Traktowanie psa jak dziecka. Gdzie kończy się troska, a zaczyna krzywda zwierząt?

11 godzin temu

Coraz częściej mówimy o psach jak o dzieciach. Ubieramy je, wozimy w wózkach, zapisujemy do „przedszkoli”, oddajemy w ręce fryzjerów. Coraz częściej obserwujemy zjawisko, jakim jest traktowanie psa jak dziecka. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak troska. W praktyce coraz częściej jest to próba dopasowania zwierzęcia do ludzkiego świata – choćby kosztem jego natury.

Badacze z Uniwersytet Loránda Eötvösa zwracają uwagę, iż psy posiadają cechy, które silnie oddziałują na człowieka. Duże oczy, zaokrąglone kształty, zachowania przypominające niemowlęta. To nie przypadek. Tego typu bodźce uruchamiają w nas instynkt opiekuńczy, głęboko zakorzeniony w biologii.

Problem zaczyna się wtedy, gdy przestajemy widzieć granicę.

Traktowanie psa jak dziecka – skąd bierze się to zjawisko?

Spróbujmy na chwilę odwrócić role.

Wyobraźmy sobie świat, w którym to psy zaczynają „humanizować” ludzi. Ubierają nas, bo „tak będzie ładniej”, ograniczają ruch, bo „tak bezpieczniej”, karmią według ustalonego schematu i dziwią się, kiedy próbujemy zachowywać się… po swojemu.

A idąc dalej – skoro już mamy być częścią ich świata – to konsekwentnie. Może powinniśmy zrezygnować z łazienki i nauczyć się załatwiać potrzeby przy najbliższym drzewie. Może warto byłoby wrócić do jedzenia z miski, najlepiej na poziomie podłogi. A higiena? Może wystarczyłoby ograniczyć się do tego, co najbardziej instynktowne, bez całej tej „ludzkiej” przesady.

Brzmi absurdalnie?

Dokładnie tak samo absurdalne jest to, co coraz częściej robimy ze zwierzętami – tylko iż przywykliśmy do tego tak bardzo, iż przestaliśmy to zauważać.

W debacie publicznej często pojawia się uproszczenie: „ludzie zamiast dzieci wybierają psy”. Naukowcy podchodzą do tego znacznie ostrożniej. Ich zdaniem zjawisko tzw. dog parentingu nie jest przyczyną spadku dzietności, ale raczej jego konsekwencją. Najpierw zmienia się model życia, a dopiero potem pojawia się pies jako jego element.

Temat ten pojawia się również w analizach popularnonaukowych, które pokazują, iż rosnąca rola psów w życiu ludzi jest raczej skutkiem zmian społecznych niż ich przyczyną (więcej).

Instynkt opiekuńczy nie znika. On szuka ujścia.

Czy traktowanie psa jak dziecka szkodzi zwierzętom?

W świecie, w którym relacje są coraz trudniejsze, a decyzja o posiadaniu dziecka wiąże się z ogromną odpowiedzialnością, pies staje się łatwiejszą odpowiedzią. Daje bliskość, przewidywalność i poczucie więzi. Nie stawia warunków, nie ocenia, nie komplikuje rzeczywistości.

Ale to nie oznacza, iż jest dzieckiem.

Problem zaczyna się wtedy, gdy traktowanie psa jak dziecka zastępuje realne zrozumienie jego potrzeb. Bo jeżeli zaczynamy traktować zwierzę jak człowieka, przestajemy widzieć jego rzeczywiste potrzeby. Pies nie potrzebuje ubrań ograniczających ruch. Nie potrzebuje wózka, który zastępuje naturalną aktywność. Nie potrzebuje stylizacji ani życia podporządkowanego ludzkiej estetyce.

Potrzebuje ruchu, przestrzeni i jasnej komunikacji.

Jeszcze wyraźniej widać to w przypadku hodowli rasowych. Zamknięte pule genów i selekcja pod kątem wyglądu prowadzą do powielania wad genetycznych. Problemy z oddychaniem, stawami czy sercem to nie wyjątek, ale coraz częstsza konsekwencja „projektowania” zwierząt.

W naturze taki mechanizm nie działa. Tam wybór opiera się na zdrowiu i przystosowaniu, nie na modzie.

Dlatego psy nierasowe, potocznie nazywane kundlami, bardzo często okazują się bardziej odporne i żyją dłużej. Nie są efektem estetycznych decyzji człowieka. Są efektem instynktu i natury .

Badacze zwracają też uwagę na rosnącą samotność we współczesnych społeczeństwach. Po doświadczeniach ostatnich lat wiele osób szuka stabilności i relacji, które są prostsze i bardziej przewidywalne. Pies idealnie wpisuje się w tę potrzebę.

Ale to nie pies jest problemem.

Problem pojawia się wtedy, gdy próbujemy uczynić go kimś, kim nie jest.

Bo traktowanie psa jak dziecka może wyglądać jak troska, ale w praktyce często prowadzi do jego ograniczenia jego naturalnych odruchów.

Gdzie kończy się troska, a zaczyna odpowiedzialność?

Troska o zwierzę nie polega na tym, żeby zrobić z niego człowieka według własnego projektu.

Polega na tym, żeby pozwolić mu pozostać zwierzęciem.

I może właśnie to jest dziś najtrudniejsze.

Idź do oryginalnego materiału