Urodziła się wnuczka, a synowa nie chce mojego psa! Co mam zrobić?
Nie wiem, jak postąpić…
Postanowiłem napisać tutaj, ponieważ mam nadzieję, iż wielu mnie zrozumie. Może ktoś choćby doradzi – czy mam rację, czy jednak się mylę?
Mam dwóch synów – Szymona i Andrzeja. Obydwaj mieszkają już od dawna w Hiszpanii, ale w różnych miastach. Szymon ma już rodzinę i małą córeczkę, a Andrzej ciągle nie znalazł tej jedynej.
Kiedy moi chłopcy byli mali, nasza rodzina się rozpadła – rozwiodłem się z ich matką. To był trudny czas. Dom opustoszał, dzieci tęskniły, a ja, rozdarty między pracą a troską o nie, czułem się nieskończenie samotny.
Wtedy, by jakoś wypełnić tę pustkę i chronić dom, sprawiłem sobie psa – pięknego, mądrego i wiernego owczarka niemieckiego o imieniu Tera. Mieszkaliśmy w domku z ogrodem, więc miejsca dla niej było pod dostatkiem.
Tera stała się nie tylko zwierzęciem domowym, ale częścią rodziny. Często wyjeżdżałem służbowo, i kiedy mnie nie było, to właśnie ona była prawdziwą gospodynią domu, strzegąc go i opiekując się dziećmi. Synowie ją uwielbiali. Wydawało mi się nawet, iż gdyby nie ona, o wiele trudniej byłoby mi ich wychować.
Lata mijały. Synowie stali się dorosłymi, a Tera – staruszką. Kiedy jej zabrakło, przeżyłem to, jakbym stracił najbliższego człowieka. Obiecałem sobie, iż nigdy więcej nie będę miał psa – zbyt bolesne było pożegnanie…
Jednak synowie dorośli, wyjechali, a ja zostałem zupełnie sam w dużym, pustym domu. W tej ciszy samotność odczuwałem jeszcze bardziej. Pewnego dnia zdałem sobie sprawę, iż nie mogę żyć bez przyjaciela.
Tak pojawił się u mnie Rudy. Mały, inteligentny, czuły pies – prawdziwy towarzysz. choćby żartowałem, iż w domu znów pojawił się mężczyzna, choć czteronożny.
Wiedziałem, iż będę musiał często odwiedzać synów w Hiszpanii, więc wybrałem psa, z którym można podróżować. Już pięć razy lecieliśmy razem za granicę! Zawsze przestrzegam wszystkich zasad – rezerwuję bilety z wyprzedzeniem, opłacam bagaż, przed lotem trzymam go na lekkiej diecie, żeby nie przekroczyć limitu 8 kg, daję tabletki na chorobę lokomocyjną… Czasami wydaje się, iż z psem trudniej podróżować niż z dzieckiem!
Ale on jest dla mnie jak dziecko. Jedyny, kto wita mnie w domu, cieszy się, kiedy wracam, i ogrzewa swoim ciepłem.
Ale potem wydarzyło się coś, czego się nie spodziewałem.
Szymonowi urodziła się córeczka. Moja pierwsza wnuczka! Byłem szczęśliwy, marzyłem, by spędzić więcej czasu z rodziną, pomagać, spacerować z małą, być blisko. ale nagle dowiedziałem się, iż moja synowa stanowczo sprzeciwia się obecności Rudego.
Na początku mówiła, iż obawia się alergii u dziecka. Potem – iż pies wniesie brud do domu. A na koniec choćby sprawiła sobie kota, jakby celowo, bym już nie miał argumentów.
Nie mogłem uwierzyć własnym uszom. Serce się krajało.
Synowie – i Szymon, i Andrzej – zaczęli namawiać mnie, bym na jakiś czas zostawił Rudego w hotelu dla zwierząt. Byli choćby gotowi pokryć wszelkie koszty, bylebym przyjechał i spędził z nimi więcej czasu.
— Tato, zostaw tego psa! To tylko zwierzę, a my jesteśmy twoimi dziećmi, twoją wnuczką! Czy to można porównywać? – przekonywał mnie Andrzej.
A ja nie mogłem.
Jak im wytłumaczyć, iż Rudy to nie tylko pies? To moje pocieszenie w samotności. Mój przyjaciel. Śpi u moich stóp, słucha mnie, kiedy mi ciężko. Wyczuwając mój smutek, po prostu kładzie się obok, milcząc, ogrzewając mnie swoim ciepłem.
Nie mogłem go po prostu zostawić w jakimś hotelu, wśród obcych ludzi.
— Kto chce mnie widzieć, ten musi zaakceptować też mojego psa! – odpowiedziałem stanowczo.
Synowie tylko wymienili spojrzenia. Nie rozumieli. Dla nich pies to tylko pies. Dla mnie to sens życia.
Nie wiem, co dalej będzie. Oni przez cały czas nalegają, a ja nie ustępuję.
Ale jedno wiem na pewno: tak długo, jak Rudy żyje, nie zdradzę go. Był ze mną w momentach, kiedy nikt inny nie mógł mnie wesprzeć.
Nie zostawię go. choćby jeżeli oznacza to, iż będę widywał swoją wnuczkę rzadziej, niż o tym marzyłem.