Ten azjatycki owad stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo dla pszczół. Właśnie pojawił się w Polsce

1 godzina temu

Naukowcy, pszczelarze oraz służby ochrony przyrody ostrzegają przed inwazyjnym szerszeniem azjatyckim. Jednocześnie trwa ustalanie, skąd drapieżny owad pojawił się w okolicach Krakowa.

- Na razie nie wiadomo, w jaki sposób szerszenie znalazły się pod Krakowem. Mogły przemieścić się naturalnie z populacji występujących w sąsiednich krajach albo zostać przypadkowo zawleczone wraz z transportem towarów. W ustaleniu ich pochodzenia mają pomóc badania genetyczne kilkunastu osobników. Porównanie DNA z populacjami europejskimi pozwoli określić stopień pokrewieństwa owadów i wskazać prawdopodobny kierunek ich ekspansji. Nie musi jednak dać jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, skąd dokładnie przybyły - tłumaczy prof. Paweł Migdał z Zakładu Hodowli Pszczół na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu.

Czy samice zdążyły odlecieć?

Choć jedno gniazdo zostało zlokalizowane i zabezpieczone, eksperci nie wykluczają, iż w okolicy znajdują się kolejne. Największym wyzwaniem dla badaczy jest w tej chwili pora roku.

- Sytuację komplikuje pora roku. Jesienią zapłodnione młode samice szerszenia żółtonogiego opuszczają gniazda i szukają miejsc, w których mogą przetrwać zimę. Wiosną każda z tych, którym uda się przezimować, może rozpocząć budowę nowego gniazda. Dlatego choćby skuteczne usunięcie obecnej kolonii nie daje pewności, iż owady nie pojawią się ponownie - wyjaśnia prof. Migdał.

Mroźna zima może wprawdzie zwiększyć śmiertelność owadów, jednak niskie temperatury nie gwarantują zatrzymania ekspansji gatunku. Najważniejsza będzie długość zimy, dostępność bezpiecznych kryjówek oraz kondycja samych samic. Naukowcy już zapowiadają wzmożony monitoring terenu wiosną.

https://zwielkopolski24.pl/dom-i-ogrod/smierdzacy-owad-wchodzi-do-domow-szuka-miejsca-by-przezimowac/EVxuYgwT1MWrStMQbFCv

Śmiertelne zagrożenie dla uli i polskiego ekosystemu

Pojawienie się szerszenia azjatyckiego to fatalna wiadomość przede wszystkim dla branży pszczelarskiej. Owad ten jest niezwykle skutecznym drapieżnikiem polującym na pszczoły miodne – często zawisa w powietrzu tuż przy wylocie z ula i chwyta wracające z pyłkiem robotnice.

Problem sięga jednak znacznie głębiej. Obecność drapieżnika paraliżuje pracę całego roju. Stres i ciągłe zagrożenie sprawiają, iż robotnice przestają wylatywać po pokarm. W efekcie pszczela rodzina gromadzi mniej zapasów, słabnie i gorzej znosi zimę. Przy długotrwałej presji szerszeni może dojść do całkowitego upadku ula.

Europejskie pszczoły miodne nie wykształciły tak skutecznych mechanizmów obronnych, jak gatunki żyjące w Azji. Pszczelarze mogą ograniczać straty stosując specjalne osłony wylotków i dbając o kondycję uli, ale szerszeń żółtonogi poluje nie tylko na pszczoły miodne. Jego ofiarami padają również dzikie pszczołowate, muchówki i inne owady zapylające. Zwiększenie jego populacji w Polsce może doprowadzić do poważnych zaburzeń w lokalnych ekosystemach.

Jak odróżnić szerszenia azjatyckiego od rodzimego gatunku?

Profesor Paweł Migdał uspokaja, iż nowy gatunek nie stanowi większego zagrożenia dla życia ludzkiego niż rodzimy szerszeń europejski. Warto jednak wiedzieć, jak je odróżnić.

Szerszeń żółtonogi (Vespa velutina):

  • tułów - ciemny, niemal czarny
  • odwłok - ciemny z szerokim żółtopomarańczowym pasem
  • nogi - charakterystyczne żółte końcówki
  • wielkość - robotnice ok. 2-3 cm

Szerszeń europejski (Vespa crabro):

  • tułów - żółto-rudy
  • odwłok - naprzemienne, wyraźne żółte i ciemne pasy
  • nogi - jednolicie ciemne, lub rudawe
  • wielkość - robotnice 2,5–3,5 cm (królowe do 3,5 cm)

- Nie ma podstaw, by uznawać, iż każde użądlenie szerszenia żółtonogiego jest groźniejsze od użądlenia szerszenia europejskiego. Podobnie jak inne szerszenie, może jednak reagować agresywnie w obronie gniazda, dlatego nie należy się do niego zbliżać ani próbować samodzielnie go usuwać. W przypadku zauważenia owada przypominającego szerszenia żółtonogiego najlepiej wykonać zdjęcie z bezpiecznej odległości i przekazać je specjalistom lub odpowiednim służbom - apeluje prof. Migdał.

Naukowcy ostrzegają także przed rozstawianiem amatorskich, nieselektywnych pułapek, w które zamiast drapieżnika wpadają pożyteczne, rodzime osy i inne owady.

Ostateczny wyrok zapadnie wiosną

Odebrane pod Krakowem gniazdo znajduje się w tej chwili na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu, gdzie trwa dokładna ocena jego stanu biologicznego. Na tej podstawie naukowcy spróbują oszacować ryzyko rozprzestrzenienia się gatunku.

Czy odkrycie pod Krakowem to początek trwałej inwazji szerszenia azjatyckiego w Polsce? Dowiemy się tego dopiero wiosną, kiedy okaże się, czy potencjalne młode matki zdołały przetrwać zimy i utworzyć nowe kolonie.

Źródło: UPWr

Idź do oryginalnego materiału