Tamara Iwanowna dowiedziała się, iż jej mąż spotyka się z sąsiadką z działki, kiedy przyszła do niej pożyczyć sól do kiszenia ogórków.

polregion.pl 1 tydzień temu

Tej nocy śniło się Teresie, iż jej mąż Roman spotyka się z sąsiadką Justyną z działki obok. A wszystko zaczęło się, gdy poszła do niej pożyczyć sól do kiszenia ogórków. Drzwi otworzył Roman. Jej Roman. W wyciągniętych slipach i podkoszulku z naszywką Mazury 1988.

Romek? zdołała tylko wyszeptać.

Roman najpierw zbielał jak pieróg, potem poczerwieniał niczym barszcz, a potem znowu zbielał jak ściana w kościele.

Teresko Zaraz ci wyjaśnię wszystko

Za jego ramieniem wyłoniła się Justyna, wdowa od lat. Miała na sobie szlafrok, widać było, iż narzucony na gołe ciało, niebieski, z wytartym kołnierzem.

Romek, kto tam? zapytała i zobaczyła Teresę. Oj

Trójka ludzi, statyczni jak rzeźby z betonu, patrzyła na siebie wzajemnie w gęstym letnim powietrzu. Teresa po chwili zawróciła i ruszyła w stronę furtki szybko, niemal biegiem.

Tereska! Zaczekaj! zawołał Roman, wybiegając za nią, zapominając o tym, w czym jest.

Cała ulica, a było tam dwanaście ogródków działkowych, wyległa popatrzeć na przedstawienie. Roman Janusz, szanowany członek zarządu rodzinnych ogrodów działkowych Wiosna, gna ulicą za żoną w bieliźnie.

Cyrk na kółkach mruknął Jarek spod trójki, kręcąc głową.

Teresa zatrzasnęła się w domku. Roman walił pięściami w drzwi.

Terenia, otwórz! Ja ci to wszystko wytłumaczę!

Ile lat? huknęła zza zamknięcia.

Co?

Ile lat ją masz na boku?

Roman zamilkł, a potem, cicho, jakby liczył w myślach, powiedział:

Osiemnaście.

Teresa zsunęła się po drzwiach. Osiemnaście lat. Jej młodszy syn, Patryk, właśnie skończył osiemnaście.

Furtka skrzypnęła i do ogrodu weszła Justyna w już ogarniętym stroju, włosy spięte w koczek.

Teresa, pogadajmy spokojnie.

Odejdź, żmijo!

Jesteśmy dorośli. Nie ma co krzyczeć.

Teresa opanowała łzy i wyszła. Usiadła na schodkach. Justyna przysiadła obok. Roman stał w cieniu.

Osiemnaście lat szepnęła Teresa. Jak to się stało?

Pamiętasz, jak cię kręgosłup złożył i dwa miesiące leżałaś w szpitalu?

Pamiętała. Operacja, długi powrót do świata. Roman wtedy przegrzał ogórki, pomidory gnili. I wtedy, wtedy Justyna pomagała mu w ogrodzie, gotowała mu obiady…

I wtedy się zaczęło mruknął Roman.

Osiemnaście lat! Teresa zerwała się z miejsca. Przez osiemnaście lat robiłam z siebie głupią!

Nie uważałyśmy cię za głupią. Każdy żyje swoim życiem zadrgała głosem Justyna.

Swoim?! To mój mąż. Ojciec moich dzieci!

I co? Czy dzieci głodne? Czy ogród zaniedbany?

Teresa zamierzyła się na Justynę, ale Roman złapał ją za rękę.

Terenia, nie warto.

Nie dotykaj mnie!

Wyrywając się, wróciła do domu. Tymczasem na ulicy już zebrał się tłumek. Wiadomości roznoszą się tu błyskawicznie.

Rozejść się! zawył Roman. Przedstawienie skończone!

Nikt się jednak nie rozchodził. Plotki mieszały się z aromatem liści pomidora. Ludka z trzeciego ogródka zapewniała głośno:

Zawsze wiedziałam! Widziałam ich razem przy piwoniach!

Łżesz jak pies odbąknął jej mąż.

Sam jesteś pies! Ja wszystko widzę!

Wieczorem Teresa siedziała na werandzie. Roman chodził wokół, jak niedźwiedź w klatce.

Terenia, powiedz coś.

Co mam powiedzieć? Rozwód?!

Jaki rozwód? Przecież mamy po sześćdziesiąt!

To nie znaczy, iż nie można się rozwieść…

Terenia, nie bądź dziecinna. Czterdzieści lat razem!

Z tego osiemnaście z Justyną!

Żyłem z tobą! Do niej tylko czasem wpadałem.

Czasem?

No dwa razy w tygodniu.

Dwa razy na tydzień przez osiemnaście lat?! To system, nie czasem.

Roman usiadł naprzeciw.

Kocham cię, Terenia. Ale Justyna z nią jest inaczej.

Lepiej?

Nie lepiej. Inaczej. Z tobą mam dom, rodzinę, codzienność. Z nią odpoczywam od wszystkiego.

Odpoczynku mu się zachciało! A ja, zamiast urlopu, ogórki kiszę!

Tego właśnie! Ty zawsze masz co robić: kiszenie, smażenie, sadzenie! Ja czasem chcę pogadać, wypić herbaty…

A ze mną nie pogadasz, co?

Z tobą rozmawia się o dzieciach, wnukach, ogrodzie. A z Justyną o życiu, o książkach.

Ona czyta?! zdziwiła się Teresa.

Znała Justynę jako prostą kobietę z Mazur.

Czyta. I poetów zna. Uwielbia Szymborską.

Teresa aż parsknęła śmiechem.

I co teraz?

Nie wiem. Jak ty zdecydujesz.

Ja? A ty?

Mam sześćdziesiąt dwa lata. Chciałbym już spokoju…

Z kim? Ze mną czy z nią?

Roman milczał. W końcu rzucił cicho:

A może z wami obiema?

Teresa złapała co miała pod ręką. Słoik z ogórkami. Rzuciła. Nie trafiła. Słoik rozbił się o ścianę.

Idź stąd!

Roman odszedł. Prosto do Justyny.

Tej nocy Teresa nie spała. Myślała. Czterdzieści lat razem, dwóch synów, wnuki, ogródek własnymi rękami stworzony. I osiemnaście lat kłamstwa.

A może to nie kłamstwo, tylko życie? Nie przysięgał przecież wiecznej wierności, nie kłamał w oczy po prostu żył. I z nią, i z Justyną.

Następnego dnia przyszła Zosia z piątej działki z drożdżówką.

Trzymaj się, Tereska.

Dziękuję.

Jak będziesz chciała, mój Staszek może Romanowi przetrzepać futro.

Nie trzeba. Nie jesteśmy w podstawówce.

I co teraz zrobisz?

Na razie nic.

Ja bym pogoniła. Zdrajca.

Zosiu, a twój Staszek nie odwiedza Luski z trzeciej?

Zosia zarumieniła się jak makówka.

Kto ci to powiedział?

Sama widziałam w malinach.

To nie tak!

Jak nie tak?

Grządki oglądali!

W objęciach?

Zosia trzasnęła drzwiami i wyszła.

Koło południa przyszedł Jarek.

Pani Tereso, może trzeba spulchnić ziemię? Pomóc z czymś?

Dzięki, nie trzeba.

A Roman prosił, żeby przekazać, iż wieczorem przyjdzie po rzeczy.

Jakie rzeczy? Słynne slipy?

No… nie wiem. Kazał przekazać.

Przekazane. Dziękuję.

Jarek zniknął.

Wieczorem Roman naprawdę się pojawił. Ze spuszczoną głową.

Wezmę tylko rzeczy.

Weź.

Wszedł do domu. Teresa poszła za nim.

Romek, czemu właśnie Justyna? Co w niej takiego?

Stanął jak wryty.

Nie wiem. Po prostu z nią jest lekko.

A ze mną ciężko?

Nie ciężko… Ale ty zawsze masz rację. Znasz datę sadzenia ziemniaków, przepis na ogórki kiszone, ile prezentów dać wnukom. A ona nie. Pyta mnie o wszystko.

I czujesz się wtedy mądry?

Bardziej… potrzebny.

Teresa usiadła na łóżku.

Romek, ja też nie wszystko wiem. Na przykład nie wiem, jak żyć po osiemnastu latach zdrady.

Terenia…

Nie umiem spojrzeć w oczy dzieciom. Wnukom powiedzieć, dlaczego dziadek teraz mieszka u cioci Justyny.

Nie musisz nic tłumaczyć!

Muszę. Jacek jutro przyjeżdża z rodziną. Co mam powiedzieć?

Powiedz, iż się pokłóciliśmy.

Roman usiadł obok.

Terenia, a może spróbujemy zapomnieć? Udawać, iż nic się nie stało?

Jak? Justyna za płotem, widzisz ją codziennie…

To co proponujesz?

Teresa podeszła do okna. Za płotem Justyna podlewała ogórki. W tym samym szlafroku.

Wiesz co? Rób, co chcesz. A wnukom sam powiesz.

Tereska!

I ogórki w tym roku sam będziesz kisił.

Nie umiem!

Justyna pomoże. Ona u nas taka wykształcona. Z ogórkami sobie poradzi.

Roman odszedł ze swoim tobołkiem. Sąsiedzi patrzyli wyczekująco.

W nocy Teresa usłyszała rumor. Ktoś kręcił się po działce, klnąc pod nosem. Wyszła. Roman stał przy szklarni.

Co robisz?

Pomidory sprawdzam. Ma być upał, muszę przewietrzyć.

Romek, przecież się wyprowadziłeś.

Ale pomidory moje! Sam je sadziłem!

I co z tego?

Nie pozwolę im paść!

Otworzył szklarnię i przeskoczył przez płot.

Rankiem przyjechał Jacek z rodziną.

Mamo, gdzie tata?

U Justyny.

Na herbatę?

Mieszka tam.

Jacek usiadł ciężko.

W sensie?

Teresa opowiedziała krótko, bez szczegółów.

Osiemnaście lat?! Mamo, więc kiedy Patryk się urodził, oni już…?

Tak.

Jacek poszedł do Justyny. Słychać było kłótnię, trzasnęła furtka. Wrócił.

Tata mówi, iż kocha was obie.

Szczęściary westchnęła sucho Teresa.

Mamo, a może naprawdę kocha?

Jacku, ty byś tak mógł? Dwie kobiety na raz?

Ja? Nie. Ale tata to tata. Inny jest.

To prawda.

Wnuczek wbiegł z ogródka.

Babciu, dlaczego dziadek mieszka u cioci Justyny?

Bo jej pomaga w ogrodzie powiedziała Teresa.

Jacek parsknął śmiechem.

Mamo, jesteś mistrzynią…

Nocą znowu rumor. Teresa wychodzi. Roman podlewa grządki.

Co ty, chory?

Susza! Wszystko padnie!

Nowa rodzina czeka, tam podlewaj.

U Justyny własny ogródek.

To podlewaj tam!

Ale tego szkoda!

Teresa wzięła wąż.

No to podlewamy razem. Bo będziesz tu do rana.

Podlewali w milczeniu. Usiedli na ławeczce.

Romek, a szczerze, którą bardziej kochasz?

Terenia, co to za pytanie?

Normalne. Którą?

Roman zastanowił się.

Was obie. Ale inaczej.

Jak to?

Ty jesteś jak prawa ręka: pewna, niezawodna. A ona to święto rzadko, ale radośnie.

A gdyby mnie zabrakło?

Fuj! Co ty gadasz!

No, gdybyś musiał wybierać? Mieszkałbyś z nią?

Nie wiem. Pewnie nie.

Czemu?

Bo wtedy ona stałaby się codziennością, a święta już by nie było.

Więc potrzebujesz dwóch?

Wygląda na to, iż tak.

Oglądali gwiazdy nad ogrodem.

Romek, a może mnie też przydałoby się jakieś święto?

Roman zerwał się jak oparzony.

Co? Jaki święto?

Może jakiegoś pana? Jarek chętnie pomaga…

Jarek?! Ja mu!

Co mu zrobisz? Sam u Justyny sypiasz.

To co innego!

Czym innym?

Terenia, ty nie jesteś taka!

Skąd wiesz, jaka jestem? Może czytam poezję klasyczną?

Nie czytasz.

Zacznę.

Roman wstał.

Terenia, serio czego chcesz?

A czego chciała? Żeby było jak dawniej? Ale dawnego już nie będzie. Nigdy.

Chciałabym po prostu spokoju. Kiszenia ogórków. Opieki nad wnukami.

I?

I nic. Mieszkaj gdzie chcesz.

To znaczy?

Znaczy: chcesz do Justyny idź. Chcesz tu wracaj. Tylko już nie kłam.

A jeżeli Jarek do ciebie przyjdzie?

Nie przyjdzie. Ma Hankę z dziewiątej.

Skąd wiesz?

Romek, przecież nie jestem ślepa. Po prostu nie mówiłam. Jak reszta.

Rano Roman stanął w progu z tobołkiem.

Terenia, na pewno mogę wrócić?

Łóżko masz w szopie. Materac sobie nadmuchaj. Dasz radę.

Postawił tobołek i poszedł po materac.

Sąsiedzi znów patrzyli w okna i szeptali. Justyna karmiła kompost, udając, iż nic nie widzi.

Jacek wyszedł na ganek.

Mamo, tata wrócił?

Materac w szopie dmucha.

Ty święta jesteś? Wybaczyłaś mu?

Głupia, nie święta. Ale na zmiany już za późno.

Za tydzień Roman przeniósł się z szopy do domu. Po miesiącu Teresa przestała zauważać, iż dwa razy w tygodniu nie ma go nocą. Po roku nikt już o tym nie mówił.

Po pojawiły się nowe historie. Ludka z trzeciej działki przeniosła się do Piotra z piątej, a Zosia do męża Ludki.

Teresa kisiła ogórki. Roman stawiał nową szklarnię. Justyna za płotem czytała książkę.

A czym jest miłość? Przeżyć wspólne czterdzieści lat, wychować dzieci, zbudować dom, posadzić jabłoń.

I pogodzić się z tym, iż idealne nie istnieje. choćby w miłości.

Zwłaszcza w miłości.

Idź do oryginalnego materiału