TAKI GRZYB
Ja wiem i wy wiecie: zbieramy tylko te grzyby, których jesteśmy pewni. Ale ja pewnego razu postąpiłem inaczej.
Kilka lat temu zbierając grzyby znalazłem takie cudaki. Nie wiem, nie znam, to coś dziwnego – i wyrzuciłem to, co znalazłem. Kilka tygodni potem znów w czasie grzybobrania znów je napotkałem. Tym razem spakowałem je z innymi i zaniosłem do domu, licząc na to, iż moja partnerka je zidentyfikuje. Albo znajdę je w atlasie. Ani ona, ani atlasy nie pomogły w identyfikacji – cholera wie, co to jest.
(Kilka lat wcześniej dogadaliśmy się z moją matką. Dil był taki: moja partnerka przywozi mojej matce zebrane grzyby, ona wytwarza z nich pierogi, które zjadamy w czasie niedzielnego obiadu. W czasie tegoż obiadu matka wyznaje, iż połowę tych grzybów wyrzuciła, bo ich nie znała. Moja partnerka chyba – mimo młodszego wieku - miała jednak wyższe kompetencje w tym temacie, co zauważyłem wiążąc się z nią. Taki wysiłek, tyle godzin łażenia po lesie i do kosza? Obraziła się na moją matkę i nie odzywała się do niej chyba z pół roku – za ten brak zaufania do niej. A w zestawie były praktycznie same klasyki, żadnych tam niemek, czarcich oczu i podobnych egzotycznie polskich okazów.)
To co zebrałem znalazło się w sosie, który razem z dziećmi zjedliśmy. A iż wam o tym opowiadam znaczy, iż to wszystko było jadalne. A ten ciekawy, niezidentyfikowany egzemplarz? W ilości kilkunastu? Patrzysz na niego: rydz. No to ciach nożem. Nóżka pokazuje pomarańczową obwódkę. Tyle, iż ten zamiast blaszek ma gąbeczkę. Że jadalny jest, to już wiem. Ale co ja jadłem? Wykazaliśmy się atawistycznym instynktem pierwszych ludzi badającym nowe otoczenie.
Chyba miesiąc potem był jakiś festyn, w czasie którego na kieleckim deptaku, wśród wielu stoisk, było też i to lasów państwowych, prezentujące również modele grzybów – tych, które bezpiecznie można zbierać i jeść, a także tych, które należy pozostawić w lesie i na pewno nie jeść. Podchodzę, pytam, opisuję to swoje znalezisko. Dwie panie obsługujące stoisko znają temat. Ja: nie ma go w żadnym atlasie… One: to rydz, tyle iż zainfekowany przez inny grzyb. Niech pan się nie boi, on jest jadalny. Ja: wiem, iż jest jadalny, bo go jadłem, tylko chciałem się zapytać o to, co jadłem.
Może za lat kilka, kilkanaście okaże się, co te grzyby razem mogą, znaczą i czym dla konsumenta grożą. Na razie wiadomo, iż nie umiera się po ich zjedzeniu. Ważne jest to, iż świat nie jest przez nas do końca rozpoznawalny i pozostaje tajemnica, dreszczyk emocji.








