Tato, poznaj ją – to moja przyszła żona i twoja synowa.

polregion.pl 3 dni temu

Tato, poznaj, to będzie moja żona i twoja synowa.

Tato, poznaj, to moja przyszła żona, twoja synowa, Jagoda! zawołał Marek, promieniejąc z radości.

Co?! profesor, doktor nauk, Jan Kowalski, osłupiał. jeżeli to żart, wcale nie jest śmieszny.

Mężczyzna z obrzydzeniem spojrzał na zgrubiałe palce synowej i brud pod paznokciami. Wydawało mu się, iż ta dziewczyna nie wie, czym jest woda i mydło.

*”Boże! Jak dobrze, iż moja ukochana Elżbieta nie dożyła takiej hańby! W końcu staraliśmy się wychować tego chłopca na porządnego człowieka”*, pomyślał w duchu.

To nie żart! odparł śmiało Marek. Jagoda zamieszka z nami, a za trzy miesiące się pobierzemy. jeżeli nie chcesz być na moim ślubie, obejdę się bez ciebie!

Dzień dobry! uśmiechnęła się Jagoda i gospodarsko ruszyła do kuchni. Przyniosłam pierogi, konfiturę malinową, suszone grzyby wymieniała produkty, które wyciągała ze zniszczonej torby.

Jan złapał się za serce, widząc, jak Jagoda zniszczyła śnieżnobiały obrus, na którym rozlała się konfitura.

Marek! Opamiętaj się! jeżeli to zemsta, to zbyt okrutna Skąd przywlekłeś tę nieokrzesaną dziewuchę? Nie pozwolę, by została w moim domu! krzyczał profesor.

Kocham Jagodę. Moja żona ma prawo mieszkać w moim domu! zaśmiał się chłopak drwiąco.

Jan zrozumiał, iż syn drwi z niego. Nie protestując więcej, w milczeniu poszedł do swojego pokoju.

Ostatnio relacje z Markiem bardzo się pogorszyły. Po śmierci matki chłopak stał się nieposłuszny. Rzucił studia, ostro odpowiadał ojcu i żył beztrosko, bez celu.

Jan miał nadzieję, iż syn się zmieni. Że wróci do bycia mądrym i dobrym. Ale z każdym dniem oddalał się coraz bardziej. A dziś przyprowadził do domu tę wiejską dziewczynę. Zrozumiał, iż ojciec nigdy nie zaakceptuje jego wyboru, dlatego postanowił zrobić na złość

Wkrótce Marek i Jagoda wzięli ślub. Jan odmówił udziału w weselu, nie chciał uznać niechcianej synowej. Wściekał się, iż miejsce Elżbiety, wzorowej gospodyni, zajęła ta prosta dziewczyna, która nie potrafiła choćby dwóch słów złożyć.

Jagoda, jakby nie widząc złego nastawienia teścia, starała się go zjednać, ale tylko pogarszała sytuację. Mężczyzna nie widział w niej nic dobrego, tylko brak ogłady i złe nawyki.

Marek, udając przykładnego męża, znów zaczął pić i hulać. Ojciec często słyszał kłótnie młodych i cieszył się, licząc, iż Jagoda wreszcie opuści jego dom.

Janie, wasz syn chce się rozwieść, wyrzuca mnie na ulicę, a ja jestem w ciąży! pewnego dnia Jagoda wpadła z płaczem.

Po pierwsze, dlaczego na ulicę? Przecież masz gdzie wrócić A ciąża nie daje ci prawa mieszkać tu po rozwodzie. Wybacz, ale nie będę się wtrącał oznajmił mężczyzna, w duchu ciesząc się, iż wreszcie pozbędzie się natrętnej synowej.

Jagoda, przygnębiona i nie rozumiejąc, dlaczego teść od pierwszej chwili ją znienawidził, zaczęła zbierać rzeczy. Nie mogła pojąć, dlaczego Marek traktował ją jak psa, porzucając na pastwę losu. I co z tego, iż była wiejską dziewczyną? Przecież też miała serce i uczucia

***

Minęło osiem lat Jan mieszkał w domu starców. Ostatnio bardzo podupadł na zdrowiu. Marek gwałtownie wykorzystał sytuację, umieszczając ojca w placówce, by uniknąć kłopotów.

Starzec pogodził się z losem, wiedząc, iż nie ma powrotu. Przez życie nauczył tysiące ludzi miłości, szacunku i troski. Wciąż dostawał listy z podziękowaniami od dawnych uczniów Ale własnych dzieci nie potrafił wychować

Janie, znowu masz gości wrócił z przechadzki współlokator.

Co? Marek? krzyknął starzec, choć wiedział, iż to niemożliwe. Syn nigdy by nie przyjechał, nienawidził ojca

Nie wiem. Kazali ci powiedzieć. No co siedzisz? Idź i zobacz! zaśmiał się sąsiad.

Jan wziął laskę i powoli ruszył w stronę małego, wilgotnego pokoju. Schodząc po schodach, z daleka ją rozpoznał.

Witaj, Jagodo! powiedział cicho, spuszczając wzrok. Wciąż czuł się winny wobec tej szczerej, prostej dziewczyny, której nie obronił osiem lat temu

Janie! zdziwiła się elegancka kobieta. Zmieniłeś się Chorujesz?

Trochę uśmiechnął się smutno. Skąd tu? Jak mnie znalazłaś?

Marek powiedział. Wie pan, on w ogóle nie chce kontaktów z synem. A chłopiec ciągle pyta o tatę i dziadka Jasiek nie jest winny, iż go nie akceptujecie. Dziecku brakuje bliskich. Jesteśmy tylko we dwoje mówiła drżącym głosem. Wybacz, pewnie niepotrzebnie pana nachodzę.

Zaczekaj! poprosił starzec. Jak on, Jasiek? Pamiętam ostatnie zdjęcie, miał trzy lata.

Jest na dole. Zawołać? spytała Jagoda.

Oczywiście! rozpromienił się Jan.

Do sali wszedł rudowłosy chłopiec, żywy portret Marka z dzieciństwa. Jasiek nieśmiało podszedł do dziadka, którego nigdy nie widział.

Witaj, synu! Jakiś duży wzruszył się starzec, obejmując wnuka.

Długo rozmawiali, spacerując po jesiennych alejkach parku obok domu starców. Jagoda opowiadała o swoim trudnym życiu wcześnie straciła matkę, a młoda kobieta musiała sama wychować syna i prowadzić gospodarstwo.

Wybacz, Jagodo. Jestem winny. Choć uważałem się za mądrego, wykształconego człowieka, dopiero niedawno zrozumiałem, iż ludzi należy cenić nie za rozum i wychowanie, ale za szczerość i duszę powiedział starzec.

Janie, mamy propozycję Jagoda mówiła nerwowo. Zamieszkaj z nami! Jesteś sam, my z synem też Bardzo byśmy chcieli mieć bliską osobę przy sobie.

Dziadku, jedź! Będziemy łowić ryby, zbierać grzyby U nas na wsi jest pięknie, a w domu dużo miejsca! prosił Jasiek, ściskając dłoń starca.

Jedziemy! u

Idź do oryginalnego materiału