Tajemnica z polskiej wsi: Przepowiednia wróżki, nieposzlakowana wdziękiem Larisa, troje synów bez oj…

polregion.pl 6 dni temu

Tajemnica

W niewielkim miasteczku na Mazowszu, adekwatnie przypominającym wieś, mieszkała dziewczyna o imieniu Wiesława. Pewnego dnia jej mama, która wierzyła w różne przesądy i zabobony, postanowiła zabrać córkę do miejscowej wróżki.

Wróżka rozłożyła karty i powiedziała:
Szczęśliwa będzie twoja Wiesia. Wszystko jej się w życiu ułoży. Ale męża przy niej nie widzę.

Wiesia miała wtedy z dziesięć lat. Słowa tajemniczej staruszki zapadły jej głęboko w pamięć, choć wtedy jeszcze nie do końca zrozumiała, o co chodzi.

Minęły lata. Wiesława wyrosła na zgrabną, śliczną pannę. Miejscowi kawalerowie tracili dla niej głowę, ale ona nie wybierała żadnego na stałe. Raz spotykała się z jednym, raz z drugim.

Po liceum nigdzie nie wyjechała, mimo dobrych ocen. Została i podjęła pracę w lokalnej mleczarni. Plotkowano nawet, iż romansuje z jakimś kierownikiem, ale nigdy ich razem nie widziano.

Starsze kobiety w pracy radziły:
Uważaj, Wiesiu, żebyś nie utknęła tutaj na zawsze. choćby nie zauważysz, jak życie przeleci ci koło nosa. Lepiej jedź do Warszawy. Z twoją urodą i rozumem bez problemu znajdziesz tam szczęście.

Wiesia tylko się uśmiechała i nic nie odpowiadała.

Nagle po miasteczku rozeszła się wiadomość: Wiesia jest w ciąży!

Rozpoczęły się żarliwe dyskusje: kto i kiedy uszczęśliwił najładniejszą miejscową dziewczynę? Spekulowali, domyślali się, ale nikt się nie dowiedział, kto jest ojcem dziecka.

Matka Wiesławy nie czekała z reakcją:
No to się doigrałaś! Zhańbiłaś mnie! Radź sobie teraz sama. Nie licz na moją pomoc. Skoro potrafiłaś zrobić dziecko, potrafisz je też wychować. W dodatku: poszukaj sobie nowego miejsca do życia. Tutaj ciebie i dziecka nie potrzebuję. Masz miesiąc.

Dobrze, mamo odparła spokojnie Wiesia odejdę. Ale potem nie proś, bym wróciła.

Dwa tygodnie później Wiesia kupiła nieduży domek już z całym wyposażeniem. Sąsiedzi myśleli, iż miała szczęście: dzieci starej właścicielki zabrały ją do Warszawy i sprzedały dom za bezcen. Skąd Wiesia wzięła choćby te parę tysięcy złotych pozostało tajemnicą.

Potem zaczęły się cuda. Domek gwałtownie wyremontowano i wyglądał bardzo nowocześnie. Postawiono nowy płot, na podwórku pojawiła się studnia. Pojawiali się obcy ludzie i błyskawicznie wszystko zmieniali na lepsze.

Sąsiedzi widzieli, jak pod dom podjeżdżała dostawa i zostawiała Wisi kartony z nowym AGD i meblami. Wiesia chodziła uśmiechnięta i wyglądała na bardzo zadowoloną, wcale nie na porzuconą czy zmartwioną.

Jesienią urodził jej się syn Jaś. Przed domkiem stanął nowy niebieski wózek. Wiesia gwałtownie wróciła do formy po porodzie była jeszcze ładniejsza, zawsze zadbana, szła przez miasteczko z podniesioną głową i wyglądała na bardzo szczęśliwą.

W domu miała ręce pełne roboty: maleńkie dziecko, warzywniak przydomowy, trzeba napalić w piecu, pójść po zakupy czy zrobić pranie pracy zawsze masa. A jednak Wiesława nie narzekała. Od dziecka była nauczona do pracy i radziła sobie ze wszystkim. Nigdy nie żaliła się nikomu.

Sąsiadki, widząc, iż Wiesia nie boi się roboty i jest dobrą osobą, w końcu się z nią zaprzyjaźniły. Pomagały jej z Jasiem, kiedy musiała coś załatwić. Dlaczego by nie pomóc?

Czasem też z ogrodem jej pomogły: to przysłały męża, żeby przekopał grządki, to same wypleniły chwasty. Ale generalnie Wiesia radziła sobie sama.

Gdy Jaś miał około dwóch lat, jedna z sąsiadek wbiegła do drugiej z szeroko otwartymi oczami:
Widzisz?!
Co się stało?
Wiesia znowu w ciąży!

Daj spokój, coś ci się przewidziało!
Nic mi się nie przewidziało, idź sama zobacz!

Całe miasteczko znów zaczęło o niej mówić. Ileż to plotek wtedy było! Ale najbardziej wszystkich ciekawiło, kto tym razem obdarował pannę Wiesię dzieckiem? Nikt nic nie podejrzewał przecież nie widziano jej z żadnym mężczyzną!

Wiesława nie zwracała uwagi na plotki. Żyła dalej swoim tempem. Tylko na podwórku pojawiła się nowa łaźnia. Gazownicy, mimo iż trasa była nieopłacalna, przyłączyli jej dom do sieci. W ogrodzie pojawiła się nowoczesna, poliwęglanowa szklarnia. Wszystko kosztowało niemało.

Skąd samotna kobieta ma tyle kasy? pytali w miasteczku. Pewnie jakiś ważniak się do niej zaleca! Jednak tajemnica Wiesi pozostała nieodgadniona.

Wkrótce na podwórku pojawił się ponownie ten sam niebieski wózek. Jaś dostał brata Staś.

A po kolejnych dwóch latach Wiesława urodziła trzeciego syna Michała.

Trzech synów miała Wiesława, a nikt nie wiedział, kto jest ich ojcem.

Jedni wyśmiewali ją i uznawali za dziwaczkę, inni, widząc, iż dzieci są zdrowe i zadbane, a ona uczciwie pracuje i nie pije, podziwiali jej odwagę. Byli też tacy, którzy wytykali ją palcami i na jej przykładzie próbowali straszyć swoje córki.

Matka Wiesławy nie rozumiała córki, wstydziła się jej. Nie próbowała kontaktować się z wnukami, nie pomagała.

A Wiesia dalej chodziła przez wioskę z podniesioną głową i nie zwracała uwagi na czyjeś uwagi.

Minął jeszcze trochę czasu. Pewnego dnia pod dom Wiesi podjechał luksusowy samochód. Wysiadł z niego dyrektor miejscowej mleczarni z ogromnym bukietem kwiatów. Wszedł do środka, a wokół domu zaraz zebrało się pół miasteczka. Ludzie szeptali:
O co chodzi? Po co pan Zbigniew Kaczmarek (bo tak go wszyscy szanowali) przyjechał do Wiesi w biały dzień i z kwiatami?

Wiadomo było, iż rok wcześniej pan Kaczmarek pochował żonę. Przez wiele lat była ciężko chora, a on sam się nią opiekował. Czasem korzystał z pomocy pielęgniarki, ale nigdy swojej żony nie porzucił.

Gdy Wiesława odprowadzała gościa, zebrał się już tłum. Pan Zbigniew przyciągnął ją do siebie i pocałował na oczach wszystkich. Potem głośno, tak by każdy słyszał, oznajmił:
Wiesia zgodziła się zostać moją żoną. Wraz z naszymi synkami zapraszamy wszystkich na wesele!

Nastała cisza. Ludzie patrzyli na szczęśliwą parę i nie mogli uwierzyć własnym oczom. Dopiero teraz każdy zrozumiał, do kogo są podobni chłopcy Wiesi

Nagle zaczęły się zewsząd gratulacje.

Po hucznym, wielkim weselu, Zbigniew zabrał Wiesławę z dziećmi do swojego domu. Przy przeprowadzce pomagali wszyscy z okolicy.

A po roku w ich rodzinie pojawiła się wreszcie długo wyczekiwana córka

I jak tu wierzyć wróżkom?

Idź do oryginalnego materiału