twoja matka jest nieobliczalna. Musisz z nią szczerze porozmawiać.
Lidia wiedziała, iż taka rozmowa ją czeka. Matka była jak walec, pchała się, gdzie nie trzeba.
Mamo! zamknęła się z matką w gabinecie, podczas gdy stara znów łupała jak szalona na pianinie na górze. Musimy pogadać!
O czym? naburmuszyła się Wanda. Widzę, iż nie poradziłaś sobie z nią! A Pawłowa mąci wam we łbach!
Mamo… ona nie jest moją teściową. To żona Pawła! To jego pierwsza i jedyna żona!
Wanda była tak zszokowana, iż patrzyła na córkę bez słowa.
Ale jak to? dopytywała.
Lidia popatrzyła na nią smutno:
Sama widzisz, Pawło jest bogaty, bo jest z nią ożeniony… Ożenił się z nią 20 lat temu, ona była sporo starsza, dzieci nie chciała mieć… I się zgodziła, żebym była jego kochanką.
I wiesz, mamo, Paweł nie żyje z nią jak małżeństwo, tylko jak współlokator od wielu lat.
Dość tego, pakuj rzeczy i wracamy do wioski!
Ale Lidia podniosła brodę.
Nigdzie się nie ruszam, mamo. Tu mi dobrze. Będę mieszkać z Pawłem! Kiedyś zostanie wdowcem i weźmie mnie za żonę.
A do tej pory ona uprzykrzy ci życie!
Trudno. To moje życie, sama wybrałam.
Siedź tu i daj się pomiatać, a ja jadę. Nie będę tu więcej! oburzyła się Wanda.
***
Dni Wandy dłużyły się, pozbawione sensu. Żyła tylko ploteczkami od sąsiadek.
Zdzisława przyszła, pokazała wnuczka. Wanda przychodziła się bawić, westchnienia były gorzkie, wspomnienia o Liduśce i wnuczce bolały coraz mocniej.
W końcu nie wytrzymała. Zamknęła dom na klucz, pojechała do miasta.
Cichutko przycupnęła za ogrodzeniem willi, gdzie mieszkała Lidia. I zobaczyła swoją wnuczkę, Werenikę, biegającą z dwoma ozdobnymi pudelkami po ogrodzie, wrzeszczącą: Babciu, babciu, ale do tej kobiety żony Pawła!
Jak to? aż się zagotowała Wanda. To ja jestem babcią! Ona jej żadną rodziną nie jest!.
Wyskoczyła zza krzaków i pobiegła walić w bramę.
***
Babcię Wandę nikt nie wyrzucił z domu. choćby pani domu mruknęła: Dom duży, miejsca dla wszystkich wystarczy.
Już się nie kłóciły, tylko czasem się prześcigały w złośliwościach, pykając chwasty w ogrodzie, grając z Wereniką w chowanego:
Przyszłaś, tak? Myślałaś, iż twoja córka cierpi przeze mnie? Słusznie, jej trzeba bronić, bo to mięczak. W każdej chwili mogę ją wyrzucić, ale nie muszę. Twoja córka to nie po tobie, może po ojcu? Ty masz charakter, choć słabizna to.
Zaraz, zaraz, bo dostaniesz tą miękką szmatą po oczach, obojętnie, iż jesteś panią domu! Dlaczego słabizna? mruknęła Wanda.
Bo to ty przyjechałaś do nas, nie ona do ciebie. Gdybyś miała charakter, to kazałaby cię odwiedzać, nie odwiedzałabyś jej ty.
Zobaczymy, kto dłużej wytrzyma. Do was przyszłam, bo widzę, iż nie wyglądasz najlepiej, lada dzień legniesz do łóżka, a komu, jak nie mnie, donosić nocnik? Byleby Lidusi nie przypadł.
Phi, rozśmieszyłaś mnie! Ja zdrowa jak rydz, świetnie się trzymam, lekarz rodzinny mnie zna od podszewki. W życiu nie rodziłam, żadnych stresów. Skąd, Wandziu, pomysł, iż ja pierwsza wyciągnę kopyta?

3 tygodni temu



